
26 04 Gawęda o kursie HED dla projektantów ogrodów [Gawędy Ogrodnicze]
20 kwietnia 2026Posłuchaj fascynującej rozmowy z prawdziwą pasjonatką sztuki ogrodowej – projektantką Pauliną Potoczną, specjalizującą się w obsłudze klientów prywatnych i tworzeniu ogrodów naturalistycznych. Skorzystaj z bogactwa doświadczeń na każdym polu – wykonywania projektów, obsługi klienta, prowadzenia pracowni i uprawy roślin. Poznaj gdzie się różni, a gdzie się pokrywa aktualna i historyczna praktyka profesjonalna Pauliny i Jakuba, którzy przy okazji tej rozmowy rozpoczęli piękną i ciepłą relację.
41 odcinek audycji Gawędy Ogrodnicze
Posłuchaj na swoim playerze:
Przejdź do podstrony podcastu:
Transkrypcja podcastu
J: Cześć.
P: Cześć.
J: I cześć Paulina.
P: Cześć, miło mi.
J: Bardzo mi miło. Drogi słuchaczu, jestem dzisiaj z Pauliną Potoczną, która jest projektantem, twórcą ogrodów. I myślę, że będzie dla ciebie cennym, inspirującym przykładem. Rozmawialiśmy już, że jest człowiekiem podobnie jak ja, bardzo długo siedzącym w branży. Także właściwie od dziecka. Jak ty się właściwie tytułujesz? Jak mówisz sama o sobie?
P: Projektant ogrodów. Tylko tyle. Nawet, wiesz, ze względu na to, że poszłam w branżę troszeczkę teraz taką bardziej naturalistyczną, bardziej nawet bym powiedziała kwiatową, ale nawet nie wiem, czy nie odejdę od tego słowa, ten naturalistyczny, bo on jest jednak taki, ciężko go zdefiniować. No ale nie chcę tu wchodzić w tym momencie w zbyt duże detale. Natomiast chyba najbardziej, kto bym powiedziała, że jestem projektantem ogrodów kwiatowych.
J: O, kwiatowych.
P: No chyba tak to najbardziej czuję, tak.
J: No tak, mówiłaś, że ten kolor to jest coś, co ciebie ciągnie. Zresztą też w twoich materiałach, które publikujesz na Instagramie, zauważyłem, że podkreślasz często tą wagę emocji, doświadczeń.
P: Wiesz co, bo wydaje mi się, że ogród powinien wzbudzać w nas jakieś emocje. On ma nas przede wszystkim cieszyć, więc staram się, żeby moi klienci byli w efekcie zadowoleni z tego doboru roślin. Więc tutaj u mnie podstawą jest bardzo duży wywiad, który robię z klientem na początku. Począwszy wiadomo od tego, gdzie świeci słońce, gdzie nie, jaka jest gleba, bo to jest bardzo ważne, ale ważne jest to, co on chce mieć w tym ogrodzie.
J: A masz takich klientów raczej konkretnych, którzy dają ci na przykład listę preferowanych roślin?
P: Zdarza się tak. Mam takich klientów, mam też ogrody, które mają rośliny i ostatnio bardziej się kocham w takich ogrodach, gdzie są już starodrzewia, gdzie są jakieś krzewy, to jest bardziej dla mnie wyzwanie. Działam też z listami. Staram się projektować te rośliny z listy, dlatego że to jest coś, co klient chce.
J: Z jakiej listy? Co znaczy z listami?
P: Lista na przykład roślin wymarzonych przez klientów.
J: A w tym sensie, okej.
P: A ty miałeś na myśli jakie listy?
J: Nie, nie, dobrze, dobrze, właśnie tak, z życzeniami.
P: Tak, listy życzeń mam, natomiast czasem te listy są bardzo pomieszane i musimy trochę uspójnić styl. Ale nigdy nie oponuję, jeżeli klient bardzo chce mieć jakieś drzewo, to staram się to życzenie spełnić. I zawsze staram się też dać taki bonus, uwielbiam dawać bonusy, elementy zaskoczenia, czyli wkładam taki kij w mrowisko i później oczywiście przedłużam ten proces projektowy, bo klient musi pomyśleć, co jest tym kijem w mrowisko.
Element wody w ogrodzie, o którym klient nie myślał, nawet w postaci jakiejś małej rzeczki, w postaci małego stawiku, nawet tej misy wodnej, która tam zachodzi zgnilizną, o czym informuje klienta, że zachodzi zgnilizną i trzeba by było jakąś może pompkę dać. Więc wtedy pojawia się trochę taka konsternacja, ale my o tym nie myśleliśmy. No ale jak to będzie działać?
No i tutaj trochę trzeba techniki, więc staram się przedstawiać, gdzie to zamontować najlepiej, jak to działa. No i później jest taki tydzień ciszy i czekam na odpowiedź, czy decydują się na ten element. Zazwyczaj tak, zazwyczaj tak i zazwyczaj mówią, że nigdy o tym nie myśleli, ale ta woda to będzie super.
J: Super, woda jest ekstra, ściąga w ogóle ptaki do ogrodu, nie tylko zresztą.
P: Rybki też.
J: Tak, jak jest większa to potrafi, to prawda. Mówiłaś, że babcia w dzieciństwie zabierała cię na wystawy ogrodnicze i nasiąkłaś właściwie od najmłodszych lat tą pasją i jakimś osadzeniem w branży. A ile lat temu zrobiłaś pierwsze komercyjne zlecenie, kiedy tak na rynku się pojawiłaś?
P: Wiesz co, to tak zaraz po studiach, ja od razu się nie bałam jakoś. Skoro skończyłam ogrodnictwo i projektowanie, to doszłam do wniosku, że będę projektować te ogrody, więc ja myślę, że to jest jakieś koło 20 lat.
J: A gdzie ukończyłaś? W Rzeszowie?
P: Nie, ja kończyłam, jestem z okolic Wrocławia, z Głogowa, we Wrocławiu. Kończyłam Akademię Rolniczą, a później ona w międzyczasie po studiach inżynierskich się przekształciła w Uniwersytet Przyrodniczy.
J: W Krakowie było tak samo, ja też byłem na Akademii, a teraz jest Uniwersytet.
P; Tak, stara, dobra Akademia. Moje początki wiesz, w ogóle tak jak sobie gadamy o tym, jak to długo trwało, no to wyobraź sobie, że moje początki to był rapitograf. To były te czasy, tam jeszcze nie było żadnych programów, więc jest ta stara szkoła, totalnie kalka, skalpel.
J: Kładło się te warstwy, te kalki jedne na drugie, no super.
P: Kleksy się robiły, nie?
J: Ja do dzisiaj czasem jak siadam do AutoCada, to myślę, że: Jezu, jakie to jest fajne, że już nie trzeba tych kalek, które się łamią w ogóle, weź to na budowę rozwin, nie?
P: No, no… Ale lubię, pójść sobie wydrukować.
J: Tak, tak.
P: Nie wiem jak ty, ale ja lubię pójść wydrukować i pokazać papier klientowi, jeżeli mam taką okazję, że jeżeli nie są to projekty online, których się nie boję, to lubię papier. Jest sentyment.
J: Nie, no jakby papier, przyznam szczerze, jest oczywiście niezbędny i na budowę ten jeden egzemplarz musi iść, ale ponieważ mam taką obserwację z życia zawodowego, że nie ma takiego projektu, który by się nie zmienił w trakcie realizacji. Ten papier się szybko dezaktualizuje, więc właściwie teraz przy oddaniu projektu zwykły klientowi wysyłamy wersję elektroniczną z dostępem do Dropboxa. Nie wiem, korzystasz z Dropboxa? To jest taki dysk online, że tam po prostu rzucasz rzeczy.
P: No ja jestem bardzo tradycyjna, ja tam mam tego Google Drive’a.
J: No to coś podobnego, tylko że hostuje ci pliki, które masz u siebie normalnie na dysku i dzięki temu nawet jeżeli coś się zmieni, to my podmieniamy te same pliki na nowe i tam zawsze są aktualne wersje, także wszyscy budowlańcy wszyscy dostają. No i powiem ci, że są pewne takie czynności, przy których lubię mieć papier i jeżeli są duże budowy i przyklejamy tam gdzieś u kierownika dużą planszę, to jest to super przy rozmowach, pokazywaniu sobie pewnych rzeczy, ale dużo na telefonie z tego PDF-a, powiem ci, ogarniam. To jest wygodne, bo wkładając go w rękę.
P: PDF to u mnie też podstawa, zdecydowanie. No to ja mówię, ja czasem mam taki sentyment i to tak zazwyczaj kilka kartek wydrukuję, natomiast tak wszystko też w PDF-ach. No już idziemy w cyfryzację.
J: Świat się zmienia, a my razem z nim. Co najbardziej cenisz, doceniasz w swojej pracy?
P: Że lubię to, co robię, czyli tak naprawdę, jak to mówią, nie pracuję. Nie, no żartuję, pracy jest ogrom, to nie jest tak, to się mówi, że się lubi.
J: Obydwa zdania są prawdą.
P: Tak, dokładnie, tylko ilość tej wiedzy, mam wrażenie, którą my jako projektanci musimy nabywać w trakcie projektowania, ktoś by powiedział, że to są tylko rośliny. To jest jakiś układ przestrzeni. No nieprawda. Ja czasem mam wrażenie, że zanim zacznę projekt, to przewalam całą budowlankę w takim uproszczeniu, bo ja nie jestem przecież budowlańcem.
Ale przerabiam całą budowlankę, rozmowy o tym, gdzie co idzie, jakie są plany, jakie rury, a czy mamy tu jakąś studnię, czy nie mamy studni. Co bardzo często klientów należy pytać, uważam, o tą studnię i źródło wody. Jeżeli mówią już nam na początku, słuchaj, o nawodnieniu, a później wychodzi temat, że nie mamy z czego nawadniać. Więc zanim ja dojdę do roślin, to czasami potrafią ją minąć z dwa spotkania. I tak zbieram sobie informacje w ten sposób.
J: Tak zbierasz je powoli, spotykasz się dużo z ludźmi.
P: Lubię. Dla mnie to jest taki cały proces. Wyjazdowe spotkania tu mam trochę mniej, natomiast online zdarza mi się mieć sześć spotkań. Plus do tego to jest dla mnie trochę też nawet taki, ja mam taki proces twórczy. Bardzo twórczy. Ja potrafię, jak mam wenę z klientką na przykład, oczywiście szanując swój czas, ale usiąść gdzieś tam wieczorem w sobotę.
Tak, jak mam wenę, to potrafię usiąść wieczorem i rozmawiać o kolorach w ogrodzie. Pokazujemy sobie nawzajem inspirację. Później jej coś na tablecie siedząc sobie na luzie totalnie rozrysować, żeby zrozumieć to, czego ona chce. Dużo pracuję z kobietami, które kochają bawić się barwami. Bardzo dużo się poruszają w takim obszarze, bym powiedziała, barw, więc tam idziemy w kolor już tak konkretnie.
No i czasami dobieranie palety koloru do ogrodu, to ci powiem, że to są nawet dwa spotkania. I dla mnie bardzo jest ważny ten proces twórczy. Ja jakby zachęcam do tego, zawsze mówię, rysujcie. Zanim w ogóle wejdziecie do Cada, Sketchupa, czegokolwiek w czym robicie, to rysujcie po prostu na papierze, twórzcie te linie.
Linia prosta jest piękna, to też linia, zbiór punktów, natomiast lubię łuki. Kocham się w łukach po prostu. Nawet jak ci postawię tą linię prostą, to tak mnie później świerzbi, żeby gdzieś ją załamać. I zresztą sam widzisz w moim ogrodzie esyfloresy. Kiedyś myślałam, że nauczę się projektować takie proste ogrody, takie minimalistyczne, ale to nie mój klimat.
J: Trzeba iść za swoim, ale to właśnie fajnie o tym opowiadasz, ile rzeczy cię cieszy. I też, jeżeli tak dużo jesteś w kontakcie z klientami, ja również podobnie, to buduje się cała ta relacja. Łączysz się z tym człowiekiem, ta twórczość wspólnie się odbywa.
P: Tak, tej umiejętności trzeba się nauczyć, uważam. Tej otwartości na drugiego człowieka, ona mi nie przyszła od razu, to tak z perspektywy czasu, bo my często projektanci myślimy, że jak posadzimy te hortensje tu i tu, że to będzie dobrze. I za bardzo uparcie dążymy do tego, żeby tak było. I często młode projektantki, mam wrażenie, za bardzo forsują swoje projekty.
J: Nie słuchają.
P: Nie słuchają klienta, dokładnie. I później są te zgrzyty, że ta praca robi się męcząca, a ja przesadzam te hortensje, tak powiem, w cudzysłowie. Przesadzam je, jeżeli ktoś naprawdę mówi, że w tym miejscu mu się nie podobają. Nie ma problemu, to ma być dla ciebie. Ja jestem dla ciebie, ten proces projektowy jest dla ciebie i ja na to stawiam.
J: Tak, dokładnie, w końcu jesteśmy tutaj po to, żeby służyć temu drugiemu człowiekowi, stworzyć tą jego przestrzeń życia. On tam będzie mieszkał, nie my.
P: No tak, zgadzam się z tobą w stu procentach, że jak ktoś, porównujmy, urządza dom, to zawsze mówię, że dom to jest twoja dusza, odzwierciedlenie, a ten ogród tak samo. To jest zupełnie to samo. I mam wrażenie, że w ogóle pewien etap w życiu pokrywa się nam z tym ogrodem.
Że my doceniamy to, że coś nam tam bardziej kwitnie, rośnie, że nawet wymaga pracy, ale jakby mam wrażenie, że te decyzje o pracy pewnie też wynikają z większej ilości czasu u ludzi troszeczkę w wieku powiedzmy już od zwyż, ale oni się jej nie boją. Natomiast młodsze pokolenie jednak boi się tej pracy w ogrodzie często. Chcą iść w takie ogrody bardzo minimalistyczne.
J: Bezobsługowe.
P: Bezobsługowe, uwielbiam te słowo też. Ja chcę mieć ogród bezobsługowy. Zawsze też już odejdę od tego może tam wieku, ale lubię też strasznie: “ Żeby nie rosły chwasty. I czy będą rosły chwasty?” No będą rosły chwasty, zawsze to mówię i nigdy nie oszukuję klientów, nie bajeruję.
Dlatego, że ja też już powoli odchodzę w ogrodach od tych agrotkanin, agrowłóknin i widzę, że też moje klienci powoli od tego odchodzą. Uświadamiam ich, że to się da zrobić roślinami. Jak klient mi mówi, no ale mi tam ten przegorzan się strasznie rozsiewa. A ja mówię, no dobra, no się rozsiewa, ma kłącza i tak dalej. No to dosadzaj, dosadzaj, dosadzaj, mówię.
J: Zabierz mu światło.
P: Zabierz mu światło, dokładnie. Wytępisz go.
J: Zagłodź skubańca.
P: Tak. Zabijesz go, więc spokojnie. Powiedzmy sobie szczerze i bądźmy Jakubie uczciwi, że wizualizacje to są wizualizacje.
J: Ja nazywam wizualizację wyrafinowaną formą kłamstwa.
P: Tak, wizualizacja nam ma przedstawić pogląd i ja to tłumaczę. Ale wiesz, ja kocham wizualizować. To jest jakby dla mnie nawet, powiem szczerze, czasem są przerysowane te wizualizacje, ale no po prostu lubię się tym bawić. Natomiast mówię klientowi, że no to przecież wszystko też nie kwitnie naraz. Przecież też to jest zmienność jakaś, przecież może coś się nie przyjąć.
Bardzo podkreślam ten aspekt, że pomimo doboru roślin, gdzie myślę, że projektant stara się dobrać tak do środowiska, myślę, że najlepiej do tego, co zna w ogóle jak rośnie, już tak z doświadczenia, to tłumaczę, że każdy ogród jest inny i że proszę się nie martwić, jeżeli to się nie przyjmie. Ja bym chciała, żeby to się wszystko przyjęło, ale może się coś podziać, chociażby no widzisz, jakie przymrozki przyszły, nie?
J: No tak, ten rok szczególnie, ale to jeszcze inny aspekt, ponieważ projektant też nie jest oczywiście omnibusem, oczywiście, że stary może już być, ale na początku swojej drogi nie wie wszystkiego tych roślin, jak mówisz, musi się nauczyć i to są po prostu lata, ale nawet jeśli rozpoznaje poprawnie siedlisko i dobierze swoje rośliny poprawnie do tego siedliska. Już pomijając o tym, że one bywają kapryśne jak to życie i po prostu mogą z jakichś powodów nawalić.
No to my jeszcze musimy tutaj zestawić to z tą listą życzeniową klienta, a tam są czasami tacy, co zupełnie do tego siedliska nie pasują. No ale jak odmówisz człowiekowi, jak on ci z ognikami w oczach mówi, że on musi to mieć, to jest takie piękne, on musi to mieć.
No dobra, no to ci tam zaplanujemy jakieś przygotowanie gleby, i sobie miej, a później wymarza. A on mówi, no wymarzło. No wiem, rozumiem twój ból, no wiem, no mówiłem ci, że może wymarznąć. No mówiłeś, ale musiałem. No to i tak to jest.
P: Rozumiem to, robię dokładnie to, co ty, oszczegam, mówię, no ale tam będzie trzeba na zimę się pobawić, prawda, tam otulić, zadbać. “No ale ja bardzo..” Szanuję to, szanuję to, ale podchodzę też do tego rozsądnie, mówię, no słuchaj, dobra, ale wprowadźmy tą jedną taką wariacką roślinę azjatycką.
No śmieję się, ale no już nie przesadzajmy, bo może byś później był zadowolony, ale szanuję to, wiesz, ja się nauczyłam tej pokory chyba z czasem, że no bardzo, wracam znowu drugi raz do tego, ale bardzo dla mnie jest ważne, żeby gdzieś podążać za tym klientem. Co, uwaga, uwaga, drodzy projektanci, wiąże się z czymś, czego bardzo nie lubimy: poprawkami. Jakie masz odczucie?
J: Wiesz co, ja w ogóle nie limituję klientowi ilości wersji, zawsze mówię, że słuchaj, jakby teraz Cię wysłucham, to spotkanie trwa, wiesz, 2-3 godziny, czasami dłużej i zbieram ten ogrom informacji. Tak jak i u Ciebie, czasami jest rozciągnięty w czasie, jeszcze przyjeżdżam na przykład na działkę w różnych momentach sezonu i zanim przedstawię tą koncepcję, to zajmuje mi trochę dłużej. A więc zbieram, zbieram, zbieram te dane i później przygotowuję jedną koncepcję, i na tej koncepcji pracujemy, ale pracujemy na niej do skutku.
I mówię, jakby nie ma problemu, potrzebuję, że zastanów się dłużej, potrzebujemy zrobić z niej pięć wersji, no jakby nie obok siebie, tylko jakby kolejne, bo wynika to z tego, co Ci się tam nie podoba. Ale w początku, no oczywiście mam to w umowie zawarte, że jeżeli klient zmieniłby wytyczne zupełnie, no nie wiem, wymyślał sobie ogród naturalny, a wtedy japoński później…
P: 80% nie? Na przykład 80% całej koncepcji.
J: No to wtedy musi zapłacić za nią na nowo. Ale jeżeli jakby poruszamy się w obrębie tych samych wytycznych, tylko szukamy tego idealnego, wymarzonego pomysłu na siebie, to też jest dla mnie jakąś miarą, po prostu mnie jako projektanta. Czy ja potrafię do tego dojść szybciej, a resztę robi po prostu statystyka roczna.
Z jednymi klientami idzie szybciej, z innymi idzie dłużej, po prostu taka praca. Także tak, pokornie, cierpliwie pracuję z nim w jego tempie i tyle to musi zająć, ile musi, żeby po prostu wyszło doskonale.
P: Tak, zgodzę się z Tobą. Ja też doszłam do tego momentu. Nigdy nie robiłam, wiesz, dwóch koncepcji, bo z dwóch koncepcji się robi trzecia koncepcja.
J: Tak, tak, tak. Zawsze, zawsze. Dokładnie.
P: I powiem szczerze, że jeżeli ktoś zaczyna pracę, odradzam. Odradzam ten motyw, nie robię tego. Pracuję tak samo jak Ty na jednej koncepcji, w związku z czym trzeba ją jakoś tam, tak jak mówisz, dopracowywać. Też ilość zmian mam określoną, natomiast nie jest to tak, że jest to jakoś takie bardzo okrojone.
Natomiast też pilnuję tego procesu, znaczy zadaję pytania dodatkowe, które już mi pomagają wtedy doszlifować tą koncepcję. Zmiany to takie, jak też mówiłeś, które nie zmieniają mi całkiem, nie? Czyli nie, że tam nagle mi się wszystko zmienia. Wydaje mi się, że to jest uczciwe też wobec klienta.
Rośliny zawsze można zmienić, jakąś kreskę zawsze można zmienić i to jest też ważne moim zdaniem, żeby sobie taki swój schemat pracy przyjąć, który będzie w jakiś sposób w ogóle chyba zgodny z nami, wiesz? To jest chyba najważniejsze.
J: Nie być wbrew sobie, nie?
P: No nie być, że wiesz, bo czasem ten klient tak zwany szybki, który chce, nie wiem czy rozumiesz, tak na szybko.
J: Tak, tak, już takich raczej nie przyjmuję.
P: No ja też.
J: Chyba, że mam akurat dziurę, a on akurat chce to, co ja robię najlepiej, no to wtedy jeszcze się zdarza.
P: Szczerze lubię pracować z klientem, który traktuje to jako proces twórczy i to jest mój klient, który daje mi czas. Pomimo tego, że ja wpisuję terminy w umowę, od jakiegoś czasu to robię. Na początku tego nie robiłam, teraz już to robię, bo to jest takie bezpieczeństwo. Ja szanuję klienta, żeby też ten proces nam się nie przedłużał. Natomiast zazwyczaj klienci, z którymi pracuję, oni też to szanują, że ta współpraca bywa różna. Czasem klient potrzebuje dużej czasu na przemyślenie.
J: Czasem my potrzebujemy więcej czasu.
P: Dokładnie.
J: A powiedz mi, obsługujesz tylko prywatnych klientów?
P: Na tą chwilę mam większość prywatnych klientów.
J: A jakieś publiczne rzeczy też?
P: Nie, to jest moje w sumie takie marzenie, żeby może kiedyś zaprojektować coś fajnego przy jakiejś deweloperce, ale takiej nieograniczonej finansowo. Ale słuchaj, jak sobie rozmawiamy szczerze, powiedz ile te chabazie, że tak powiem typu trawy, jakieś zwykłe krzewy, kaliny i tak dalej, przecież to nie są najdroższe rośliny. A jak to można cudownie zaprojektować?
J: Można, oczywiście. Niekoniecznie w rządku jak przyszedł jak McDonaldem i na zmianę czerwony z żółtym. Jak zresztą mają twoi sąsiedzi, zajeżdżam i patrzę: O Boże, czy to naprawdę tutaj? Nie, niemożliwe. GPS pokazuje, dobra, kolejny dom, okay.
P: Tak, ale sąsiadka odgapiała trochę ode mnie. Ale ja nie mam tak nigdzie. Nie wiem, czym ona się inspirowała.
J: McDonaldem.
P: Może. Może te bordowe klony moje się tam podobały.
Nie wiem. Nie wnikam. No ale wiesz co, bardzo fajnie, że to powiedziałeś. Ja to szanuję. Ja to po prostu szanuję. Czasem jadę do klienta, który chce, żebym mu coś tam doradziła. Już mam tego doradztwa, już nie prowadzę praktycznie, bo nie umiem tak doradzić, żeby to było szybkie. Więc to znowu zajmuje czas. Nie mam na to czasu.
Natomiast przyjeżdżam i widzę, że ci ludzie się boją. Boją się tej oceny. Że tu u nas wygląda wieś tańczy, wieś śpiewa, bo myśmy tak sobie posadzili, bo myśmy sobie nie poradzili. Ej, spokojnie, nie? To jest ogród. Wyluzuj, nie? Poprzesadzamy, pozmieniamy.
J: Tak, jest taki luz, nie? Że nie musisz burzyć ścian, że to wszystko jest miękkie i możesz sobie tam pozmieniać cokolwiek. Ale masz rację. W sumie nie myślałem o tym. Jest coś takiego, jak przychodzisz do ludzi domu, przepraszam, że nie posprzątane, przychodzisz do ogrodu, który już jest już trochę założony, przepraszam, że nie było tu do tej pory projektanta.
No jasne, nie było, ale właśnie teraz jest. Spoko, nie? Przyjrzymy się temu, uszanujemy to, co masz i spróbujemy tego zrobić coś jeszcze lepszego. Trzeba tego człowieka też tak zaopiekować, żeby on się swobodnie poczuł. Bądź co bądź, jesteśmy zawodem bazującym na zaufaniu.
P: Tak, myślę, że jesteśmy zawodem, który jeżeli ma robić dobrze swoją robotę, to troszeczkę powinien wejść w tego człowieka, w tą jego psychologię, nie?
J: Tak, tak, koniecznie. Jesteśmy psychologami, oczywiście.
P: Takim, wiesz, tak pobieżnie, nie? Wyczuć ten klimat, wyczuć te obawy, zaopiekować trochę te obawy, podejść trochę z humorem, nie? To jest taki… Zresztą, nie wiem, tam gdzieś na Instagramie czasem piszę o tym, że wyluzuj, nie? Że wychowaliśmy się trochę w takiej, zwłaszcza kobiety, w tej kulturze bez chwastu.
J: Tak, że wszystko ma być perfekcyjne, tak i rygorowo. Tak. A nie musi być wcale.
P: Nie musi być.
J: A przechodzisz z klientami na ty?
P: Zależy.
J: Okej. Zależy indywidualnie.
P: Zależy.
J: No ja też czasami tak, czasami nie.
P: To zależy jaki jest klient, bo różnie z tym bywa. Ale mało mam takich klientów. Ale ci, z którymi przeszłam, to są właśnie ci, którzy traktują mnie jako taki proces twórczy. No i wtedy to płynie. To sobie możesz jakby wyobrazić, jak to płynie.
J: Są swobodni, otwierają się.
P: Tak, otwierają się. Teraz będę projektowała ogród na podstawie bukietu tulipanów, gdzie kompletnie nie mogłyśmy dojść do koloru w ogrodzie. Te żółcie i pomarańcze zostały zdyskwalifikowane.
J: Okej.
P: I w pewnym momencie klientka wysyła mi zdjęcie bukietu takich już przekwitłych tulipanów, zestawione, jakieś tam kolorystyczne zestawienie i mówi, te kolory, już idziemy w to. Ja już nic nie zmieniam, już idziemy w to. Więc wiesz, to są fajne rzeczy, nie? Tak, tak.
J: Dochodzenie do jakiejś tam idealnej wizji.
P: I pytanie się.
J: Czasami ścierka jest zawiła.
P: Właśnie widzisz, ja o tym bym mogła gadać bez końca, nie? Wiesz, ja czasem mówię tak, no ale w jakim ty otoczeniu się dobrze czujesz? W jakich barwach, nie? Czasem się pytam, a nawet jak ubierasz ciuchy na siebie, to jakie lubisz, nie? Ludzie sobie tak nie zadają pytań, nie? O to, co lubią tak naprawdę.
J: Nie uświadamiają sobie tego. Tak. No to się trzeba skomunikować, przekazać tego drugiemu człowiekowi.
P: Tak.
J: No skoro już jesteśmy przy kolorach, a to jeszcze zanim się spytam o kolory, które dla wielu stanowią problem. Nie ukrywam, że ja też się ich bardzo tak cierpliwie, ostrożnie uczę. To powiedz, to mnie zastanowiło, czy koncepcję raczej przygotowujesz całościowo na raz, czy właśnie tak cykasz etapami, najpierw jakieś tam uproszczone zakresy, później kolejne szczegóły. Jak masz styl?
P: Oj, oj, temat rzeka.
J: Okej. Małe ogrody przeważnie na raz. Nie ma sensu się rozdrabniać. Małe ogrody to są takie dziesięcio arowe. Okej. Duże ogrody, mówimy o dwóch hektarach, to już nie da się zrobić na raz, to tylko tam główne linie można pociągnąć i wtedy to już idzie etapy.
Czyli tutaj robimy ogólną koncepcję, bardzo taką, wiesz, kształty, ścieżek, przebiegi komunikacyjne, jak trzeba osłonić od wiatru, to buduję ściany z drzew, ale też jest piękny widok, więc trzeba go uchwycić. To nie jest takie łatwe, ale wtedy na razie prezentuję klientowi ogólny zarys, a później… Ewentualnie czasem pokazuję dobór roślin, ale bardzo ogólny, plus delikatną kolorystykę, ale też bardzo ogólnie, bo już na tym etapie staram się wychwycić klimat taki. Pomimo tego, że wcześniej rozmawiamy, ale często jest tak, że gdzieś tam w tym procesie, jeżeli klient o tym zaczyna myśleć, to on coś tam sobie już w głowie układa, więc ja jakby szukam tego trochę potwierdzenia, czy idziemy w dobrym kierunku, no i później już wchodzę w detale.
To często jest tak, a czasem, jeżeli nie mam czasu, a właśnie jest klient, że bardzo mu zależy, bo już na przykład w tym roku by chciał posadzić drzewa, więc ten proces już bardzo się wtedy wydłuża, ale może z korzyścią dla klienta, to idę etapami. Na przykład budujemy tylko strefę jakąś przy ogródku takim warzywnym.
J: Czyli sektorami bardziej.
P: Tak, sektorami. Tak, dzielę go na sektory. Później jakiś tam, taki bardziej ogród kamienny, no bo tak jest po prostu, wydaje mi się, że wygodniej.
J: Tak, to jest też fajne podejście, z którego czasami korzystam, co jest trudne do wyczucia, ale ja na przykład na przestrzeni tych 20 lat, a zawsze mniej lub bardziej zajmowałem się wykonawstwe. Zaobserwowałem taką ciężką przypadłość, że jeżeli zrobię bardzo skomplikowany projekt, w którym jest dużo rzeczy uwzględniających życzenia klienta, a zwykle takich obsługuję wymagających, właśnie chcących, żeby wszystko było idealnie dopasowane do nich, to później kosztorys założenia takiego ogrodu wychodzi dużo.
I czasami, to już jakby później w procesie biznesowym, ten kosztorys ofertowy, on jest powodem tego, że klient mówi, nie no w życiu nie wydam tyle pieniędzy na ogród, po prostu nie ma opcji, pomijając to, że tam są i bruki i ogrodzenia i inne rzeczy, ale jakby to po prostu ta świadomość w głowie jest dla niego nie do przejścia.
A później spotykamy się po paru latach i się pytam, no ile cię to wszystko kosztowało? Mówi, daj spokój, jak doszedłem do budżetu, który ty tam oferowałeś, to ja już dawno przestałem liczyć, a to było lata temu, nie? I wydaje, i wydaje, i wydaje.
Ale jakby właśnie zauważyłem, że takiego po prostu poziomu obsługi klienta lepiej jest czasami robić mu to sektorowo i powiedzieć, dobra, słuchaj, zajmijmy się najpierw najbliższym otoczeniem domu, zajmijmy się właśnie warzywnikiem, tak jak mówisz, tym co jest ci potrzebne, tym co widać, nie?
P: Tak.
J: A później jakby przejdziemy dalej. Mam takich klientów, których obsługuje w ten sposób właśnie latami i tam pewne rzeczy zaprojektujemy, zrobimy, zaprojektujemy, zrobimy i to jakoś tak lżej przechodzi.
P: Zgadzam się z tobą, ale też jest fajne, bo stajesz się częścią tego ogrodu, nie? Patrzysz jak rośnie, to tak.
J: No, ale w ogóle też zupełnie nowe rzeczy ci przychodzą. Jednak inny jest proces, kiedy musisz wyjaśnić wszystko na raz, a inny kiedy przyjeżdżasz i ty jako projektant mówisz, kurczę, to jednak pierwotnie myślałem o czymś takim, ale teraz po roku to widzę, że to jednak był ślepy zaułek. Fajnie, że nie rekomendowaliśmy tej ścieżki wtedy, tylko teraz jakby jest lepsza decyzja, nie?
P: Tak, to nie jest tak. My czasem, mam wrażenie, wpadamy po chwili też na fajne pomysły. Jak ja to mówię, nie od razu, ale wiesz co, fajną rzecz też powiedziałeś na temat tych kosztów, tych ofert. My tak bardzo często jako projektanci idziemy w te projektowanie, a tutaj jednak oferta, budżet, nie?
To jest podstawa, z czym my mamy tak, że tak powiem z jakimi pieniędzmi do czynienia. I często jakby projektuję ogrody, gdzie mam świadomość, że one nie będą zrealizowane od razu, nie? Natomiast jakby szanuję to, bo sami wiemy, że to nie jest tanie.
J: Wszystkie pieniądze świata można tutaj wydać.
P: Tu możesz włożyć wszystko tak naprawdę. No teraz na przykład projektowałam teren taki wysoki i takie zawijasy, esy floresy zrobiłyśmy z dziewczynami po prostu, żeby zniwelować teren. Będzie trzeba pewnie zrobić jakieś takie wiesz wylewki, formatki takie gięte, no plus oczywiście zbrojenie.
No i w pewnym momencie się zastanowiliśmy razem z inwestorem, że chyba to nam przerośnie koszty prawie budowy w jakimś stanie surowym, nie? Ale ludzie też widząc to, że to będzie ich indywidualne znowu, mówią to chociaż połowę zrobimy. No i to jest wiesz ten sukces, nie?
I odeszli mi od takiego zwykłego skarpowego wiesz ogrodu i właśnie wczoraj miałam rozmowę i mówią pani Paulino, my jednak zrobimy troszeczkę tych murków, bo ja jakoś tak jak zobaczyłam tą wizję pierwszą, to już nie potrafię mieć tych zwykłych skarb, nie? No to jest fajne, to jest bardzo przyjemne, nie? To pokazuje, że warto się starać.
J: Ten ogród staje się częścią jakiegoś marzenia.
P: Tak.
J: Takim w życiu i o estetyce życia, o otoczeniu życia.
P: Tak. No to jest już takie, też wydaje mi się jakaś taka dojrzałość, nie? Taka, że to jest coś więcej.
J: No też myślę, że jest nasza rola w tym, żeby tego klienta odprężyć i pozwolić mu się przenieść. No to oczywiście to musi być odpowiedni klient, musi mu zależeć. Tak jak o tym teraz opowiadasz, to sobie myślę, Boże, obsługujemy chyba przede wszystkim ludzi, którym zależy, bo jak takiemu nie zależy, to po prostu w ogóle nie ma sensu z nim pracować, no bo po co mu to robić wszystko.
Ale tak jak mówisz, zapraszasz go do procesu twórczego, on się w to wszystko angażuje i właśnie pomagamy mu się przenieść w ten świat marzeń, nie? Żeby tak najpiękniej, najwspanialej.
P: Ja myślę, że to jest najważniejsze.
J: No.
P: No to o tym się często zapomina i bardzo uczulam właśnie osoby, które zaczynają, żeby podeszły do klienta troszeczkę właśnie z takim, może nie empatią, ale z takim zrozumieniem tego procesu, tak?
J: No i tego, że to jest jego marzenie.
P: Jego marzenie.
J: Właśnie.
P: Zdecydowanie jego marzenia. W stu procentach się zgadzam. Nasz, my sobie możemy robić, wiesz, jak tam chcemy w swoim ogródku, on ma mieć tak, jak mu się podoba.
J: Jak się najczęściej u Ciebie odbywa realizacja? Masz jakieś stałe ekipy czy klienci sami robią w systemie gospodarczym? Pewnie też różnie.
P: Różnie. Mamy jakąś tam ekipę, dwie czy trzy, które działają i to też są ekipy, bym powiedziała, podzielone budżetowo, czyli mam ekipę takich premium, mam ekipę takich średnia klasa i mam ekipę taką…
J: Budżetową.
P: No, budżetową. Ale też dużo klientów jednak decyduje się samemu i ja to też szanuję. Jestem otwarta na to, że ktoś przychodzi do mnie po projekt, ale mówi, że sobie będzie robił sam, jeżeli, że tak powiem, ma taką wolę i ma taki budżet.
To się też wiąże jakby z dużym opracowaniem ode mnie, bo jednak takiemu klientowi musisz poświęcić trochę więcej czasu, żeby jednak ten efekt jakiś tam osiągnął, tłumacząc po kolei etapy tego faktycznie, jak on ma ten ogród zakładać.
J: Tak, więcej edukacji, poprowadzenia za rączkę.
P: Tak, tego jest dużo.
J: Uchronienia przed błędami.
P: Tak, tutaj naprawdę już wchodzę wtedy, no jak wykopać tą ścieżkę, jak ją utwardzić, ile dać warstw, jak ją zrobić szeroką, czym może ją wykończyć. Łącznie z taką listą zakupów, że często też wchodzę w okoliczne kamieniołomy. Sprawdzam sobie, jakie mają kamienie, jakie mają żwirki. Wybieram wtedy, staram się, żeby ten klient też był jakoś tak kompleksowo obsłużony i zaopiekowany, żeby wiedział po prostu, gdzie może się udać.
J: Tak, tak, jak o tym wszystkim opowiadasz, to przewija mi się taki element z mojej historii zawodowej, że jak byłem młodszy, to byłem strasznie taki nakręcony na to, że ja muszę zarabiać pieniądze i w ogóle pod wpływem też znajomych, którzy byli podobnie zorientowani na jakimś takim konsumpcjonizmie, materializmie, że ja muszę być jakimś milionerem czy whatever.
Zwłaszcza, że też w czasach studenckich jeszcze byłem w takiej organizacji przy BCC, no byłem nakręcony na takie klimaty, ale z czasem, po latach to jakoś tak się fajnie poukładało, że mam takich klientów, tak jak mówisz, którzy robią sobie sami i ja im zawsze mówię: Hej, słuchaj, dzwoń do mnie, po prostu masz jakieś pytanie, masz jakąś zagwozdkę techniczną, po prostu wyciągasz telefon i dzwonisz. Nie zastanawiaj się, możesz dzwonić pięć czy dziesięć razy dziennie, no problem.
Chociaż daję im w umowie, że mają pięć lat obsługi telefonicznej gratis, a później już nie, bo sobie pomyślałem, że może trafi się ktoś taki, kto będzie później przez naście lat dzwonił, ale jeszcze się nie trafił.
No tak czy owak i oni jakby stanowią pewną część z tego portfolio bieżącego, są też tacy, którzy robią na przykład z ekipami i oni wymagają mniej uwagi, tylko zwykle jakiegoś tam nadzoru, przejeżdżania, rewizji projektowych, no a są też tacy, których realizuje czasami, rzadko jako inwestor zastępczy, ale częściej to po prostu wolę jako generalny wykonawca i wtedy po prostu robię to dla nich.
I jak byłem młodszy to sobie myślałem, że chcę mieć samych tych generalnych realizacji, bo ja się zarabia na nich najlepiej, w ogóle mam pełną kontrolę nad wszystkim, wszystko jest po mojemu, pełna organizacja i tak dalej. Tak trochę właśnie niechętnie podchodziłem do tamtych klientów, którzy chcą sobie sami robić, chociaż też ich obsługiwałem, ale dzisiaj właśnie widzę, że to się jakoś tak kurde magicznie układa.
Przecież nie mógłbym robić samych tych generalnych, bo żeby zrobić tych generalnych to ja muszę być na miejscu, na budowie i dopilnować tej roboty. Nawet moje najlepsze ekipy, to i tak ich nigdy nie zostawiam samych, bo po prostu, no może stolarza jeszcze, żeby zrobił taras, no to jeszcze mogę zostawić, ale generalnie nie zostawiam ich samych, bo to zawsze coś z pitolą, więc po prostu muszę im się patrzeć na ręce.
No to też jakby miałbym moce przerobowe zapełnione w 100%, nie byłbym w stanie po prostu robić ich więcej, albo musieliby jakoś strasznie długo czekać, więc to się jakoś tak strasznie fajnie układa, że trochę jest tych, trochę jest tamtych, trochę jest innych, robi się taka konstelacja powiedziałbym doskonała.
P: Tak, zgadzam się z Tobą, ale wiesz co, ja odkryłam jeszcze nowy trend wśród klientów, których wymieniliśmy. Jest też fajny klient, który dysponuje ogromnym budżetem, ale on chce to robić sam, bo on to kocha. Mam też takich klientów i to jest cudowny klient, bo jakby tu już nie ma problemu z budżetem na rośliny, a nie ukrywajmy, że już takie ciekawsze egzemplarze czy duże dżemy kosztują, natomiast ich zajawka jest niesamowita.
J: Nie, no power jest mega z takimi klientami.
P: Power jest mega z takimi właśnie klientami i widzę, że ich też pojawia się troszeczkę więcej na rynku. Też bardzo lubię z takim klientem pracować.
J: No nie, no to jest jakby złote połączenie, kiedy ty jesteś pasjonatem i wchodzisz ze swoim energią zaangażowaniem, po drugiej stronie znajdujesz pasjonata i jeszcze worek pieniędzy, to kurde, to może być lepszego.
P: Tak, tak, tak, tak, dokładnie. Ale to wiesz, że to nie jest łatwe z takim pasjonatem, bo pasjonat już często dokładnie wie czego chce. No i tutaj to jest taka, to są wyzwania. Ostatnio robię styl Piet Oudolf z jakimś ogrodem staroangielskim. Coś takiego łączymy, bo po prostu takie klimaty kocha właścicielka. I tak, i pojawia się róża, i pojawia się jakiś element troszeczkę jakiegoś takiego, wiesz, rokoko-baroko, a za chwilę chcemy łąkę.
P: Weź to połącz wszystko. Weź to połącz wszystko, nie?
J: Łamigłówka.
P: Łamigłówka. Czasem klient chce, wiesz, te japońskie elementy wprowadzić do ogrodu. Wow, nie? Fajnie, przecież, no cudowne ogrody.
Natomiast, no też łamigłówka, nie?
J: Ale jesteś elastycznym projektantem, idziesz za klientem.
P: Tak, no staram się, aczkolwiek, no tak jak ci powiedziałam, nie idę w nowoczesne klimaty.
J: Tak, tak, rozumiem. Są pewne rzeczy, które się po prostu nie kręcą i czujesz się dobrze.
P: Nie, nie, nawet jestem w stanie już w tym momencie, na mojej drodze, odmówić, jeżeli widzę, że ten projekt będzie niezgodny ze mną.
J: To, co powiedziałaś, wiesz, mnie się wydaje i tak chciałbym też, żeby do naszych słuchaczy dotarło, zwłaszcza młodszych, że wydaje się, ja tak uważam, to z pełnym przekonaniem mówię, że jak jesteśmy młodzi, to musimy brać wszystko, a dopiero w pewnym momencie człowiek nabiera takiej tężyzny i odpowiedniego portfela klientów, że może niektórym odmawiać.
A ja uważam, że jest odwrotnie, że właśnie jak najszybciej, no najszybciej może się nie da, bo to jest niewłaściwe słowo, ale jakby w momencie, kiedy poczujesz, co jest twoim corem, takim wiesz, kierunkiem, jakim chcesz zmierzać, a co innym nie jest i absolutnie wiesz, że nie chcesz. To się intuicyjnie da rozstrzygnąć, ale rzeczywiście trzeba trochę posmakować z różnych pieców chlebka, żeby się przekonać.
Ale jak już się przekonasz, to od razu, natychmiast musisz po prostu tym intuicyjnym odmawiać, a tamtych przyjmować. Bo jeżeli przyjmiesz tego niewłaściwego, to on ci zżera tak dużo energii i uwagi, że później zaniedbujesz tych swoich właściwych, co po prostu zupełnie nie ma sensu. A jeżeli przyjmujesz tych właściwych, poświęcasz im więcej właśnie czułości i zaangażowania, to oni przyciągną więcej takich, nie wiem, trochę też magicznie jakoś się to tak przez wymiary przyciąga.
P: Tak, wszechświat sprzyja.
J: Tak, dokładnie, że po prostu oni przyjdą, przyjdą ci właściwi, więc trzeba odmawiać w ogóle ludziom, którzy nie pasują, gdzieś to wyczuć i powiedzieć, nie, jednak idź do innej knajpy.
P: Dokładnie, ale trzeba dojrzeć do tego, tak jak powiedziałeś.
J: Trzeba dojrzeć, to jest jakby inna kwestia.
P: Ale to już też, co powiem od razu, warto budować od początku swój styl, nie lawirować. Troszeczkę mam wrażenie, że uczelnie chyba, nie wiem jak jest teraz, bo ja starej daty, ale nie uczą trochę takiego artyzmu, takiego wiesz, wyrażania trochę siebie w tym projekcie. Nie wiem z czego to wynika i później ci projektanci są, sam zauważyłeś, tacy dosyć schematyczni, boją się i dla mnie właśnie trzeba być odważnym, nie, próbować i nie iść schematem. To bardzo tak zalecam, w sensie, żeby starać się, żeby ten ogród każdy był trochę inny, a później znaleźć swój styl.
J: Tak. No. W czym uważasz, że jesteś najlepsza?
P: W kolorach.
J: W kolorach, no to pomówmy o tych kolorach. Czy możesz spośród całego swojego, wiesz, intuicyjnego systemu pracy wyłuskać jakieś rady czy zasady, które mogłyby być wsparciem dla innych?
P: Oj, trudne pytanie mi zadałeś. Czy mogę dać rady odnośnie kolorów?
J: Jak robić, jak nie robić, żeby było dobrze.
P: Wiesz co, można mieć różne podejście do projektowania w kolorach, bo powiedzmy sobie szczerze, że ja na przykład też wyznaję taką swoją zasadę, jeżeli chodzi o te żółte kontrowersyjne, na przykład, że one lubią słońce. I to jest już jedna zasada. Jeżeli chodzi o łączenie, uważam, że wszystko jest dozwolone.
Ja buduję palety w ten sposób, że wybieram często dominujący kolor, bądź lubię przechodzić odcieniami na przykład w różne odcienie fioletu, a czasem wprowadzam taki prowokacyjny akcent czegoś, żeby się pojawił. To jest mój styl. I nie wiem, mi jest ciężko powiedzieć, powiem szczerze, w taki sposób, że ktoś ma tego nie robić, czy ma to robić tak, łączyć kolory, czy nie.
No bo jakby to wynika w ogóle z tego, zobacz ile może tych kolorów powstać i jak różnorodne są rośliny. Jedyne co mogę polecić to na pewno bardziej mi chodzi o pokrój roślin, nawet odejdę już teraz trochę od tych kolorów, żeby też nie łączyć może delikatnych kwiatów, takich z mocnymi bryłami roślin.
J: Może jakiś przykład.
P: Jakaś taka, wiesz, hortensja, gdzieś połączona może z jakąś trawką, czy coś takiego, bo czasem to wygląda dziwnie.
J: Za daleko od siebie jest.
P: Za daleko, za daleko od siebie. Jeżeli chodzi o paletę, no to ja, wszyscy wiedzą, że kocham się po pomarańczach i żółciach.
J: Energia.
P: Energia. Uważam, że nie należy podążać za trendami w kolorach. Nie, to jest w ogóle bez sensu. Teraz jest moda na te kolory, teraz jakiś tam, tak biały, jakiś tam króluje, jakaś biała chmurka. Kompletnie nie, nie moje klimaty, kolory. Jeżeli o budowanie koloru, to ja myślę, że po prostu wziąć sobie flamastry i patrzeć, co do siebie pasuje i budować duże plamy koloru.
Duże, nie bać się tego. Oczywiście w zależności od jakim areałem dysponujemy, ale to nie musi być plama jednorodna, na przykład lawendy, nie? Tylko możemy, bo ona jest fioletowa, możemy zbudować plamę z kocimiętki lawendy, jeżówki, pestemonów, które będą w obrębie fioletu, będą różnie nam kwitły, prawda? I jeszcze będą miały różną wysokość, więc bawić się tym kolorem w obrębie różnych gatunków.
To jest to, co mogę polecić, nie? Nie bać się tego. Ja często tak sobie dobieram pod względem koloru, że właśnie tworzę sobie taką tabelę, jak one kwitną, jakie są wysokie. To są takie moje palety, nie? I tak samo można zrobić z każdym kolorem, można sobie właśnie fajnie poukładać.
J: A, robisz dobór, że sobie po prostu robisz tabelkę, żeby wiedzieć, że ci się zazębiają też te kwitnienia.
P: Tak, tak.
J: Mam też podobne materiały przygotowane. Strasznie mi się spodobało to, co powiedziałaś z tymi flamastrami, bo ja lubię sam dla siebie porysować sobie jakieś tam rzeczy w notatniczku i właśnie mam takie super fajne mazaczki plastyczne, że z jednej strony masz sztywną końcówkę, a z drugiej masz taką pędzelkową.
I właśnie nieraz mi się zdarza, że wymyślę jakiś pomysł, narysuję go zwykle ołówkiem, później mazakami i później patrzę na niego. Kurwa, nie no, tak nie można łączyć kolorów. O, jakie to jest fajne połączenie, że faktycznie te neonowe flamastry, jak już coś zrobisz, jak już je zestawisz ze sobą, to one po prostu dają ci super feedback, jak pewne rzeczy grają. Ale musisz to zobaczyć.
P: Tak.
J: To jest fajne.
P: No druga rzecz, o którą można dalej mówić o kolorach, widzisz teraz już się rozkręciłam.
J: Mówmy, mówmy.
P: Przechodzenie kolorów siebie. Wiesz, no to tak jak malarz.No po prostu gdzieś na przykład na palecie mamy pomarańcze, ten pomarańcz później troszeczkę się robi jaśniejszą, przechodzi w ten żółty i tak dalej. Na przykład fiolet przechodzi nam w róż, ale zanim my dojdziemy sobie tam do jasnego różu, to możemy jeszcze przecież przejść przez taki, wiesz, jeszcze jakiś inny odcień. Teraz mi brakuje słów. Natomiast no po prostu, wiesz, ta ilość kwiatów, którą jesteśmy w stanie dysponować jest już w tym momencie, wydaje mi się, w Polsce duża.
J: Tak, potężna.
P: Potężna. Ten rynek już się wzbogacił i szukajmy tych kwiatów. Jeździjmy do tych szkółek. Nie bazujmy tylko na katalogach. Bez sensu. Chyba, że na takich katalogach żywych, w sensie, że szkółki jakieś online, która ma dobre rośliny i jesteśmy w stanie na bieżąco zobaczyć sobie co oni tam mają.
Ale odchodzę od tego katalogu, na przykład szkółkarstwa, który jest bardzo taki popularny. Jeszcze w dalszym ciągu dużo, myślę, młodych projektantów do niego zerka, gdyż często nie pokrywa się to właśnie z tym, co jest w szkółkach. No i wtedy ten kolor w ogóle jest łatwo nam zbudować, jeżeli my pojedziemy gdzieś do szkółki i zobaczymy czym możemy dysponować. Ale żebyś nie myślał, że ja tylko lubię kolory.
J: Nie, nie.
P: Ja kocham też zielenie.
J: Ja ci powiem, że już parę lat prowadzę ten podcast i od samego początku chcę zrobić gawędę o kolorach. Ale ten temat jest tak trudny i złożony, że jeszcze się nie przygotowałem tak do końca. Zbieram różne notatki właśnie i chętnie porozmawiam więcej na ten temat.
Ale ten wątek, widzisz, to jest bardzo ważne to, co powiedziałeś, że jakby z jednej strony tworzymy jakąś życzeniową kompozycję, którą bardzo chcielibyśmy razem z klientem, żeby się wydarzyła, a potem weź to kup. I trzeba po prostu to znaleźć.
Więc na przykład eksperymentuję w ostatnich czasach, bo ja mam taką metodę właśnie, to też się wiąże z tym, jak wygląda ten proces, że zaczynamy, kiedy na przykład dom jest w stanie surowym, zanim to wszystko powstanie, zbuduje się, zanim się uzbiera budżet na ogród i to wszystko będzie sadzone, aż wreszcie te kwiaty. To mija tyle czasu, że musimy mieć jakiś punkt odniesienia, do czego my w ogóle zmierzamy, a później tak robimy zmiany na etapie realizacji.
Ale na przykład jeżeli mam takiego klienta, który już teraz chce coś realizować, to zamiast, i to jest oczywiście jakiś prostszy czy na przykład sektorowy temat, to mu robię koncepcję, w której na przykład mówię tak, dobra, tutaj będzie plama o powierzchni 30 metrów z właśnie roślin przenikających się róże z fioletami i żółtych, spośród na przykład, i wymieniam jakieś gatunki, albo nie wymieniam na przykład, tylko zadaję wysokość i pewną kolorystykę i wytyczną, czy to jest do słońca, czy cień itd.
I jakby tam dalej na przykład plamy z jakimiś innymi wytycznymi itd., itd.
I później jadę do szkółki i mówię słuchaj, po prostu zaufaj mi, ja to fajnie powybieram, tyle. I ja mu jakby to już zasadzę na podstawie tego, co udaje mi się kupić w szkółce.
P: Ojej, to jest piękne.
J: Parę razy już tak zrobiłem i to też oczywiście wymaga odpowiedniej relacji z klientem.
P: I zaufania, nie?
J: Tak, ale myślę, że to o tym pięknie mówił taki ogrodnik, mistrz Szumilas, który jest starszy od nas znacznie i pracował w czasach, kiedy jeszcze zaufanie, tak generalnie zaufanie społeczne po prostu do drugiego człowieka było znacznie większe. I on się nie ścierał z takimi problemami, jakie mamy. Ale ten nasz zawód byłoby wspaniale, gdyby on bazował na zaufaniu i możemy myślę trochę ułamać tą powszechną podejrzliwość, że o Jezu, muszę mieć to wszystko narysowane.
Czasami musi być, bo to też jakby wynika z obsługi trudnego, zaawansowanego procesu. Ale czasami przy jakichś prostszych tematach można powiedzieć temu klientowi, hej, słuchaj, znam się na tym, fajnie się gada, chyba mi ufasz, skoro tutaj jestem. Więc po prostu weź mi zaufaj dalej, ja ci to dobiorę. Nie myślaj za dużo, po prostu zrobię ci to fajnie, nie? Będziesz zadowolony.No dobra, nawet jeśli czegoś nie będziesz zadowolony, to trudno, wykopiesz to i dasz komuś, ale zostawmy to tak, nie? Zróbmy to tak.
P: Wiesz co, ja się z tobą zgadzam, bo to było najlepsze rozwiązanie. I raz miałam taką sytuację, że zrobiłam sobie taki, tak jak ty, też testuję pewne rozwiązania prowadzenia klienta, jakichś rozszerzania oferty i pojechałam raz do klientki i to jeszcze były takie czasy, kiedy w tych bazach do wizualizacji, nie wiem czy pamiętasz, prawie nic nie było i ciężko było coś pokazać człowiekowi, jak to ma wyglądać.
I ja się strasznie namęczyłam, żeby to pokazać i w końcu mówię do niej, ale wie pani co, to może zróbmy inaczej, wsiądziemy w samochód, pojedziemy do szkółki i pani będzie mówiła mniej więcej co się pani podoba, a ja będę, że tak powiem dobierać, żeby to miało ręce i nogi. Mina była niesamowita pamiętam, bo takie jakby ktoś się w ogóle nie spodziewał, że mogę coś takiego zaoferować i uważam, że właśnie to jest super.
Przy tym szukaniu tych roślin, tym zamieszaniu, gdzie nawet właśnie rozmawialiśmy o tym kliencie takim, który robi sobie sam. Już kiedyś myślałam nad tym, czy nie zrobić czegoś takiego, żeby jechać z tym klientem i faktycznie powybierać te rośliny w oparciu o jakąś koncepcję, już nie wchodząc w detale. Może byłoby to czasochłonne, ale myślę, że byłoby przyjemne.
J: Tak, tak, zresztą przychodzi taki pomysł do głowy, zróbmy to w ten sposób i właśnie sprawdzić sobie. No wejdzie to, nie wejdzie, to nie będę tego powtarzać z innymi klientami, trudno.
P: No tak.
J: Ale może wejdzie i już się czegoś nauczysz, oswoisz taką ścieżkę i już drugiemu to trochę odważniej zaproponujesz, już przetrzesz jakiś szlak.
P: Tak, tak, tak.
J: Warto eksperymentować.
P: Dokładnie.
J: Co ciebie aktualnie inspiruje, Paulina?
P: Wiesz co, ja muszę powiedzieć, że tutaj mówię o tych kwiatach, ale inspiruje mnie to, co za moim płotem. Zaczyna mnie coraz bardziej inspirować dzikość, natura. Kwiaty są fajnym elementem, do których chyba bardziej po prostu podchodzę, że przekonuję ludzi, żeby się ich nie bali.
Natomiast takie nawiązanie do takiej czystej natury typu jakieś trawy same, wiesz, same jakieś liściory to jest dla mnie duża taka obecnie inspiracja, żeby wprowadzać jednak trochę tej bioróżnorodności, ale takiej dzikiej bioróżnorodności do ogrodu. I to się udaje zazwyczaj w tych ogrodach większych, gdzie możemy sobie, wiesz, pozwolić na te takie fragmenty nieokrzesane i to mnie zaczyna widzę kręcić.
J: Tak, tak, to się musi troszeczkę rozpędzić. Przy mniejszych też jest, ale jednak jest jakiś bufor odległości, dystansu, w którym człowiek jak spędza czas to chce, żeby było zadbane. I jak jest zbyt naturalnie i zbyt dziko to go to drażni i się czuje zaniepokojony.
P: Tak, to w małych obszarach wydaje mi się, że wprowadza taki chaos w człowieku.
J: Niepokój wewnętrzny.
P: Tak, tak, więc ta przestrzeń, w ogóle małe przestrzenie są trudnymi przestrzeniami i myślę, że to jest w ogóle zupełnie inna nisza w projektowaniu, jak już tak weszliśmy w te małe przestrzenie.
J: Co dla kogo znaczy mała, co dla kogo znaczy duży.
P: A to ja mówię taki butikowy.
J: Powiedzmy sobie też na głos, że jesteśmy na Podkarpaciu. Dla ciebie tutaj już mało ogród, dziesięć arów, nie w Krakowie dziesięć arów też jest potęga, a robimy ogródki po sto metrów kwadratowych i to jest taki mały ogródek.
P: Ciekawe, ja nie lubię takich ogródków.
J; One są powiem ci bardziej wymagające, bo nie wybaczają.
P: Nic nie wybaczają.
J: Tam wszystko jest na widoku i musi być dopasowane.
P: To nie jest mój klimat. Wiesz co, to jest dziwne, ale ja się duszę w takim ogródku, jak mam taki projektować. Po prostu ta moja linia nie ma rozmachu. Natomiast tak jak powiedziałeś, ja się muszę bić w piersi, bo ja mam problem z rozumieniem tych areałów pod tym względem, że dla mnie dziesięć arów to jest mało. Ale rozumiem, że jak zaczynasz projektować dziesięć arów, to już wychodzi ci sporo.
J: Ja się wychowałem na działce z hektarowym ogródkiem.
P: Więc też rozumiesz to, prawda?
J: Ja lubię duże przestrzenie, a w hektarach się ślicznie odnajduję. Ale to tak powiem od ciebie, że bujam się między dwoma skrajnościami. Bo z jednej strony właśnie hektary i w tym roku mam wyjątkowo dużo takich klientów o dużych powierzchniach. Ale z drugiej strony bardzo dobrze się odnajduję w tarasach, przy penthouse’ach, które są 100 metrów, 150 to już jest całkiem spore, ale takie są, odbywają. No i powiedzmy, że tam w okolicach 100 metrów kwadratowych.
I myślę sobie tak, bo to w ogóle są takie trzy grupy klientów, które zaobserwowałem też przez te lata. I to jest związane z ich momentem w życiu. Jak człowiek jest młody, niektórzy są bardzo długo w takim stanie.
Na przykład pracuje gdzieś w korpo, ma swoją firmę, pracuje intensywnie, nie ma czasu, nie ma dzieci. To on jakby nie chce mieć ogrodu, ale chce mieć zajebiście. Więc kupi sobie super chałupę, że tak powiem, na piątym piętrze, dziesiątym piętrze, z super widokiem.
Dzięki temu ma też ekstra taras i chce go zrobić na poziomie, porobić imprezki, chce zaprosić ludzi. Chce wykorzystać tą przestrzeń zewnętrzną. No i oczywiście też chce mieć ogród, no bo jeżeli to jest człowiek, dla którego takie rzeczy są ważne, to chce. Więc tam jest jakby miejsce właśnie dla takich ludzi, często właśnie tacy drapieżni przedsiębiorcy albo właśnie młodzi korpoludki. I robimy im te super tarasy.
Albo z kolei znacznie starszy klient, który przeprowadza się do mieszkania, bo jest wygodnie, bo w mieście jest bliżej do wszystkich usług medycznych, żarcia, przywożenia rzeczy do drzwi itd. I chce mieć ten ogródek mały i ogarnialny. I on wtedy też sobie robi to na tej przestrzeni.
Inny klient jest, który ma dzieci, więc trzeba je gdzieś wyrzucić, wypaść. Więc ogródek nie za duży, żeby się udało utrzymać, ale żeby jednak był i paskownica itd itd.
P: I musi być trawniczka kawałek.
J: Musi być. Ogród rodzinny. No to jakby inna kategoria ludzi. I też jest grupa właśnie trochę starszych, którzy już dzieci sobie odchowali, którzy chcą mieć ogród, też już jakby może się nauczyli dzięki temu małemu ogródkowi, co oni lubią, co nie lubią i tak dalej. I teraz już tam we dwójkę gdzieś sobie kupują dom za miastem i właśnie chcą na spokojnie, ale jakby z większą posiadłością sobie spędzać czas.
P: To są, wiesz, wszystkie typy klienta, które wymieniłeś, oprócz ja właściwie tych penthouse’ów tak nie projektuję ze względu na to, że nie mam takiego dostępu, bo jednak jestem dalej od miasta, takiej dużej aglomeracji.
J: Większość ludzi ma działki po prostu.
P: Tak, ja jednak tu w tych Bieszczadach i tak Ci powiem, że coś, co jest może takie trochę dla mnie niszowe i na co się bardzo ślinie, to są te ogrody, które mają górki, ale to są bardzo ciężkie tematy i ja po prostu, no wiesz, ciężko mi w nie wejść. Zresztą Ci mówiłam, że szykuję tylko te koncepcje, a później gdzieś tam to dalej jest ustalane z architektami i budowlańcami, jak to ogarnąć, ale lubię to po prostu.
J: Z trudnym ukształtowaniem terenu.
P: Dokładnie.
J: No widzisz, no to muszę Ci polecić w takim razie moduł kursowy w branżę 4 i 5 z naszego systemu HED, bo tam jest dokładnie rozpracowane, jak sobie radzić.
P: Tak
J: Ja Ci powiem, że ja to uwielbiam, bo ja przyjechałem z Kieleckiego i u nas, no nie, że jest zupełnie płasko, no nie tak jak w Opolskim czy w Łódzkim, ale jednak jak jeździliśmy tutaj do Krakowa na południe, w góry, rodzina trochę z Muszyny pochodzi, to uwielbiałem to malownicze ukształtowanie terenu.
I no szybko się zacząłem uczyć projektować takie działki, to nie jest w Krakowie, w Krakowie samym nie jest nic dziwnego, że masz na działce np. dziesięcio arowej 10 metrów spadku i jakby trzeba to jakoś pogodzić.
P: Tak, tam też są takie działki, to prawda.
J: Więc powiem Ci, że doszedłem do tego, SketchUp jest bardzo pomocny, ale tutaj jakby gdzieś ten system się udało wypracować i no mało ludzi robi też takie dokumentacje. Mało ludzi sobie z tym radzi w ogóle…
P: Boją się, tak.
J: Też inżynierzy, architekci w ogóle nie chcą się tego dotykać, bo są dla nich jakieś tam pośrednie tematy, a projektanci ogrodów, no trudny temat, przez lata rozwijaliśmy tą wiedzę, ale jakby dzielę się tym.
P: Jesteśmy też tego tak uczeni, nie?
J: Nie, w ogóle się tego nie uczy.
P: Nie uczy się tego, wielu rzeczy się nie uczy na tych studiach projektowych, takich życiowych, więc wiesz, ja myślę, że tutaj w tym przypadku może nie, że wszystko się podejmować, ale podejmować się i być uczciwym wobec klienta.
J: Tak, tak.
P: Próbować, nie bać się próbować, tylko transparentnie ustawiać przy takich cięższych ogrodach zasady, na zasadzie czego klient może ode mnie oczekiwać i wtedy też jest to wyzwanie dla projektanta i to też zachęcam młodych projektantów, żeby nie bali się.
J: Można też do tego podejść tak bardzo uczciwie i na spokojnie powiedzieć klientowi: Hej, słuchaj, znam się na roślinach, znam się na takich i takich rzeczach, na ukształtowanie na przykład słabiej, ale mogę spróbować i zobaczymy jak mi pójdzie.
P: Oczywiście, dokładnie.
J: Żeby każdy też kiedyś zaczynał i zacząć sobie po prostu uczyć. No to, co tam wcześniej zamieniliśmy słówko, że po prostu robimy pracę, które, przepraszam za takie wyrażenie, nikt inny nie chce. Architekci zajmują się domem, PZT to w ogóle śmiech na sali, co oni wymyślają na tym PZT, byle przeszło w urzędzie. Konstruktorzy w ogóle nie robią takich rzeczy, drogowcy nie robią, nikt ma innego zawodu. Projektanci ogrodów muszą się zająć wszystkim, od ściany domu do granicy posesji, często z ogrodzeniem włącznie.
P: A, oczywiście.
J: Więc po prostu kto inny ma się tym zajęciem, jak nie my, nie?
P: Tak, no właśnie gdzieś tam się rozmywa ta granica naszego zawodu, bo i wchodzimy w ogrodzenia bardzo często, aczkolwiek nie lubię, ale czasem się decyduje i wchodzimy w kostkę, budowę kostki, gdzie też nas tego nie uczyli.
J: Mury oporowe.
P: I wchodzimy, ostatnio z koleżanką odbyłam dyskusję na temat oświetlenia, też miałyśmy różne opinie na ten temat, że też nas tego nie uczą, ale jest to już element, który ja na przykład projektuję. Ale to jest jakby wszystko wiedza dodatkowa, którą my musimy zdobywać, rozmawiać z producentami, pytać się jak to świeci, czy nie świeci i wchodzić w innowacje, chociażby jakieś tam solarne, nie solarne systemy, czujniki, nie czujniki. Więc to jest to, co powiedziałam na początku, zanim ja czasem dojdę jeszcze do tych roślin, to tego jest dużo.
J: Jest dużo tej całej techniki, którą się trzeba zająć, żeby zagospodarować teren, bo ogród jest tylko pewną warstwą, można powiedzieć, z tego całego układu.
P: Tak, cebula ma warstwy, tak, tak, ogród ma warstwy.
J: Ukształtowania się uczyłem. Mnie to bardzo dużo pomagało, że po prostu jestem mocno osadzony w wykonawstwie. Robiliśmy taki teren duży, też tam hektar albo dwa może nawet. Jest knajpa, jak się z Krakowa jedzie na Olkusz, Chochołowy Dwór. Wszystko na skalę, po prostu w miejscowości Jerzmanowice. No i projektantka bardzo fajnie zrobiła koncept, ale zrobiła go na płasko, a tam wiesz, żywe skały i po prostu wznoszący się teren itd.
Kupiliśmy niwelator, ja pierwszy raz jakoś się uczyłem po prostu. Ktoś mi tam podpowiadał, jak to po prostu zrobić, żeby wyliczyć to wszystko jakoś wygodnie, żeby ten teren się poukładał, żeby ten koncept poukładał się na tym zupełnie nierównym terenie. I jakoś po prostu się powolutku do tego podchodziło.
P: Dałeś mi tak do myślenia odnośnie właśnie tych trudnych terenów, bo przecież my czasem weszliśmy w taką tendencję, nie wiem czy zauważyłeś, trzeba wyrównać, trzeba zniwelować. No nie. Ostatnio właśnie pojechałam na taką działkę i jestem pod ogromnym wrażeniem, to jest działka w Bieszczadach i są porobione takie fajne górki.
Przecież mogli zniwelować ten teren tak jak stok narciarski, natomiast są górki porobione i to było zrobione celowo przez właścicieli. Bardzo mi się to spodobało. Oczywiście jest to już trudne dla mnie, bo teraz tam problem jest, że na razie trzeba zrobić, zrzutować ten teren.
Myślę, że tam myślę jakiegoś drona, bo nigdzie nie mam jakby w tym momencie map z różnicą wysokości tych górek, bo one tak sobie powstały w procesie twórczym. I jest to znowu wyzwanie, ale podoba mi się ten kierunek myślenia, że nie robię jakichś sztucznych nasypów, tylko przecież można troszeczkę się dostosować.
Gdzieś tam wypłaszczyć, bo wiadomo, że potrzebujemy trochę płaskiego koło domu, ale resztę, tak jak mówisz, coś fajnego ułożyć.
J: Tak, tak, uwielbiam urozmaicenie terenu. Jest taki architekt nieżyjący Charles Jencks, który był architektem i pisał też książki o architekturze, bardzo dobre zresztą, ale pracował właściwie jako architekt krajobrazu i ma na koncie niesamowite realizacje właśnie ukształtowania opartego o pewną organiczną i frywolną, kosmiczną, abstrakcyjną geometrię.
No bo to są takie unikalne rzeczy, aż strasznie mi się to podoba, właśnie takie masywne ukształtowanie. To nawet jest chyba w Szkocji taka gigantyczna rzeźba widziana w ogóle z kosmosu jakiejś leżącej kobiety, też z potężnej ilości mat ziemnych, według jego projektu zrobiona. Ciekawa historia.
P: Wiesz co, bo my może się boimy tej ciężkości. Czasem ludzie się chyba boją tego, że to takie może być zbyt ciężkie, ale przecież to gdzieś tam jest ta skała w takich terenach, to można gdzieś tam to wydobyć.
J: Ziemia zresztą jest najlepszym izolatorem akustycznym. To obserwuję, że jednak pójdziesz do lasu, ale jest jakaś trasa, to nawet odejdziesz wiele kilometrów, a i tak ciągle słyszysz tą trasę. Natomiast jeżeli schowasz się tylko za jakimś wzniesieniem, w jakiejś kotlince, to natychmiast robi się super cicho.
I to nawet może być, w Krakowie jest też kilka takich miejsc, park lotników na przykład, albo drugi jest taki pagór po lewej stronie jak się jedzie na Ikeę, tam na Bronowicach, że po prostu jest bardzo, bardzo głośno i ta czteropasmowa trasa. I po prostu chowasz się nagle za załogą i nagle jest cisza. Po prostu nie ma nic, zajebista sprawa.
P: No zapomina się o tym, bardzo ciekawa uwaga.
J: Z jednej strony tłumi, ale z drugiej strony te dźwięki jako fale, po prostu one podróżują ponad wtedy tobą i już nie załamują się, nie schodzą w dół. To jest fajne.
P: No fajne, fajne spostrzeżenie.
J; To tak jak zresztą, bo dźwięki rozchodzą się podobnie jak fale na wodzie, więc jeżeli jest jakaś zatoczka i fale są z lewej strony, z prawej strony, one nie wchodzą ci do zatoczki. Zatoczka je ochronia. Z dźwiękami jest tak samo fascynujące.
P: Muszę sobie to poobserwować, bo to bardzo ciekawe spostrzeżenie, że faktycznie to wytłumia. Gdzieś tam idziemy nawet jakimiś dolinami, niedolinami.
J: Tak. Jak wygląda twoja codzienna praca? Codzienna praca? Ostatnio ją ustawiam w bloki i jest to dla mnie wygodne. Mam blok tworzenia moodboarda. To jest ten blok właśnie koloru. Mam i na przykład wtedy wykonuję dla trzech projektów sobie te moodboardy.
Później mam, jakby to wynika z mojego procesu projektowego. Później mam blok taki, gdzie siadam do koncepcji po zaakceptowaniu pomysłu. Więc rozrysowuje po moodboardzie, że tak powiem. Bo moodboard u mnie już zawiera sporo elementów. Czasem pokazujesz jakieś żwirowe nawierzchnie, jakieś tam takie propozycje, żebym też jakby już w ramach koncepcji wiedziała na co sobie mogę pozwolić.
Później robię zazwyczaj bloki spotkań z klientami. Po prostu ostatnio staram sobie to wplatać w tygodnie, żeby nie mieć tak, że wszystko robię naraz. I tu spotkanie z klientem, a tutaj robię to, lepiej mi się tak pracuje.
J: To znaczy masz tydzień spotkań, a kiedy indziej tydzień projektowania w ten sposób?
P: Tak, często. Od pewnego czasu tak zaczęłam robić. Lepiej mi się to, lepiej mi się pracuje. Cały czas wiesz, jeżeli chodzi o moje architektki, to cały czas mam też z nimi spotkania. To już jest na bieżąco praca. To jest praktycznie praca od rana do wieczora. Że jak się konsultujemy, sprawdzamy, rozmawiamy. Więc taki nadzór cały czas.
J: Macie jakieś biuro, w którym oni siedzą, czy zdalnie pracują?
P: Zdalnie pracujemy. Moim marzeniem jest biuro. Natomiast to by wynikało, że musiałabym się przeprowadzić do Rzeszowa, bo tutaj wiesz, nie ma jak. No więc zdalne pozostaje.
J: Może fajnie, bo wiesz, więcej wolności. A jakiego narzędzia korzystacie, żeby uzgadniać rzeczy?
P: Wiesz co, powiem Ci tak, nie śmiej się. WhatsApp.
J; A WhatsApp, nie, spoko.
P: WhatsApp przede wszystkim, bo wszystko Ci prześlę. Link jakiś z głównymi materiałami na dysku. I spotkania normalne face to face online. Też sobie to cenię, żeby sobie porozmawiać.
J: Spoko, spoko. A jak uczestniczysz w ogóle w tym etapie wykonawczym? Jeździsz na nadzory do klientów?
P: Wiesz co, nadzory tak, a że tak powiem, mam dużo jednak klientów, którzy robią sobie też sami te ogrody. Więc proces wygląda tak, że często mi coś podsyłają na bieżąco, co robią. Dużo mam online’ów, więc oglądam masę filmików z ogrodów.
Uwielbiam, jak klienci mi chodzą i opowiadają, co tam się u nich dzieje w ogrodzie. Jak to dzielę? Te wyjazdy w teren też sobie układam. Układam sobie na przykład miesiąc wyjazdowy. Gdzie wtedy sobie daję przestrzeń na to, że po tym wyjeździe, gdzie jedziesz 400 w jedną, 400 w drugą, to po prostu wiadomo, że trzeba się zregenerować.
Też mam tak, że nie ukrywam, że głowa Ci się musi zregenerować. Od tego, jak przerabiasz ten cały proces projektowy. Bo mam wrażenie, że dobry projektant myśli dużo o tym projekcie.
J: Bania pracuje.
P: Bania pracuje i ogromną sztuką jest wyłączać tę banię. Więc od jakiegoś czasu zaczęłam to sobie bardziej schematycznie układać, żeby uwalniać czas. No i element, który ostatnio wprowadziłam, pojawił się u mnie na Insta zapis na spotkania przedprojektowe.
J: Właśnie miałem do tego nawiązać, ponieważ to było w ogóle bezpośrednim impulsem, żeby teraz się do Ciebie odezwać. Bo myślę sobie, kurde, wow, jakie fajne. Oto projektant z taką pozycją, że sobie sam ustawia po prostu jak się ludzie mają do niego zgłaszać i gdzie on po prostu ma przestrzeń, żeby ich wygodnie obsługiwać. Bo tam zrobiłaś taką reklamę, że zapisujesz na któryś kwartał.
P: Tak.
J: Jak Ci się to sprawdza?
P: Już Ci powiem, o co w tym wszystkim i skąd to się wzięło. Bo tak jak rozmawialiśmy, ja cały czas, tak jak i Ty, przez lata i miesiące układam sobie swoje procesy. A musiałam troszeczkę właśnie ułożyć to pod siebie. Z racji, że mam dużo zapytań, bo ludzie jednak zaczęli kochać te kwiaty, to te zapytania spływały do mnie praktycznie co drugi dzień. Coś się działo. Czasem były jakieś telefony.
W tym wszystkim zapanował jeden wielki chaos. Czasem nie lubię też i nie umiem odmawiać, więc gdzieś ten projekt upchnęłam. Miałam wrażenie, że jestem już tym przeciążona, że nie wchodzę też w ogóle w tą jakość ofertowania. A dla mnie ofertowanie jest ważne, bo jednak chcę, żeby klient w ofercie miał zawarte to, czego potrzebuje.
A już najlepiej, gdybyśmy mogli chwilę wcześniej porozmawiać. Kiedyś wcześniej miałam uruchomione te bezpłatne 20-minutówki spotkania przedprojektowe, ale teraz wdrożyła mnie już proces wyceny, oferty.
J: Tak, tak. Ja też gadam przed ofertą. Chociaż chwilę trzeba pogadać.
P: I zrobiłam to blokowo, żeby uszanować klienta i uszanować siebie. Dlatego, że jeżeli ja teraz mam te zapisy na jesień, zimę. Kilka osób tam już się pozgłaszało. Wyślę tym klientom informację z tym, że uruchamiam kalendarz, gdzie oni wchodzą. Na przykład to będzie czerwiec. Wchodzą i będziemy mieli te spotkania.
Jestem w stanie sobie poukładać tych klientów, zweryfikować też jacy to są klienci, czego oczekują. I jest to moim zdaniem uczciwe wobec nich, bo ja jestem w stanie poświęcić dla nich czas, który sobie dla nich zarezerwowałam. Nie są oni ludźmi, których traktuję z doskoku.
J: Tak, super.
P: I po prostu nie wyobrażam sobie już w tym momencie, mam nadzieję, że mi się ten model pracy przyjmie, że będę mogła sobie na pół roku ustawiać pracę.
J: Ale czy to jest tak, że oni zgłaszają się jako zapytanie i po prostu czekają. Teraz jest czas, że nie przyjmuję nowych zapytań. Poczekajcie, za miesiąc do Was odezwę się i zajmę się Wami. Pogadamy i wtedy Wam służy oferta? Tak to wygląda?
P: To wygląda tak, jak trochę z tatuażami. Czyli tatuażyści ogłaszają okno zapisów, ludzie się zapisują, a później jadą na swoje terminy. To wygląda tak, że oni mi się zapisują, dostaną informację, kiedy w ogóle mogą się wpisać w kalendarz. I wtedy są te spotkania. Czyli zbieram listę chętnych, potencjalnych osób, które by chciały mieć wykonany ten projekt.
J: Myślę, że pomaga w tym, że masz dobrą reputację tutaj też w rejonie.
P: Wiesz co, ja z rejonu ostatnio w ogóle zaczęłam projektować. Dużo projektuję jednak łódzkie, kieleckie.
J: O proszę, okej.
P: Tutaj w ogóle tak zaczyna się to kręcić.
J: To ciekawe. To jest ciekawe. Dużo osób to mówi, że tu pewnie na Podkarpaciu to Ty możesz te naturalistyczne tam szaleć i tak dalej. No niekoniecznie.
J: Ludzie wolą sobie sami tutaj robić.
P: Tak.
J: Wiedzą lepiej, co jest ładne. I co widać zresztą jak się jedzie do Ciebie w lewej i prawej stronie, że mają dobre przekonanie o swoim goście.
P: Tak. Ja nie będę tutaj, wiesz, oponować. Tak, to jest jednak tak.
J: No to jest bardzo ciekawe. No dobrze, ale czy Ci klienci skoro mają czekać, no to myślę, że potrzebują jakiegoś rodzaju upewnienia się, że okej, to jest człowiek, na którego warto poczekać. Co im jakby robi to?
P: Wiec co się kontaktują ze mną jeszcze messengerowo i tak dalej. Gdzieś tam mówią, że się zapisali. Nie mam z tym większego problemu.
J: Tak, ale zastanawiam się, czy Ty rozpoznajesz, co jest tym czynnikiem, który sprawia, że oni chcą czekać.
P: Jakość.
J: A skąd wiedzą o tej jakości?
P: Wiesz, co mi się wydaje z tego, co pokazuję na Insta, w sensie, co jest dla mnie ważne. Ja myślę, że to na to się czeka.
J: Insta robi robotę. Takie szczere Insta.
P: Takie szczere Insta, kiedy bardziej mówisz o tym procesie, o tym, co czujesz, jakie emocje, że jest tam taka autentyczność. Ja myślę, że na to się czeka.
J: Tak, tak, tak. To jest wspaniała obserwacja, tak.
P: No, a tak ciężko mi powiedzieć. Myślę, że też czekają na to, że pewnie te kwiaty się podobają.
J: Masz portfolio na swojej stronie. Przeglądałem Twoje prace. Ale na Insta wrzucasz ładne obrazki.
P: Lubię to, bo to jest taka jakaś moja estetyka, wiesz.
J: O czym marzysz, Paulina?
P: O czym marzę? Szczerze, nie mam żadnych takich dużych marzeń. Może zdradzę Ci coś. Marzę, żeby napisać sobie książkę. Taką w duchu bardziej, co ludzie myślą o ogrodach swoich, jak się w nich czują, co dla nich znaczą. Może jakiś kronik, przemyśleń, doznań związanych z ogrodami.
Kiedyś jeszcze myślałam troszeczkę o takim bardziej psychologicznym podejściu, bo zauważam pewną tendencję, że pewne ogrody to jest pewien typ osobowości. I też myślałam o tym kierunku, że można też jakieś takie zrobić nawiązanie, że to widać, po człowieku się pozna jaki chce mieć ogród.
To jest takie moje małe marzenie i właśnie te wszystkie moje działania, które teraz robię, tak jak te wcześniejsze zapisy i tak dalej, mają docelowo doprowadzić do tego, żeby mieć na to czas, żeby uwolnić czas.
J: To jest piękne to, co mówisz. Bardzo mi się podoba ten obszar tematyczny. Bardzo bym chciał przeczytać twoją książkę.
P: Muszę na razie pomyśleć, ale…
J: Na spokojnie.
J: Powiem ci, że ja się szykuję od lat już do podręcznika dla twórców ogrodów i po prostu mam na telefonie taką apkę do notatek. Jak mi coś przyjdzie do głowy, to ja od razu po prostu w tym miejscu robię notatki. Raz w roku sobie siadam i te notatki zbieram i je dzielę już na rozdziały. Zrobiłem taką robotę.
Po prostu tak wycinam i wklejam, ale już w konkretne rozdziały tematyczne. I jakby tyle. I to już mi coś daje. Jeszcze nie przeczytałem tych notatek ani razu, ale może w tym roku je już przeczytam i może za dwa lata bym coś… Czas pozwoli oczywiście, to potężne zadanie, ale…
Słyszałem, że pisarze robią tak, że po prostu uciekają z rzeczywistości na jakieś dwa cztery tygodnie w zależności od objętości dzieła i po prostu robią to na raz. Tak jak dokładnie ty robisz. Czyli teraz piszę. Codziennie siadam i piszę i po prostu projekt zrealizowany napisałem.
Ja jestem przekonany, że… Bardzo lubię pisać, że ten system takich notatek na bieżąco. Trudno jest tak zrobić, że siądziesz i od razu wszystko wymyślisz. Te genialne pomysły, one przychodzą do ciebie w nagłych momentach.
P: Chwilami.
J: Czasami podczas sikania, czasami podczas budzenia się rano albo zasypiania. Więc wtedy właśnie od razu robię notatkę, wyrzucam to z głowy, zapisuję i wiem, że jest bezpieczne.
P: Dokładnie. Ja notatki też robię. Jest takie świetne narzędzie Milanote. Tam też dużo wrzucam w sobie notatek, przemyśleń. Nie mam na razie pojęcia, jak się za to zabrać, ale rozmawialiśmy, że wszechświat nam sprzyja.
J: Tak.
P: Wyobraź sobie, że ostatnio zaczęłam projektować ogród i rozmawiam z panią, a pani mówi, że ona ukończyła jakiś kurs redaktorski, redagowania książek, w ogóle ma jakieś takie pojęcie o wydawnictwie. I ja mówię, wow.
J: Przydasz mi się.
P: Ja oczywiście szczerze mówię, że ja tam nie mam o tym zielonego pojęcia, a pani mówi, a to dobra, to może coś tam pani podpowie.
J: Wszechświat sprzyja, dokładnie.
P: Właśnie wszechświat nam sprzyja, nie? Tylko trzeba być otwartym.
J: I odważnym.
P: I odważnym.
J: Tak, dokładnie. To byłoby piękne przedsięwzięcie, widzisz, bo ja na przykład ubolewam nad tym, że mnóstwo tej takiej bezcennej wiedzy od praktyków ogrodnictwa idzie w nicość, bo oni są tak zakoncentrowani na swojej robocie, że po prostu nie mają czasu, żeby coś z tym zrobić, albo nie chcą, jakby z różnych powodów.
Dlatego też zacząłem właśnie w ramach tego swojego podcastu, taki cykl Gawędy z serii Mistrzowskiej, żeby zrobić reportaże albo rozmowy z ludźmi, którzy, wiesz, mają tą wiedzę i mogą ją po prostu, można z nikim wydobyć, żeby podzielić się z innymi, no bo kurka woda, po prostu siedzą w ogrodach, robią te ogrody, plewią chwasty, podlewają, umierają i koniec, idzie w zaprzepaszczenie.
Więc taka książka, zwłaszcza właśnie w tej twojej specjalizacji, no właśnie powiedziałbym mocno relacyjnej, jakby takiej głęboko wchodzącej w drugiego człowieka, no to byłoby bezcenna pozycja. Także tak, tak, zostaw to po sobie.
P: Dobrze, dobrze, obiecuję. Ojej, słowo się rzekło.
J: Tylko kiedy, to już jest jakby wtórne, po prostu zawsze wydarzą się w swoim czasie. Tak, dokładnie. No to fajnie, no to fajnie. No dobra.
P: Myślę, że to by było coś, o czym marzę. Tak, jak już zapytałeś o te marzenia.
J: Co uważasz, że… Jak uważasz, że projektanci ogrodów popełniają błędy?
P: Błędy?
J: No.
P: Nieznajomość doboru? Brak budowania struktury?
J: Rozwiń, rozwiń te wątki, bo to jakby rzucasz hasło, ale to…
P: Aha, wiesz, ja punktuję. No bo to błędy, to błędy, to ci punktuję, nie?
J:Możesz najpierw wylistować, ale rozwiń też.
P: Dobra, wiesz, często jest to jakieś takie niesprawdzanie, jak co rośnie, nie? Myślę, że to wynika z doświadczeń, braku doświadczeń empirycznych. I to jest w ogóle, przewija mi się w rozmowach, że jest problem z znajomością roślin, tak?
Że jeżeli jeszcze fajnie, jak projektant czasem ma jakieś praktyki w szkółkach, czy gdzieś, gdzie rozmawia się o tych roślinach, no to są te błędy. Przede wszystkim niedobieranie wielkości tego, jak rośnie i korzystanie często z szablonów jakichś wielkości z internetu, gdzie to nie do końca się nam z życiem pokrywa, nie? To jest jeden z takich błędów.
Drugi, mówiłam o tych wysokościach, tak? Tak czasem właśnie mamy tendencję, żeby robić coś za płasko, nie budować warstw. Ja tutaj kiedyś wydałam jakiś tam szybko masterclass, co pod sosny, co pod brzozy, bo ludzie mają z tym problem.
To jest też wszystko, wiesz, jakiś taki brak budowania runa podszytu, czyli powrotu do natury i moim zdaniem to jest ważne, żeby to budować, tą warstwowość, ale nie taką sztywną, nie? Że ten schemat jest często, widzę, powielany, że mamy tło jakieś, typu powiedzmy te tuje, później mamy jakieś coś wyższego, później coś niższego, ale to się nie przeplata, wiesz, to nie żyje, nie? I to jest też taki moim zdaniem błąd, że troszeczkę nie bawimy się tymi roślinami.
J: Więcej miksów też warto stosować.
P: Więcej miksów stosować różnorodności.
J: Tak, tak, tak, no fajna obserwacja. Tak, że te rzeczy są po prostu jakby tak wklejone naklejki, każda niezależnie od siebie i nie tworzą jakby takiej zaplatającej się całości, którą ogród powinien być, którą jeżeli mówimy, że na przykład inspirujemy się naturą, no to pójść do lasu i zobaczyć jak tam to się wydarza. Duże drzewa, podszytu, jakieś krzewy, jakieś mniejsze krzewinki, jakieś mchy, w ogóle wszystkiego jest dużo różnych rzeczy.
P: O tym mówię, że to właśnie to się z tego wywodzi, prawda? Ale to jest też wtedy, dba nam o tą glebę w ogrodzie. No po prostu, bo buduje nam się jakiś mikroklimat, nie?
J: Tak, tak, no a w tej różnorodności też jest po prostu tyle różnych organizmów, które zżerają się nawzajem, że później też, co do słowy, szkodniki nie rozwalają systemu, nie?
P: No, dokładnie.
J: Tak, tak, tak.
P: Więc wiesz, to jest takie, wydaje mi się taki ekosystem, nie? To tak jak tam permakultura i tak dalej, aczkolwiek ja byłam nauczona takiej permakultury egoistycznej. Byłam u takiej fajnej bardzo pani doktor na kursie, ale ona uczyła tej permakultury, tego ekosystemu bardzo zamkniętego, wręcz kradnącego wodę, słuchaj, od sąsiadów, nie?
J: Oh…
No tak, tak, to tak miało być stworzone, że nawet te spływy wody do jakiegoś tam zbiornika w naszym ogrodzie miały sprzyjać nam. I tu właśnie…
J: Bardzo ciekawe.
P: Tak, tak. Nie będę podawać nazwisk i bardzo mi się tak zadziwił mnie ten koncept, nie? Tego kradzenia wody od sąsiadów. Ale do czego ja nawiązuję? Do błędu projektantów. Bardziej holistycznie patrzeć na ten ogród, bo ja mam wrażenie, że bardzo szybko są te projekty robione. Bardzo niedbale. W taki sposób… schemat jakiś, nie?
Robienie jakichś, dobra, tu użyję Hortensji, tu tego, tu tamtego. Często nie jest w ogóle brane pod uwagę, jak wiatr wieje w ogrodzie. Jest coraz więcej takich ogrodów bardzo przesuszonych z drzewami, znaczy z drzewami, bez drzew nawet, nie? Gdzieś trzeba wprowadzić te takie, jak ja to mówię, wyspy drzew.
J: Tak, tak, drzewa są ważne, zacieniają, poprawiają mikroklimat. Tak, tak, masz rację. No tak, taka jest sztampa kopiuj wklej po prostu. Robią, nie przykładają się do roboty.
P: No tak, na szybko. Czasem jak słyszę, że koncepcja może powstać, znaczy wiesz, żebyśmy się dobrze zrozumieli, bo koncepcja… Nie może powstać w jeden dzień. Oczywiście, że tak, tylko niech to będzie koncepcja przemyślana.
J: Tak, właśnie miałem powiedzieć, że może powstać w jeden dzień pod warunkiem, że wcześniej przez pół roku dobrze się nad tym zastanowisz.
P: No dokładnie.
J: Siadasz.
P: Znaczy, pójdziesz już, wyrysujesz coś, nie?
J: Tak, wyrysujesz, ale powstawało.
P: Ale powstawało to w głowie wcześniej, nie? No to jakby to się musi ułożyć.
J: No ostatnio narysowałem koncepcję, oczywiście na poziomie schematycznym, ale w jeden dzień właśnie dla powierzchni półtorej hektara, ale byłem u nich w zeszłym roku w sierpniu, później byłem drugi raz w lutym, a pod Lublinem trzeba było przejechać kawałek drogi, ale gadaliśmy jeszcze. Byłem u nich też w Warszawie w ogrodzie prywatnym, żeby zobaczyć, jak obecnie funkcjonują i to wszystko się gdzieś tam uleżywało. Aż w końcu, okej, dzisiaj to mam, dzisiaj to rysuję, po prostu przyszło.
P: Tak, to nie zawsze jest prosto i łatwo.
J: Tak, chociaż a propos tej organizacji pracy, ja na przykład sobie to poukładałem obecnie tak, że wstaję dosyć wcześnie rano, wykonuję jakieś tam serię ćwiczeń i rzucam rolkę na Instagrama. Codziennie od lat rzucam już jedną rolkę na Instagrama i siadam do pracy takiej komputerowej właśnie, no bo wtedy nic innego się nie da robić, nikt do mnie nie dzwoni.
Mam spokój, ciszę, mogę sobie spokojnie popracować no i później czekam tylko aż będę mógł jechać do swojego ogrodu albo muszę jechać na jakieś budowy. Lubię, ale oczywiście. No to jakby też mam tak, że okej, teraz mam czas pracy umysłowej, projektowej, jakby takiej koncentracyjnej.
W ogóle mój umysł akurat wtedy działa najlepiej, więc ja sobie to wykorzystuję. Najświeższy jest po prostu z rana, ale nie wiem na przykład nad którym klientem będę pracował i też jakby fajnie jest, że mam ich tam kilku i po prostu dzisiaj właśnie dojrzał ten. Mogę do tego siąść i go popchnąć do jakiegoś poziomu.
P: To tak jest. Ja się z tobą zgodzę, że to nie przychodzi od razu, nie? Czasem ci się wydaje, że taki właśnie jedziesz do klienta, patrzysz na teren i mówisz wow, wow, super, a później wracasz. Nie wiem, czy tak masz. Wracasz i mówisz, ale ja nie wiem od czego tam zacząć, nie?
I chodzisz, chodzisz z tym w głowie i później jest to wow i siadasz i rysujesz. Ja w ogóle to bazgrzę totalnie. Ja tam na tablecie ostatnio zaczęłam bardziej niż, już mi po prostu było szkoda kartek, w cudzysłowiu. Ale to jest właśnie, moim zdaniem, taka prawdziwa twórczość, nie? Nie wiem, czy masz takie odczucie, że wtedy tworzysz coś unikatowego, nie?
J: Ja bardzo intuicyjnie podchodzę do tego właściwego momentu, ale z drugiej strony jak trzeba coś zrobić, to siadam i robię i wtedy jakoś się to też wydarza. Już po latach procesy są rozpracowane, że po prostu siadasz i wiesz, że A do B, B do C i tak dalej, to po prostu przejdzie.
Ale są takie oczywiście pułapki. Na przykład też, a propos tego, co powiedziałaś, bardzo bliska sytuacja. Jadę do klienta i mówię o, zrobimy to, zrobimy to, zrobimy tamto, zrobimy to. I później wracam, właśnie mija dwa tygodnie i myślę, co za bzdury. Nie, tego w ogóle nie trzeba robić. To jest zupełnie ślepa zaułki. Co ja im powiedziałem.
Dlatego też już się nauczyłem, żeby od razu mówić klientom, słuchajcie, jakby podczas rozmowy mogą paść różne rzeczy. W ogóle nie przywiązujcie się do nich. To są po prostu jakieś tam luźne historie. Może pójdziemy tymi tropami, a może zupełnie nie pójdziemy.
P: To jest bardzo ważne, to co mówisz.
J: Na luzie.
P: Tak, bo ludzie często dopytują od razu, jakby chcą od nas pomysłów.
J: Tak, tak, nie wyjdziesz jeszcze z samochodem i mówią: No co by pan to zrobił, no co by pan to zrobił.
P: No dokładnie, to jest po prostu straszne. I właśnie jakby trzeba właśnie tak zakomunikować, że ja teraz rzucam luźne pomysły, proszę ich nie brać do siebie. Tak, to jest przede wszystkim. Ja na przykład odnośnie tych takich czasem problemów z kreśleniem, z rysowaniem, to ja stosuję tą starą technikę Johna Brooksa.
Po prostu dzielę sobie obszar na jakiś taki ważny fragment, który się powtarza, jakiś wymiar w postaci siatki. I zawsze też mówię młodym projektantom, że warto sobie jakąś taką siatkę przyjąć, nie wiem, wymiar tarasu czy cokolwiek. I później łatwiej się kreśli na siatce. Zdecydowanie więcej widać, tak?
Bo możemy się gdzieś tą linią poruszać od punktu A do punktu B, gdzie się w pewnym momencie zakrzywić. A ja mam fioła na tym punkcie. Po prostu ja w Sketchupie, bo pierwszy brałem Sketchup, AutoCAD, to jest u mnie nadal tak, wiesz, po omacku poruszam się i ja opanowałam to do perfekcji. Po prostu kreślenie tych łuków. I to jest nawet takie moje lekkie zboczenie, że będę tak długo poprawiać, aż kształt nie będzie idealny.
J: Idealny łuk w Sketchupie to brzmi karkołomnie.
P: Bez problemu, ja wiem. Właśnie wszyscy to mówią, ale ja to potrafię zrobić.
J: Ale z narzędzia łuk?
P: Z narzędzia, tak, z narzędzia.
J: Z narzędzia tego łukowego. Nie, no to wiem, wiem, wiem. Co ty ja wszystko w CADzie robię, później eksportuję do Sketch’a i do Sketch’a już działam dalej.
P: No to tak, to planszę można z CADa wrzucić i tam na niej działać dokładnie. Tak.
J: No dobra, jak powinien się rozwijać projekt od ogrodów?
P: Jeździć dużo. Wszędzie. To nie muszą być tylko ogrody. Bo czasem najlepsze pomysły w ogóle gdzieś tam powstają przypadkowo, gdzie chodzimy po mieście i zobaczymy jakiś jedno drzewo i nas zainspiruje. Na wystawy warto jeździć. Na przykład na Chelsea, ale też nie przesadzajmy, że trzeba być co roku. Bo, że tak powiem, mam wrażenie, że dobrze łapać sobie ten oddech i ten dystans do tego, co się zmienia w projektowaniu.
Ja myślę, że też projektant powinien dużo przeglądać albumów, publikacji innych projektantów, ale nie w kontekście zgapialstwa, tylko w kontekście tej różnorodności, inspirowania się. To nie jest niczym złym, tylko nie kopiujmy. Gdzieś szukajmy tej inspiracji albo takiego momentu, że przecież w sumie można by było coś takiego gdzieś tam.
To jest bardzo cenne. Dobry projektant, dla mnie to przede wszystkim, musi dużo rysować. Przede wszystkim. I to jest też podstawa. A dla ciebie?
J: Ze wszystkim się zgadzam. Podpisuję się 100%. Myślałem sobie teraz, o mój Boże, jak po prostu wspaniale, że do ciebie przyjechałem. A przecież poznaliśmy się dopiero teraz. Więc obserwowałem cię tam na Instagramie, gdzieś mi migałaś już. Ale myślę sobie, Boże, jak cudownie jest porozmawiać z drugim człowiekiem, który myśli tak jak ty i po prostu ma te same spostrzeżenia, chociaż idzie swoją własną, inną ścieżką.
P: Tak, zupełnie.
J: A jednak dochodzimy do takich samych wniosków. I tak, wszystko racja. Dokładnie to, co powiedziałaś. Trzeba dużo podróżować i jeździć jak najwięcej. Też antyprzekładów oglądać. Ja jeszcze polecę do tego, żeby mieć zawsze miareczkę za sobą i po prostu sobie sprawdzić.
P: Widziałam ostatnio tą miarkę w samolocie i nie wiedziałam, co ty będziesz robił. To był hit. Tak, to był świetny obraz i przykład butikowego ogródka. Takiego mini-mini.
J: Wiesz co, ja właściwie tak. Nasze drogi trochę się rozjeżdżają. W sensie, że ty mam wrażenie, że jeszcze bardziej naturalistyczne, jeszcze bardziej surowe robisz te ogrody. Nie wiem, czy ja to dobrze interpretuję. Jeżeli nie, to mnie naprowadź.
J: Wiesz co, na tej przestrzeni lat wszedłem we wszystko, co mi się spodobało i mnie fascynowało i byłem w ogrodach bardzo nowoczesnych, bardzo prostokreślnych i wyszedłem z tego i poczułem parę lat temu taki bardzo silny zew, że jednak ogrody naturalne, nie naturalistyczne, chociaż byłem właśnie u Berga u mistrza naturalizmu na praktyce, ale też to pomogło mi zrozumieć.
Nawet napisałem na stronie taki mega artykuł, taki po prostu manifest tego – ogrodów, jaki ja chcę zakładać i ja sobie wyobrażam, wyobraziłem sobie taki ogród minimalny, to znaczy, że dla człowieka jest minimum, po prostu tylko tyle, ile potrzebuje skrawek, absolutnie taki rozmiarowo, jaki jest mu potrzebny. Nie wiem, zaprasza 15 gości czy 20, to niech ma duży taras, bo w ogóle nie mam problemu, ale jakby cała reszta działki oddaje naturze.
No oczywiście ważne są te strefy buforowe, trochę tej skoszonej trafy wokół tarasu musi być, żeby się nie bał, że węże mu tam przepływają gdzieś. Ja myślę, że to jest bardzo istotna atawistyczna, że tak powiem, przyczyna tego, że właśnie chcemy mieć ten ład w najbliższym otoczeniu siebie.
No możesz go oczywiście jakimiś plamami z bylin czy z krzewów otoczyć, ale już zaraz, zaraz rób mu tą dzicz i zostaw to w cholerę, nie wchodź, nie koś, nie niepokój tej przyrody, po prostu niech ona stanowi właśnie ten cały rezerwuar tego takiego źródła, z którego wyrośliśmy, bo ja w ogóle mam takie silne poczucie, że jako ludzkość zapędziliśmy się w jakiegoś absurdalnego punktu, zapominając, że jesteśmy na tej planecie dlatego, że rośliny i dlatego, że ten cały ekosystem.
P: Tak, zgadzam się
J: Ale teraz nagle chcemy być mądrzejsi od wszystkich i chcemy, na przykład planując swoje działki, chcemy wymyślić, żeby lepiej będziemy wiedzieć, że jak one będą sobie tutaj rosły, jedna co parę metrów na patyczku te lizaczki i jeszcze wysypane włókninką i żwirkiem, to będzie najlepiej.
Właśnie, no kurwa, prawda, nie będzie najlepiej, będzie najgorzej. Idź do lasu i zobacz, jak tam to się samo robi. Właśnie tego lasu bym najchętniej wciągał jak najwięcej. Natomiast no, wiesz, manifesty manifestami.
No teraz mamy na przykład taką działkę w Krakowie, w centrum miasta dosyć dużą, jak na Kraków 18 arów i rozmawiamy z klientką na samym początku, że no, tej lasy miałaki, że dzicz, że właśnie taki ten. Ale robiąc koncepcję, no sam po prostu nie mogłem, no jakby po prostu nie dało się na tej działce wprowadzić tej dziczy.
Ona nawet, te 18 arów, duża powierzchnia była za mała, żeby te moje jakby namiętności tutaj wdrożyć i po prostu z pełną odpowiedzialnością, no zrobiłem mi tam zagajniki, różaneczników, takie tam kwasolubne historie i tak dalej, że one powiedzmy będą rosnąć same. Ale co to może robić? To jest ogródkowe, to jest ogródkowe, to nie jest dzicz. No więc jakby wiesz, to są trudne tematy. Na tych hektarowych historiach to tak…
P: Tam można poszaleć.
J: No wiesz, no mam ogród, do którego cię serdecznie zapraszam, naszej fundacji w Krakowie.
P: Dziękuję bardzo.
J: I to jest miejsce, gdzie wiesz, eksperymentuję właśnie z tym, ile może być natury, ale czas płynie i po prostu wiesz, a dobra, no jednak to też trzeba plewić. No tutaj trzeba przyciąć trochę częściej. Nie, no trzeba, bo przecież jak to wygląda? No weźże spojrzyj na to. I to takie małe, wiesz, dyskusje wewnątrz siebie, że kurczę, chciałoby się, ale trudno jest, nie? Trudno jest po prostu tej dziczy pozwolić.
P: No to jest ciężki temat. Tak, bo tak jakoś wiesz, zaraz się mi sunie na myśl, no to po co ten projektant? No słuchajmy, jak on mi tutaj habazie zaprojektuje, nie? No to po co w ogóle? No to tak jak mówisz, ten obszar taki minimalistyczny tej przestrzeni uporządkowanej i też zauważyłam, że wcale nam nie trzeba dużo. Właśnie ten fragment, nie? Taki nasz jeden fragment i on nam wystarcza.
Bardzo mi się też podoba ten twój koncept od tego Berga. Ja się muszę tym zainteresować. I widzę, że przede wszystkim trzeba się jakby troszeczkę mniej bać, nie? Mniej bać tej natury, bo mam wrażenie, że ona uchodzi ze brzydką.
Masz wrażenie, że ludzie mówią, że jest brzydka, nie? Że to taki chaos, nie? Ja na początku jak zaczęłam projektować jakieś takie rabaty kwiatowe i tak dalej, to bardzo się spotkałam z tym, no dobra, ale to jest ładne w lecie przez chwilę. Ja mówię brąz, to jest kolor, nie?
J: Tak, właśnie tak.
P: Więc tutaj jakby estetyka robi, nie? No bo po coś te ogrody powstały. Nie masz takiego wrażenia, że z drugiej strony idziemy teraz w tą naturę. Rozmawiamy o tej naturze, że fajnie jest do niej wracać, ale przecież projektanci dawniej właśnie robili te topiary, nie topiary, czyli gdzieś człowiek chciał nad tą naturą zapanować, nie? I mieć poczucie tego ładu, nie?
J: Ale widzisz, że estetyka jest ściśle powiązana z edukacją. Kiedyś myślałem, jak rację po prostu, że estetyka rządzi się uniwersalnymi prawami. Nic bardziej mylnego. Estetyka jest zależna od tego, co aktualnie masz w głowie, jakie masz poglądy i co uważasz.
Najlepszym przykładem jest kobieta, która w momencie, kiedy ma dobre relacje ze swoim mężczyzną, to uważa, że on jest przystojny i wspaniały i tak dalej. Natomiast jeżeli jest z nim skłócona, to uważa, że jest brzydki i śmierdzący.
P: Super. To jest świetne.
J: To jest przykład właśnie tej estetyki. Jako projektanci po prostu edukujemy tych naszych klientów, kiedy uwrażliwimy ich na to, kiedy właśnie pomożemy im poskromić tą pokusę pod tytułem, w której zostali wychowani. Trzeba zrobić z tym porządek, bo to jest syf, to jest jakieś dziadostwo.
Jak im otworzymy oczy na to, że nie, to jest bogactwo, które cię karmi, które cię po prostu zabezpiecza przed złem tego świata. Jak oni to poczują, to oczywiście, że to też jest tak, że trzeba siać ziarno tam, gdzie już jest żyzna ziemia, bo oczywiście, że najbardziej jakby najbardziej zatwardziałych nie przerobisz.
P: Nie przekonasz, nie ma szans.
J: Ale taka jest też nasza rola jako projektantów, żeby edukować.I wtedy ich otwartość na tą nową estetykę też się zmienia.
P: Doskonale to rozumiem. Myślę, że właśnie to pytanie o te chwasty, nie? To jest ten kierunek tej estetyki. No wie Pani, no będą chwasty.
J: Nie ma czegoś takiego jak chwasty. Wszystkie rośliny są dobre.
P: Tak, wszystkie to są. Wczoraj słuchałam o pszczołach. Różnych, bo ja mam murarki i okazuje się, że niestety, ale większość pszczół, tych dzikich, one i tak jedzą z tych, powiedzmy, naszych chwastów, ale może nazwijmy to rośliny zielne.
I one korzystają z tego nektaru i z tych kwiatów, bo są znacznie bardziej przystosowane ich aparaty, te szczękoczułki, nie wiem co tam, żuwaczki, nieżwaczki. I po prostu te kwiaty, które my czasem świadomie wprowadzamy do ogrodów, nie wszystkie są dla nich, że tak powiem, też takie super, wiesz.
Nie każda pszczoła sobie z nimi da radę, więc gdzieś zostawienie jakiegoś pęczka, mlecza, czy czegoś, co nam przez chwilę zakwitnie, a później już idź sobie tam, wyplew to. W tym okresie, kiedy one sobie szukają tego pokarmu, no jest jednak ważne.
J: Tak, tak. Do kwiatów pełnych, kwiaty pełne są właściwie bezużyteczne dla owadów.
P: Tak, dokładnie, a bardzo dużo się ich ostatnio sadzi.
J: No tak, jest bajer. Powiem Ci, że ja też uczę się, zwłaszcza w tym naszym ogrodzie w Krakowie, jestem tam praktycznie codziennie od jakichś trzech lat. No może nie codziennie, ale bym chciał. No to właśnie uczę się cieszenia się tym, jak to się samosiewnie, samorzutnie wydarza.
Właśnie łąka, w zeszłym roku ją wiosną zaoraliśmy, więc powstały, wiesz, te takie wysokiej, jednoroczne różne trawy i kwiaty, a w tym roku już jest drugi rok, więc bardziej trawy tam mamy, że jest na gleby, więc trawy dochodzą. I właśnie to wszystko jest zupełnie takie, no stonowane, no po prostu jest nieprzetłaczające.
Jakby nie doprowadzi to Cię do przebodźcowania. Nie jest tak, że za przeproszeniem, teraz jeden taki projektant przychodzi mi do głowy, ale nie powiem nazwiska z Instagrama, po prostu nasrane tymi kolorami. Po prostu aż się nie da patrzeć.
A w ogóle miałem taką anegdotkę, w zeszłym roku projektowałem klientce ogród właśnie w stylu Oudolfa. Też dostałem takie inspiracje i super był. Jakby też podobają mi się takie historie. Uważam, że zrobiliśmy zręczną rzecz. I ponieważ są zaprzyjaźnieni z pewnym szkółkarzem, to mój dobór roślinności trzeba było przerobić pod to, co można tam dostać w dobrych pieniądzach od kolegi.
I spoko, tylko jakby w pewnym momencie te zmiany, zmiany, zmiany, tego się nie da, tego się nie da, tego się nie da, a tutaj musisz się zmieścić w tym i w tym i w tym. Doprowadziło do tego, ja tam wymyśliłem, że przy miejscu, gdzie będą spędzać czas, damy trochę więcej życia, pomarańcze, żółcie, czerwienie i takie historie, a później się rozchodzimy w jakieś tam inne historie i takie plany.
P: Uspokajamy się, tak?
J: I w takie rzeki płynące po prostu. Ja bardzo lubię długie pociągnięcia pędzlem.
P: No, fajnie, fajnie, świetne.
J: No i po prostu ten dobór, który żeśmy zrobili ostatecznie. Na koniec to ja już sam nawet nie wiedziałem, co tam w końcu przyjedzie. Rozstawiałem te wszystkie rośliny, ale klientka mówi, wiesz co, było za dużo tego wszystkiego, po prostu nie da się tam siedzieć, jak to wszystko zakwitnie. To jest po prostu za dużo właśnie tych czerwieni, żółci, pomarańczy. I to było ciekawe, jak mi to powiedziała. Wczoraj, w zeszłej jesieni powiedziała.
P: Ja zbadam te żółcie i pomarańcze na pewno.
J: Za ostro, za mocno, pysznogłowek jakiś daliśmy. Nie pamiętam teraz, co było.
P: Jakieś dzielżany pewnie, coś tam. Takie klimaty
J: Ale jak to po prostu strzeliło tym barwą, to mówisz, że kurde, aż za mocno.
P: Powiem ci, że muszę to przerobić, bo 80% klientów, którym proponuję, to… muszę to zbadać, ten kolor, bardziej dogłębnie, nie decyduje się na niego, bądź decyduje się tylko i wyłącznie jako dodatek. Czyli on jednak na nas chyba działa zbyt energetycznie.
Natomiast bardzo dużo osób, jak tam projektowałam takie rabaty typowo zielone z traw, takie, które trochę nam jakieś takie dutch waves, coś takiego, przypominają jakieś klimaty norwesko-duńskie, to oni byli nawet w stanie pójść bardziej w taki kierunek niż w te żółcie. Bo po prostu, może one są zbyt mocne, tak jak sobie pomyślę.
Ja miałam tu też na tej rabacie, która teraz mi się wysiało masę chabrów, ale one są w kolorze takim prawie black, ciekawe. No, bardzo ciekawe, z nasion czeskich, bo Czesi mają świetne nasiona. To wyobraź sobie, że miałam jednego kwiata żółtego. Gailardię chyba miałam. Jak mnie ona wkurzała. No, wiesz, i przeniosłam ją. Przeniosłam ją gdzie indziej, ale chodzi o to z tym żółtym.
Właśnie wróćmy do kolorów. I żółty trzeba dobrze zaprojektować. On musi mieć swoje miejsce w ogrodzie. To jest okej, nie? On gdzieś powinien być, ostatnio tak jak projektuję, to gdzieś tam przy ścianie jakiejś, przy jakimś ogrodzeniu, gdzie on się nie rzuca nam w pierwszy kadr. I on wtedy na przykład dużo tych kwiatów jesiennych daje żółtych. Dlatego, że mam wrażenie, że żółty ci się fajnie rozprasza z światłem jesiennym i nie jest taki ostry. Nie wiem, czy zauważyłeś.
J: Tak, tak, Misz Berg też mówi, że żółć i jesień i pomarańcz są zarezerwowane dla jesieni.
P: Dokładnie.
J: To są kolory jesieni.
P: I ja ci powiem, że przestałam w ogóle szukać żółtego w tych miesiącach letnich. Troszeczkę żółtego nam się pojawia na wiosnę, ale to są, zobacz, to znowu nam natura pokazuje, nie? To są subtelne, drobne kwiatki. Często, nie? Te takie jakieś tam zawilce. No i później ta jesień, no.
J: No nie, no trochę jest też takich nie subtelnych. Pomyślałem akurat o kaczeńcach, ale że krzyczą, hej, przyleć do mnie, tutaj mnie zapyl.
P: Tak, one są wysokie, ale sam płatek, zobacz jaki jest delikatny tego kwiatka, nie? Tak w sensie, że nie narzuca nam się.
J: No tak, nie musi też walczyć za bardzo, bo niedużo jest wtedy kwiatków, więc nie musi walczyć.
P: A kaczeńców coraz mniej jest, nie wiem czy zauważyłaś. No w ogóle te nasze łąki jakoś tak.
J: No bo schną.
P: No schną.
J: Po prostu schnie Polska.
P: Kuleje to zaczyna być tragicznie.
J: No tam widzisz też w tym ogrodzie eksperymentalnym robię takie eksperymenty. Mamy rów odwadniający i na przestrzeni tych trzech lat mogłem się przekonać jaką dobrą robotę robi. W takim sensie, wiesz, on naprawdę odwadnia. I na przykład lipiec, sierpień to po prostu wszystko wysuszone na wiór i to było widać jak po prostu cały ogród klapie.
Więc przyszedł bóbr w zeszłym roku i go zaczął czopować i to było wspaniałe. Ale jesteśmy przy nasypie kolejowym i służby wygoniły tego bobra i on chyba już tam nie wróci. No zobaczymy. Sądzę, że nie dadzą mu tam żyć, no bo wiesz, on podkopywał ten nasyp, więc raczej nie pozwolą mu tam istnieć.
No ale skoro zaobserwowałem tą sytuację, co się dzieje kiedy mam dużo wody w ogrodzie, jak on zaczepuje ten ruch, no to zacząłem tego mistrza naturalizmu wodnego naśladować i sam teraz czepuję. I buduję tamę. O, super. Tak, właśnie ścieram się z tym, że mi ta tama przecieka. Właśnie zamówiłem sobie pięć worków bębenitu.
P: Ja mam tutaj bobry, wiesz, to ja ci tu złapię i przywiozę z powrotem.
J: Ale on skubaniec tak tamę buduje na centymetrów, że tam kropelka nie przecieka. To jest niesamowite, że on to potrafi zrobić.
P: Ale mistrzowie są.
J: Moja przecieka.
P: Wiesz, jak tutaj wodę mi spieprzyły na Sanoczku, no niesamowicie. Po prostu szum był taki jak jakaś Niagara, wiesz. Po prostu jak się roztopy zrobiły tej zimy, zrzuciły takie ogromne wierzby. I potrafią to zrobić mistrzowsko.
J: Trochę się siedzi w tej swojej, że tak powiem, bańce. Ale mam poczucie, że jednak więcej i fajniej się mówi o tej potrzebie retencji, o tej błękitnej infrastrukturze i że idziemy w jakimś tym pozytywnym kierunku. No bo kurczę, kraj pustynnieje, no ta środkowa Polska to już w ogóle jest masakra. Więc według mnie takie rozsądne czopowanie rowów odwadniających, żeby one po prostu na pewnym poziomie…
P: Troszkę się rozlały.
J: Po prostu żeby był próg.
P: Albo żeby trzymały, trzymały te wody.
J: Niech sobie tam nadmiar przeleje się ponad progiem. Ktoś mi nawet zwracał na Facebooku uwagę, że kiedyś tam w latach 50-tych mieliśmy po prostu na tych wszystkich rowach zastawki. Ale nie ma ich, czy tam jakieś śluzy i tak dalej.
P: Były, były śluzy, tak, tak.
J: A pewnie się rozleciały po prostu, nikt ich nie zbudował na nowo.
P: Gdzieś tam nawet jechaliśmy z mężem ostatnio, to widzieliśmy takie relikty.
J: Trzeba by coś takiego wznowić i po prostu to utrzymywać, żeby ta woda zostawała w tej bezpiecznej ilości. A tylko nadmiar odpływał.
P: Dla mnie, wiesz, ostatnio też patrzę się na Holendrza. No miszczowie, no wiesz, oni znów musieli osuszać. Ale jakby problem tych rowów melioracyjnych i tego, że one nie są utrzymywane i nie są robione przy polach. To jest dla mnie pierwszy problem do rozwiązania w tym momencie.
Ale rośnie też świadomość widze klientów, jeżeli chodzi o gospodarowanie wodą w ogrodzie. Są już jakieś studnie rozsącznikowe, takie klimaty. Ale problem się znów robi, jeżeli chodzi później o kopanie też tej studni jakiejkolwiek. Nie wiem, jakie masz doświadczenia z nawadnianiem. Czy, że tak powiem, klienci chętnie kopią sobie studnie głębinowe, żeby typowo nawadniać? Czy sobie odpuszczają te tematy?
J: Różnie. Często ta decyzja jest już po mojej jakiejś tam konsultacji podejmowana. Ale no kopią, kopią.
P: Kopią, nie?
J: Kopią te studnie, tak. No.
P: I mam wrażenie, że wyzwaniem będzie teraz to dla projektantów. Żeby budować ogrody bardzo, jakby trzeba trochę wrócić do struktury, do warstwowości. Żeby zatrzymywać tą wodę w najniższych warstwach. Co i tak będzie ogromnym wyzwaniem. Ale to będzie sztuka. Bo nie każdy będzie mógł mieć nawadnianie przecież, nie? A wody i tak zaczyna brakować.
J: Ja właśnie dlatego, jakby wiesz, idę z takim sercem i w wyniku praktyki za ogrodami naturalnymi. Bo jeżeli naturalnymi, samosiewnymi. Tam Łuczaj fajnie mówił, że ogród utrzymywany sam koszeniem. Ta koncepcja też mi się podoba. Różne częstotliwości. Łąk, ale też do zagajnika też wchodzisz raz na jakiś czas, coś tam sobie przetniesz.
Więc powiedzmy, że łąke kosisz raz w roku, wokół zagajnika, raz na 10 lat coś tam skorupujesz. A czyżnie na przykład możesz, nie wiem, raz na 5 lat krzyżowiska sobie ściąć. Ale, że jeżeli pozwolisz, żeby ogród wydarzył się samosiewnie, no to te rośliny jakby wyrosną tam, które sobie raczej po prostu poradzą w tych warunkach.
P: No tak, dokładnie.
J: Nie musisz w żaden sposób dbać. I jeżeli powstrzymasz się od tych zabiegów pielęgnacyjnych, to one, zrzucając swoje listowie co roku, po prostu będą budować warstwę próchnicy. I tym samym próchnica zatrzyma wodę w glebie.
P: Oczywiście, nie wygrabiaj wszystkiego do jednego listka.
J:To się robi samoutrzymujący system.
P: No, nie popadajmy w taką paranoję wygrabiania wszystkiego. Chyba, że te liście ewidentnie mają jakieś, wiesz, patogeny, nie? A ja też, wiesz, uważam właśnie, że te samosiewy są najlepsze, tak jak mówisz. I o czymś jeszcze myślałam, ale zapomniałam.
J: A propo tych liści, ostatnio taką mieliśmy wymianę zdań na ten temat z takim fajnym ogrodnikiem z Wrocławia, zresztą Pawłem Żuchowskim. Doktor Ziemia jest na Instagramie. Że ja tuż od różnych ogrodników, takich nawet starej daty słyszałem, że to jest absolutny mit, że wypalanie, że zabieranie tych chorych, porażonych liści i, wiesz, nie wrzucanie ich na kompot, że palenie ich i tak dalej.
I że okazuje się, że to wcale nie ma wielkiego wpływu na to, czy w przyszłym roku są choroby, czy nie ma chorób. One i tak sobie te szkodniki tam znajdują swoje miejsce i tak sobie znajdują. Ja myślę, że przede wszystkim na pędach. Bo jak rozmawiamy na przykład ze znajomymi szkółkarzami, którzy skutecznie powstrzymują choroby grzybowe, no to oni zaczynają opryski prewencyjne już jakby zanim liście wypuszczą.
P: No, dokładnie, tak trzeba.
J: I tak naprawdę pryskają co dwa tygodnie, przez cały sezon. Tak, oczywiście. I wtedy po prostu grzyba nie ma, to jest cały czas sterylizowane w trybie ciągłym. A te liście, które leżą na ziemi, no to one już tam są na ziemi. To chyba te grzyby też tak szybko nie wlezą na górę.
P: Znaczy wiesz co, no to jest taka stara szkoła, żeby to zbierać.
J: Stara szkoła, ale ślepy zaułek.
P: Szczerze, to jak tam gdzieś leżą, to też nie zauważyłam tego, żeby to jakieś takie aż miało wpływ. Natomiast, no, ja czasem jeszcze, wiesz, gadam o starej szkole. No ja myślę, że jeszcze oprócz tego to ściółkujmy, nie? No, ściółkujmy to.
J: No, tak, na bogato. Na bogato.
P: Na bogato. I nawet to, wiesz, nie wiem czemu ludzie też tej kory, no bo tam zakwasza, nie zakwasza, no.
J: Podobno właśnie też minimalnie zakwasza, że wcale ta kora nie ma takiego wpływu na to zakwaszanie.
P: Mi się też tak wydaję. Ja kupuję tą najdrugiejszą, wiesz, taką.
J: Tak, tak, ja też zawsze.
P: Już odeszłam teraz od tej takiej grubej.
J: Nie, zgoda. Ja też, tak samo.
P: Więc to są takie praktyki.
J: Pomijając to, że mielona się rozkłada i to o to chodzi, żeby ona tę glebę poprawiała.
P: Tak, właśnie mielona.
J: To niech Ci przyjdzie potężna ulewa i zobacz co się dzieje z tą grubą. Po prostu Ci wypływa.
P: Wypływa i to nie jest fajne. Przyjdzie nawet wiatr to. Ale to są, zobacz, to są praktyczne rzeczy, które my rozmawiamy, ale na przykład, które my już wiemy co się z nimi dzieje, nie? Przy projektowaniu, że, że wiesz, że nie ma co dawać takiej kory, bo będzie Pan miał na całej kostce koło domu, nie?
J: No, dokładnie.
P: No, więc to są takie tematy.
J: No dobra, pogadaliśmy przepięknie. Ja w ogóle czuję niesamowitą wdzięczność za to spotkanie, za poznanie Ciebie. Także spodziewaj się, że będę do nich czasami z jakimiś pytaniami.
P: Słuchaj, bardzo mi miło. Jestem naprawdę, czuję się wyróżniona, że gdzieś tam moja praca została zauważona. Cieszę się, że mogłam trochę pogawędzić, bo to była bardziej gawęda.
J: Tak, pogawędka, dokładnie
P: Mam nadzieję, że coś tam projektanci wyciągną z naszej rozmowy.
J: Nie no, daj spokój, rzuciliśmy mnóstwo merytorycznego mięska, także ja myślę, że jak ktoś jest zainteresowany i chce się rozwijać, to dużo z naszej rozmowy wyciągną.
P: No, taką mam nadzieję. Życze wszystkim projektantom odwagi, dużo fajnych kresek i bardzo dziękuje ci za ten wywiad.
J: Super Paulina. Dzięki piękne.
P: Dzięki, pa.
J: Do usłyszenia.
Jesteś projektantem?
Cenisz nasze merytoryczne publikacje? Zapraszamy Cię do wspólnego rozwoju, biznesu i integracji.
Jesteś właścicielem działki?
Szukasz wsparcia przy aranżacji ogrodu?
Zajmujemy się kompleksowo procesem projektowo – wykonawczym. Wypróbuj możliwości naszego zespołu.
Szukasz czegoś innego?




