
26 05 Gawęda z mistrzynią Potoczną [Gawędy Ogrodnicze]
19 maja 2026
26 07 Gawęda z Gąsiorowskim i Pecyną o stawach kąpielowych [Gawędy Ogrodnicze]
21 lipca 2026Jak myśleć o nawadnianiu roślin w ogrodzie? Czy można z niego zrezygnować, czy jest niezbędne? Czy jest sens gromadzić wodę deszczową? Czy automatyczne nawadnianie wyręcza ogrodnika i działa bezobsługowo? Jaka jest logika korzystania z poszczególnych podzespołów systemu nawadniającego? I czy w ogóle jest sens zakładać takie systemy?
Posłuchaj Gawędy z Natalią Kubalą, projektantką systemów automatycznego nawadniania, gdzie rozkładamy temat na czynniki pierwsze i rozprawiamy się z popularnymi mitami:
42 odcinek audycji Gawędy Ogrodnicze
Posłuchaj na swoim playerze:
Przejdź do podstrony podcastu:
Transkrypcja podcastu
J: Cześć. Jestem Jakub Gartner i słuchasz podcastu Gawędy Ogrodnicze, a dzisiaj jest ze mną w naszym ogrodzie OOP na ruszczy Natalia Kubala, która jest…
N: Projektantem systemów automatycznego nawadniania.
J: Kurcze, mega specjalizacja i przyznam szczerze, że bardzo się cieszyłem na nasze spotkanie. Dlatego też od razu chciałbym powiedzieć, żeby nie było, że mam tutaj jakieś niecne zamiary wobec naszej rozmowy, ale zakładam systemy nawadniające mniej więcej tyle ile jestem w branży, dwadzieścia parę lat. I gdzieś uczyłem się tego wszystkiego razem z tym, jak to się pojawiało na rynku i byłem edukowany przez producentów, przez dealerów itd.
I nie odbyłem nigdy profesjonalnego szkolenia projektowania systemów nawadniania. Uczyłem się z podręczników, uczyłem się głównie z producentów oczywiście, z materiałów dostarczanych przez producentów, jakieś tam tutoriali, wideo itd. I oczywiście z tej żywej praktyki, jak to się w ogrodach odbywa.
I doszedłem po latach do takiego wniosku. Spacerowaliśmy tutaj gdzieś po naszym ogrodzie i poza jedną rzeczą, którą później opowiemy, to nie mam tutaj żadnych systemów nawadniania. I mam takie założenie dzisiaj, że nawadniania powinno być tak mało jak tylko możliwe i przede wszystkim do tego, żeby ogród się przyjął i ewentualnie później mu pomagać interwencyjnie.
No chyba, że mamy np. konieczność wysoko wydajnych plonów jak np. w jakichś tam sytuacjach produkcji warzywnej. To są zupełnie inne kwestie. Albo np. zieleń pod dachem i to musi być podlewane ręcznie, bo to nigdy się nie podleje z deszczu. No to wtedy to są sytuacje, gdzie oczywiście ten system musi być. Czy tak samo robimy ogrody na dachach, no to tam też podłoże jest tak przepuszczalne, jest go tak mało, że jak nie będziemy lać to wszystko zdechnie na 100%.
Ale w warunkach ogrodowych moim ideałem jest nie posiadanie systemu nawadniania. Tylko budowanie takiej gleby, która będzie miała dość próchnicy, żeby tą ilość wody sobie przytrzymać. No i oczywiście druga kwestia, czyli dobór roślin. Takich, które też to wszystkim ogarną. No ale oczywiście nie deprecjonuje twojego zawodu. Sam też w tym jestem, robię projekty nawadniania i to musi być zrobione super.
N: Ale powiem ci, że ja też jestem tego zdania, tylko z systemami nawadniania jest tak, że właśnie tak jak wspomniałeś. Żeby nie było tego potrzeby montowania systemu nawadniania w dzisiejszych czasach, gdzie opad się rozkłada bardzo niesymetrycznie. Mamy te opady nawalne, niby suma opadów jest podobna z roku na rok, ale się rozkłada po prostu tak, że mamy długie okresy suszy.
I teraz większość ogrodów niestety lub stety jest takich, gdzie klienci chcą mieć trawnik. Chcą mieć trawnik przystrzyżony, chcą mieć swoją konkretną estetykę w swoim prywatnym ogrodzie. I tutaj się zaczyna ta problematyka czy nawadniać czy nie nawadniać. Bo jeżeli mamy jakąś wizję w głowie, wydajemy duże pieniądze na założenie tego ogrodu, na wysianie trawnika albo założenie go z rolki.
Bo tutaj głównie tak naprawdę się rozstrzyga wszystko o trawnik. Trawnik jest najbardziej poszkodowany przy okresach suszy i nim się trzeba najbardziej zaopiekować. Więc jeżeli ten trawnik jest i ktoś chce mieć go jakby w całej połaci, jako taki trawnik powiedzmy wysoko wypielęgnowany, no to nawadnianie w tym momencie jest niezbędne.
Ale na przykład, mam nieraz takie projekty, gdzie po pierwsze, jeżeli mamy dużo rabat, to zawsze też razem z moją dokumentacją, jak wydaję opisową część, to są wskazówki, żeby przykładowo rabaty nawadniać tylko na początku, żeby one się dobrze ukorzeniły. Potem właśnie interwencyjnie w razie wystąpienia naprawdę bardzo dużej suszy, gdzie już widzimy, że te rośliny potrzebują troszeczkę supportu z naszej strony. A tak, to żeby ta linia była tylko tak jakby w takim, takie wyjście awaryjne, ta linia kroplująca.
A dla trawnika ciężko, nie zrobimy czegoś takiego, bo nawet jak trawnik, bo trawnik ma tą taką zależność, że jeżeli chcemy, żeby on nie był nawadniany, to on musi puścić głęboko korzenie. Jak puszcza głęboko korzenie, to musimy go też rzadko kosić i on się robi kępiasty, czyli jakby traci te właściwości estetyczne, do których ludzie dążą. Więc tak jakby ja też nie jestem super zwolennikiem, jak są miejsca, gdzie np. mówię, a tutaj może to wyjdziemy na osobną sekcję, albo a tutaj będzie duży cień, czy w ogóle pan potrzebuje, czy pani potrzebuje tutaj nawadniania. Może ten temat, ten fragment ogrodu możemy pominąć całkowicie przy nawadnianiu.
I też coraz bardziej mi się podobają, tak jak tutaj pokazałeś, swój ogród, że są tak jakby ekosystemy, jakieś takie właśnie ogrody samowystarczalne. To też mi się podoba, ale w większości prywatnych ogrodów to jest bardziej kwestia tego, że możemy wprowadzić jakąś część takiego ogrodu. Nie wiem, jakiś ogród taki na jakiś skalny, jakiś ogród odporny na susze, większą ilość rabat. Ale ktoś, może nie jak ktoś, ale w sumie każdy praktycznie, mimo wszystko, chce mieć kawałek trawnika i ten trawnik ma spełniać te kryteria.
Nawet jak są ludzie, którzy na tym trawniku też dopuszczają, żeby było trochę jakichś tam kwiatków, jakichś koniczyny, czegoś innego, to i tak wynikowo ten trawnik w okresie, gdzie na przykład nie ma przez trzy tygodnie ani kropli opadu. Bo to też zależy oczywiście w jakim jesteśmy rejonie Polski, bo na przykład u nas tutaj w Krakowie i w okolicach nie jest całkowicie najgorzej. A przykładowo Poznań, bo tam jest masakra, bo po prostu tam potrafią być miesiące praktycznie bez kropli opadu, więc nie ma szans, żeby trawnik jakikolwiek, nawet jakby był już taki suchy, wysoka trawa, taka kępiasta, to on też będzie wysychał, bo po prostu te korzenie, nawet jak będą już bardzo głęboko, to im braknie w pewnym momencie i tak wody.
J: Tak, bo to nawet ile? 20 cm centymetrów średnio, 30, no może jakiś tam odmian do 40, ale koniec.
N: Tak, a pielęgnowany trawnik, czyli taki właśnie, jaki większość osób chce mieć w ogrodzie, no bo to też jest taki w sumie, pielęgnowany trawnik jest też takim trawnikiem najczęściej użytkowym, żebyśmy mogli się na nim położyć, żeby dzieci się mogły na nim bawić, żeby można było po nim pochodzić, no to te trawniki mają ile? Do 15 centymetrów najczęściej korzenie.
J: I cały czas zabieramy zieleninę, czyli zabieramy wodę po prostu.
N: Tak, tak, tak, no przystrzygamy, tak, dokładnie, no, więc jakby trawnik jest najgorszy, ale też zawsze zwracam na to uwagę, też często mam na przykład takie tematy, gdzie ludzie chcą mieć częściowo w ogrodzie zamiast trawnika łąkę kwietną i też są bardzo często dyskusje, bo ja mówię, że łąka kwietna nie potrzebuje, że można nawet punkt poboru wody gdzieś dać w pobliżu i rozstawić takie na statywach zraszacze, żeby na początku tylko ta łąka się dobrze przyjęła, a potem żeby już nie było nic, a ludzie na przykład i tak chcą.
No to wtedy robię tą sekcję, ale robię oczywiście jako osobna sekcja, żeby dało się ją potem w ramach optymalizacji pracy tego systemu odłączyć, no nie? Tak, żeby wyłączyć z pracy, no, ale nie jestem tak jakby zero jeden, że nawadniamy wszystko i każdą ilością wody, bo wiem, że systemy. W sumie duża osoba sobie z tego nie zdaje sprawy, ale ja dobrze wiem, że systemy biorą bardzo dużo wody i po prostu ta woda jest bardzo cenna i zgromadzić ją, złapać, nawet jak mamy, nie wiem, system gromadzenia wody deszczowej, to to są najczęściej bardzo małe ilości, które jesteśmy w stanie zgromadzić względem potrzeb naszego ogrodu, nie?
J: Tak, tak, tak, tym bardziej, że gromadzimy też je wtedy, kiedy nie wylewamy, a wtedy, kiedy są najbardziej potrzebne to już zbiornik od dawna stoi suchy.
N: Tak, no bo właśnie jest kwestia tego, że te opady się rozkładają coraz mniej korzystnie, nie? Więc jakby najlepiej byłoby mieć jak najwięcej takich miejsc, gdzie możemy tą wodę zgromadzić, ale to znowu są też systemy kosztowne, nie? No bo osadzenie nawet takiego zwykłego zbiornika betonowego w ogrodzie na 10 metrów sześciennych to już jest koszt taki, co każdy woli uniknąć, nie?
Bo każdy robi tak, żeby tylko minimalnie tyle, ile potrzebuje gdzieś tam, żeby zagospodarować tą wodę deszczową na terenie swojej działki, no to ograniczają ludzie koszty. Zresztą to też jest często, gęsto wykonywane już na koniec inwestycji, gdzie portfel najczęściej, tak jak przy ogrodach, często bywa jest praktycznie pusty i ludzie…
J: Tak, tak, wydrenowany po budowie domu.
N: Tak, wydrenowany na maksa, nie? Więc no, tak to bywa.
J: Zgadza się, a taki koszt instalacji takiego zbiornika, no to jest zwykle razem z pompą licząc kilkanaście tysięcy i…
N: No dokładnie.
J: Kiedy to się zwróci? Zacznie się zwracać, jak się pompa zepsuje, no to trzeba ją wymienić, to już się znowu nie zwraca.
N: Tak, tak. Właśnie to też jest na przykład taka kwestia też do dyskusji, bo często się spotykam z tym, jak ludzie szukają zwrotu z inwestycji w zbiornik na wodę deszczową. I ja szczerze mówiąc nie szukałabym tutaj jakiegoś zwrotu, bo to nie są te czasy, gdzie ta woda właśnie się nam gromadzi na bieżąco, tylko bardziej to jest taka już w tym momencie konieczność, tak?
Tak, że po pierwsze te zbiorniki to nie tylko jest kwestia nawadniania, ale też jakby ograniczenia nawet jakiejś mniejszej skali lokalnych podtopień, bo po prostu możemy gromadzić tą wodę przy swoim domu i potem jako ekstra dodatek używać ją do nawadniania naszych roślin. A ludzie myślą o tym, że kiedy mi się to zwróci, że to się nie opłaca, lepiej wykopać studnie albo lepiej brać z wodociągu tą wodę.
Przy czym ze studni czasami ta woda jest i można z tego skorzystać, bo to też jest fajne źródło wody, ale często są studnie problematyczne, bo mają dużo żelaza i ta woda się nie nadaje w żaden sposób do użytku przy nawadnianiu. A z wodociągami to wiadomo, mamy ograniczenia w okresach suszy to raz, a dwa parametry tej sieci też są najczęściej bardzo liche, szczególnie w jakichś dużych ośrodkach miejskich. To się zdarza tak, że tej wody praktycznie nie ma.
J: Nie ma. Tak, tak. Boże, poruszyłaś tyle wątków, które chciałbym gdzieś podnieść i zaznaczyć, czy powiedzieć parę słów więcej. Jeden jest taki, czy używanie wody ze studni, parę razy się z tym spotkałem, że ludzie mówią, że nie wolno podlewać wodą ze studni głębinowej, bo jest niedobra dla roślin.
N: Myślę, że całkiem spora część ogrodów jest podlewana wodą ze studni i te ogrody żyją, więc ja się nie spotkałam z takim określeniem, a te osoby, od których usłyszałeś taką opinię, mówiły, co robi, że ona jest niedobra.
J: Nie, niestety były to takie zabobony, na które trudno jest odpowiedzieć, ale jest taki mit, który pokutuje, więc może go rozwiejemy. Powiedziałaś wcześniej, że jeżeli mamy żelazo, to wszystko będzie czerwone, ewentualnie żelazo zapcha nam.
N: Właśnie z żelazem dla roślin to nie jest jakaś duża problematyka, tylko żelazo jest dla użytkowników i dla instalacji, bo ono się odkłada, zapycha i jeszcze żelazo się utlenia przy emiterach, na przykład przy linii kroplującej i może skutecznie nam zatkać całą instalację, która jest potem, nie wiem, przykładowo jakieś tam elementy typu filtr, elektrozawór, coś jeszcze takiego możemy rozkręcić, przeczyścić i zamontować na nowo. A linia kroplująca, jak się nam zabetonuje tym utlenionym żelazem przy emiterach, jest nie do odratowania.
Więc żelazo bardziej pod kątem takiej upierdliwości przy użytkowaniu, a czasami to już jest taka skala, że jest całkowicie uniemożliwia i tak samo z manganem, bo to są dwa pierwiastki, które robią bardzo zły PR, jeżeli chodzi o studnie i nawadnianie.
J: A wapń na przykład?
N: No z wapniem też jest, bo wapń też się potrafi odkładać, no wiadomo, że to jest tak jak w kuchni czy w domach naszych, ale większą problematykę raczej stwarza żelazo, bo czasami jest tak, że jest i żelazo i wapń, jak to się utlenia, to się już po prostu kamień robi na emiterach czy na dyszach.
J: Stosuje się wtedy stacje uzdatniania, które klienci montują, ale to droga impreza.
N: No montują, ja ostatnio nawet miałam taką rozmowę ze specjalistą od stacji uzdatniania. Wycenialiśmy tak bardzo szacunkowo, bo to było tylko kwestia takiego określenia kosztów uzdatniania wody na teren około 15 arów pod nawadnianie. I mniej więcej tutaj ta osoba, ten specjalista powiedział mi, że tam potrzebowalibyśmy dwa zbiorniki, które miałyby natleniać tą wodę najpierw, a później jeszcze przechodzi przez ten filtr, już taki jakby drugi stopień filtracji, około 55-60 tysięcy nawet.
Więc dla zwykłego, przeciętnego śmiertelnika, gdzie mamy obrót prywatny, takie koszta są po prostu zabójcze. Na potrzeby domowe, na potrzeby nawadniania, szczerze mało kto się decyduje, bo to jest po prostu drogie.
J: No dobra, ale to jakby załóżmy, że mamy taką konkretną sytuację i masz klienta, który ma żelazo czy magon. Mnie pierwsze co przychodzi do głowy, to po prostu zrobić mu zestaw, nie zestaw tylko jakby system poborów wody takich punktowych i niech sobie podlewa z węża, tak jak mówisz, ze stojaka, po prostu takim bijakowym zraszaczem.
N: To też będzie zatykało takich zarzut.
J: Ale łatwiej go czyścić, wrzucić do octu, później wymoczyć.
N: Tak, tylko że te osoby, które się zgłaszają po system automatycznego nawadniania, one chcą mieć system podziemny, wynurzalny, taki po prostu klasyczny, automatyczny. No ja mówię po prostu, zawsze informuję, bo zbierając informacje przed wykonaniem projektu mam między innymi pytanie o to, czy jest żelazo w wodzie i jeżeli są zawyżone normy, to ja po prostu klienta informuję, że jeszcze jak mamy informację ile tego żelaza dokładnie jest, no to mogę powiedzieć, czy to już jest jakby graniczna wartość.
J: Zalecasz badania?
N: No jeżeli jest opcja, to tak, bo wtedy wiemy dokładnie ile…
J: Gdzie? W Sanepidzie?
N: No to są takie chyba zwykłe sanepidowskie, no tak, bo to takie zwykłe, bo jeżeli chodzi o żelazo i mangan, to spokojnie.
J: Oni standardzie to podają?
N: Tak, tak, tak. To jest podawane z Sanepidu.
J: No dobra, no i jest za dużo tego żelaza, no i co?
N: No to tak, jeżeli jest przekroczona norma nieznacznie powiedzmy, no to daję informację, że po pierwsze to żelazo będzie w jakimś tam stopniu się odkładało w instalacji i może się utleniać. Może być problematyczne, że najlepiej byłoby właśnie z tymi liniami kroplującymi, to jest najgorszy temat, że one się będą zapychać, ale że możemy tak jakby zainstalować taki system. Zaprojektować, ja go mogę trochę przewymiarować, żeby na przykład średnice rur były większe, żeby było miejsce na odkładanie się tego żelaza troszkę i na przykład nie stosujemy dysz, które mają bardzo niskie wypływy wody, tylko takie, które są po prostu, mają większe światło wypływu wody z siebie lub są tanie w razie gdyby je tak zabetonowało, żeby dało się je szybko, łatwo wymienić.
Ale to jest zawsze na ryzyko klienta, bo ja nie jestem cudotwórcą, nic nie zrobię tak jakby magicznie przy samym projektowaniu, a jednocześnie producenci systemów nawadniania, oni, każdy producent tak jakby zakłada i warunkuje, że woda wprowadzana do systemu, do instalacji ma być czysta, więc tak jakby tutaj każdy musi już na własne ryzyko w ten sposób. Chociaż jedyny plus jest taki, że jak jest tego żelaza nie tak jakoś super dużo, no to te linie kroplujące jeszcze tam przez rok, dwa nawet jakby podziałały, żeby się tylko te rośliny świeżo przyjęły, no to to jest okej.
A te zraszacze sobie o wiele lepiej radzą, bo mają po prostu większe wypływy. Jeszcze jak mamy na przykład zraszacze rotacyjne, które mają naprawdę już duży wypływ, ten otwór wypływu wody z dyszy. To tam nie ma takiego problemu jak przy tych mniejszych takich jakichś emiterach punktowych, takich jakichś miejscach, gdzie czy to mamy dysze jakieś takie na przykład o stałych kątach nawadniania, one mają takie malutkie wypływy wody, no to tam jest więcej problemów.
J: Pamiętasz ile to jest, że tak powiem, ile wynosi norma taka tego żelaza?
N: No najlepiej by było jak było poniżej 100 mikrogramów na litr żelaza i poniżej bodajże 50 mikrogramów na litr manganu i to jest jeszcze takie, że jest w normie i większość osób nie będzie w ogóle tego zauważało. No i z żelazem oczywiście jest druga kwestia, czyli jak ono, czy żelazo, czy sobie mangan, jak jest używane przy systemach nawadniania, no to trzeba się liczyć z tym, że gdzieś tam na kostkę brukową, czy na jakieś elewacje na przykład budynku, na drzewach czasami są osady.
No i tej też nie jesteśmy w stanie za wiele zrobić, możemy zastosować zraszacze, które mają na przykład większe krople, które są mniej podatne na przenoszenie przez wiatr, możemy trochę gdzieś tam się odsunąć na przykład od jakichś tam elementów, ale wiatr tak czy siak występuje i nawet jak będzie przenosił mikro jakieś elementy, fragmenty tych cząsteczek wody, no to na właśnie kostce brukowej, czy na jakichś innych powierzchniach może się to pojawiać i to już jest nie do usunięcia często gęsto.
J: Pamiętasz, czy wapń też bierzesz pod uwagę oceniając wartość?
N: Nie, wapń nie.
J: Żelazo i mangan są kluczowe. Dobrze, a czy woda deszczowa generalnie ma dobre parametry pod tym względem?
N: Dobre.
J: Fajnie jest podlewać deszczówkę.
N: No deszczówka jest chyba najlepszym wariantem jaki istnieje.
J: Na przykład widzisz w zbiornikach wodnych z deszczówką jest taki problem, że może zawierać mniej lub więcej, ale dużo fosforu i później ten fosfor trzeba zbijać.
N: Tak, w zbiornikach, ale dla roślin fosfor to super.
J: Tak, oczywiście, rośliny się cieszą.
N: Tak, rośliny się cieszą, dokładnie. No w zbiornikach też w sumie rośliny się cieszą, nie?
J: No w sumie tak, tylko my się mniej cieszymy.
N: Tak, tylko generują szereg kolejnych jakichś tam problemów kaskadowo narastających jeden za drugim i potem się robi problem, że ten zbiornik gdzieś tam zarasta albo zielenie, śmierdzi i tak dalej. Ale dla systemu, dla trawnika, dla roślin na rabatach świetna sprawa.
J: Mówimy tutaj oczywiście o zbiornikach powierzchniowych, które są naświetlone przez słońce, nie o zbiornikach podziemnych.
N: Tak, tak, właśnie.
J: Bo tam bez słońca glony nie rosną oczywiście. No dobrze, a masz jakieś preferowane firmy, jeśli chodzi o zraszacze, które ty lubisz stosować?
N: Firmy nie, ale mam swoje ulubione grupy zraszaczy i to najczęściej są od różnych producentów. Tak przykładowo, na przykład, no mamy w sumie, jeżeli chodzi o zraszacze, tak zacznijmy powiedzmy od zraszaczy, no to mamy zraszacze statyczne, to są krótkiego zasięgu. Dla takich ogrodów typowych, przydomowych, nie wchodzimy już tutaj w jakieś większe obiekty typu jakieś boiska i tak dalej.
J: Statyczne, czyli takie, które się nie kręcą, nie ruszają się, po prostu że podnosi, leje i chowa.
N: Mogą się kręcić, ale dysza się w sumie kręci sama, bo są jeszcze wielostrumieniowe rotacyjne, takie jak emperotator przykładowo z Huntera. Więc ze statycznych właśnie lubię emperotatory z Huntera, tam jest seria 1000 i 2000, to są takie, które są sprawdzone przez lata, one się cieszą bardzo dużym uznaniem wśród wykonawców i ogólnie klienci są z nich zadowoleni.
Ale na przykład na mniejsze zasięgi, bo tam emperotator powiedzmy od tych trzech metrów zaczyna się jego użytkowanie, pomijając paskowe rozwiązania, ale takie na planie koła od trzech metrów. To poniżej tego już z Huntera przykładowo nie mamy jakichś super fajnych odpowiedników i wtedy na przykład często używam dysze Precyzje z marki Toro. Bo one też mają niskie wydatki wody, możemy dać ich dużo na jednej sekcji, więc generują małe ilości sekcji. Są dosyć ekonomiczne pod tym kątem i właśnie one zaczynają się już od półtora metra na przykład zasięgu i też mają dysze paskowe, więc to tak jest przeplatane.
J: Co to jest dysza paskowa?
N: Dysza paskowa to jest dysza, standardowa dysza, którą montujemy na zraszaczach leje na planie koła, czyli mamy albo całe koło, albo jakiś wycinek tego koła, a dysze paskowe to jest taka dysza zmodyfikowana technologicznie, która leje na planie paska i to są dysze, które używamy najczęściej na bardzo wąskich i długich trawnikach. One najczęściej mają około 1,20 m, 1,3 m szerokości, tak jakby pola polewania i tam mamy narożne i środkowe i te narożne mają około 4,5 metra długości, środkowe mają po 4,5 na lewo i na prawo, czyli łącznie około 9 metrów.
Czyli po prostu są takie dysze trochę do zadań specjalnych można byłoby to określić, czyli tam gdzie byśmy normalnie musieli dawać bardzo dużo małych zraszaczy na planie koła, tam możemy na przykład dać 4 dysze albo 6 dysz paskowych, gdzie normalnie musielibyśmy zastosować powiedzmy 10, 20 czasami dysz tych takich klasycznych lejących na planie koła.
J: Tak, rozumiem o co chodzi, ale wyobrażam sobie, że rozsył wody z takiej dyszy paskowej zaczynając od zraszacza tak czy siak musi być trójkątny, więc dopiero gdzieś tam dalej dochodzi do swojej pełnej szerokości, czyli musisz dać podwójne pokrycie jedną z jednej, drugiej z drugiej strony.
N: To zawsze, w każdym jednych dyszach.
J: Naprzeciwko siebie.
N: Musi być.
J: No nie, no bo przy pół, na przykład przy połówkach koła jakby nie dajesz ich na wprost, tylko dajesz je na mijankę.
N: Nie, możesz dać na wprost, zależy jaka, bo są różne rodzaje rozstawy, jest rozstawa trójkątna, jest rozstawa kwadratowa. Klasyczna to jest taka najczęściej ja korzystam z kwadratowej, trójkątna jak się gdzieś wpasowuje to też, ale daje się też naprzeciwko. Kwadratowa jest w ogóle najbardziej chyba taka stabilna.
J: Jedno słówko też wyjaśnienia, będę odtłumaczył po prostu za trudne słowa dla tych, którzy dopiero zaczynają w tej historii. Więc wcześniej mówiliśmy o tym, że zraszacz i dysza, no jakby zraszacz to jest ta część, którą montujemy w ziemi i która po prostu wysuwa się do góry i chowa się na równo z ziemią. Natomiast dysza to jest mały element, który albo się wkłada do tego zraszacza, albo się nakręca na zraszacz, ale generalnie jest to taki mały elemencik w zraszaczu, który odpowiada za to jak ta woda z niego wypływa. Czy szerzej, czy więcej, czy mniej.
Więc jakby dobieramy sobie po prostu jedno do drugiego. To w tym celu warto przeczytać katalogi producentów. Ale teraz rozmawialiśmy o tym, że są dwie podstawowe metody rozstawu zraszaczy. Trójkąt i kwadrat, to jakby tak najprościej powiedzieć co chodzi?
N: O co chodzi? Dobra, to już wyjaśniam. Jeżeli chodzi o projektowanie systemów nawadniania, są konkretne zasady projektowe, jeżeli chodzi o rozstawianie tych zraszaczy. Żeby zachować, to wszystko jest po to, żeby zachować równomierny opad, bo to też się jakby rozchodzi przy systemach nawadniania, że chcemy, żeby ta woda spadała równo na całym terenie. Żeby ona spadała równo, musimy zastosować odpowiednią rozstawę. I te rozstawy mają swoje konkretne wytyczne, jak mamy daleko od siebie rozstawiać zraszacze, żeby ten opad był dalej równy. I
żeby po prostu ten trawnik, to głównie chodzi o trawnik, żeby był podlany równomiernie, nie wysychał nam w jakichś tam konkretnych miejscach. I tutaj klasyczne mamy dwie rozstawy. To jest rozstawa kwadratowa, czyli tak jakbyśmy sobie wyobrazili trawnik w kształcie kwadratu, na przykład 5×5 metrów, to wtedy w każdym narożniku mamy po jednym zraszaczu.
J: I w środku?
N: W środku nie, przy metrach nie. Dopiero jak się zaczyna zwiększać nam powierzchnię tego trawnika.
J: Jak już narożniki nie dolewają, to wtedy.
N: Tak, bo to zależy już od proporcji. Chociaż na 5×5 też byś mógł dać na środek, tylko wtedy byś musiał mieć o wiele mniejsze zraszacze. Już nie byłoby czterech, tylko byłoby po trzy w narożnikach i po jednym na środku każdej ściany i jeszcze w środku. Ale na metrów mamy zasięgi zraszaczy, więc wtedy lepiej jest nie rozrabniać instalacji, tylko dać po prostu po jednym w narożniku.
A drugi rodzaj rozstawy to jest rozstawa trójkątna. Ona jest tak trochę kopnięta, że tak to określę. Że po prostu jeden rząd zraszaczy jest przesunięty pomiędzy ten dolny. Czyli się tak jakby punkty, gdzie mamy zraszacz się łączą, jakbyśmy narysowali to na planie, się łączą w trójkąt, jakbyśmy między nimi poprowadzili linię. No i też oczywiście jakbyśmy tutaj przy rozstawie trójkątnej ciężko sobie wyobrazić, może nie ciężko wyobrazić sobie trawnik trójkątny, ale raczej takich trawników nie mamy w ogrodach.
I tutaj może byłoby tak przyrównać do takiego paska długiego, że po prostu jak mamy na długim pasku i byśmy ustawiali te zraszacze w jednym rzędzie, powiedzmy co dwa metry, to drugi rząd naprzeciwko byłby przesunięty o jeden metr.
J: Tak na mijankę.
N: Tak na mijankę, dokładnie. I tutaj zależy od tego jaki mamy ogród, jak nam pasuje akurat dany kształt, co nam warunkuje dany kształt trawnika, to używamy albo rozstawy kwadratowej, albo trójkątnej, albo może nawet taką pośrednią, bo czasami ten kwadrat się rozjeżdża w jakiś taki rąb. Czasami jest w ogóle jakaś taka, trzeba zastosować jeszcze jakąś inną taką zupełnie powiedzmy nie katalogową rozstawę, ale te dwie są takie najbardziej bazowe.
J: I one dają pokrycie podwójne, potrójne?
N: Pokrycie w sensie?
J: Każdego kawałka trawnika.
N: No przy trójkątnej masz tak, że się trzy nakładają na siebie, przy kwadratowej masz cztery, ale jakość nawadniania jest taka sama, bo to ile wody one rozprowadzą na danym terenie, to już obliczamy ze wzorów na czas nawadniania każdej sekcji. Więc zachowując tak by odpowiednie zasady, żeby one nie były za daleko od siebie, bo tam są konkretne zasady projektowe, najlepiej na przykład przy rozstawie kwadratowej jest, żeby zraszacz dolewał do drugiego i tak z każdej strony. Czyli jak mamy właśnie ten trawnik, o którym wspomniałam pięć na pięć, to najlepiej, żeby zasięgi tych zraszaczy też miały pięć metrów.
Ale możemy się tam troszeczkę rozsunąć, bo wiadomo, że nie mamy takich idealnych trawników wszędzie w ogrodach i wtedy możemy do 60% średnicy takiego promienia się rozsunąć, czyli na pięciu metrach to by było bolej, że do około sześciu. Czyli jakbyśmy mieli trawnik 6×6, to też około pięciu metrów zasięgu byłoby dalej okej.
J: Jeżeli stosujesz się do tych zaleceń, o których mówiłaś, to tak samo w tabelach producentów masz podane wtedy informacje jaki będzie opad z danego zraszacza w zależności od rozstawy, czy w trójkąt, czy w kwadrat.
N: Tak, tylko tam jest podane zawsze idealna rozstawa, czyli jeden do drugiego, jakby ta wzorcowa, a jak nam się troszeczkę zmienia, także trochę rozsuwamy te zraszacze, to już ten opad trzeba obliczyć samodzielnie, bo on już, ten katalogowy już nie będzie się pokrywał z tym, co my zaprojektujemy.
J: Bierzesz pod uwagę też rodzaj gruntu?
N: Tak.
J: I jeździsz na budowę do klientów, sprawdzasz sobie ten grunt jaki jest, na podstawie wywiadu pewnie też?
N: Rzadko jeżdżę do klientów, większość projektów jest robiona zdalnie, ale przeprowadzam szeroki wywiad i klienci udostępniają mi szereg informacji. Tam mam chyba z 15-20 pytań jest na dzień dobry do odpowiedzi przez każdego klienta. Każdy klient dostaje taki zestaw i tam między innymi też pytam o rodzaj gruntu, czasami dostaję, bo klienci często mają na przykład po budowie domu, gdzieś tam mają jakieś profile geologiczne, tak ziemi i tak dalej, więc jak mają takie badania to też podsyłają, a jak nie mają to po prostu mówią, że grunt jest na przykład piaszczysty.
Nawet jestem czasami bardzo pozytywnie zaskoczona, bo ludzie w większej ilości potrafią powiedzieć jaki mają rodzaj ziemi, że na przykład jest to ziemia właśnie piaszczysta z domieszką gliny albo coś tego typu, mówią, ładnie mogą to określić czy zalega woda czy nie zalega, często też dostaję informacje, że na przykład w jakimś fragmencie ogrodu jest cięższa ta gleba, w innym jest to lżejsza i też możemy pod to rozplanować potem podział na sekcje. Ale tak, ogólnie biorę to pod uwagę.
Przy samym projektowaniu nie ma to dużego znaczenia, bo tak jakby rozstawa zraszaczy się nie zmienia niezależnie od tego, jaką mamy glebę. Ale już podział na sekcje, żeby po prostu tam, gdzie na przykład ta woda będzie dłużej zalegała, żeby można było lepiej optymalizować czas pracy.
J: Tak, niezależnie ją włączyć z tą sekcją.
N: Dokładnie.
J: Niezależnie ją włączyć. Ustawić jej inny czas.
N: Żeby tej wody powiedzmy spadło mniej lub też pod kątem tego, żeby wyrównać szanse infiltracji tej wody w glebę. Czyli żeby na glebach takich bardzo mocno nieprzepuszczalnych, żeby nie rozlać na raz na przykład 8 milimetrów wody, tylko żeby tę sekcję można było puszczać powiedzmy trzy razy z odstępami co dwie godziny, żeby miała czas na wsiąknięcie. Czyli na przykład byśmy puszczali na przykład 3 milimetry, 3 milimetry i na końcu 2 milimetry przykładowo wody.
J: Tak, tak, tak.
N: Ale tak, to zawsze biorę pod uwagę. I w opisie po prostu danego systemu, tam gdzie mam taką tabelę zestawioną z czasem nawadnienia dla każdej sekcji z osobna, jaki wychodzi z obliczeń, jest informacja, że ze względu na przykład na typ gleby, bo to nie musi być nisko przepuszczalne tak samo na przykład jak jest zbyt wysoka przepuszczalność, jak mamy piaski, to też nie chcemy wylać za dużo wody na raz, bo ta woda nam pójdzie zbyt głęboko i ona jest wtedy wodą straconą. Więc w tych uwagach zawsze piszę, co zrobić z tym fantem.
J: Czyli podlewać po trochu?
N: No to właśnie piszę, że ze względu na to, że jest na przykład ziemia gliniasta, może wystąpić konieczność podziału czasu startu sekcji, czyli na przykład jak normalnie sekcja jest obliczona, że powinna działać załóżmy 20 minut.
J: Tak, ale na piaszczystej.Na piaszczystej podobnie?
N: Tak samo, no podobnie. Tak, bo tutaj z jednej strony nie chcemy, żeby zalegało, a z drugiej strony nie chcemy, żeby uciekało w głąb ziemi. Więc też po prostu musisz to podzielić, żeby ta woda wsiąkła na tyle nisko, żeby rośliny mogły z niej wyciągnąć jak najwięcej.
J: I później znowu im dostarczyć. Tak. Ale w takim razie w takich krótkich cyklach, tylko w jakich na przykład co ile godzin?
N: To już trzeba obserwować, no bo każdy grunt jest inny, nie? Więc to też jest tak, że jak już mamy zainstalowany ten system, to ten system, no myślę, że przez pierwszy sezon, dwa powinien być pod stałym nadzorem każdego użytkownika. Który powinien sprawdzać, zobaczyć jak, patrzeć jak się ten ogród zachowuje, ta roślinność i do tego już potem doprecyzować. Bo te wyjściowe wartości, które na przykład my wyliczamy, no ze wzorów, tak? Ile czasu powinno, powinna działać dana sekcja.
No potem w rzeczywistości wiadomo, każdy ma w swoim ogrodzie inny mikroklimat. Ta gleba się może gdzieś tam różnić, potem się coś może zmienić, jakieś fragmenty ogrodu mogą być, w tym momencie na przykład nie są zacienione, a po paru latach już są. I to trzeba obserwować na bieżąco sobie, tak by dopracowywać ten harmonogram nawadniania.
Więc tak jeden do zero nie jestem w stanie powiedzieć.
J: No właśnie, my też oczywiście przygotowujemy na koniec projektu tabelę ze sugerowanym czasem, od jakiego warto zacząć i bardzo wyraźnie drukowanymi dokumentacji na żywo mówimy klientom, że system automatycznego nawadniania nie jest systemem bezobsługowym.
N: Tak, nie jest.
J: To po prostu wspiera ogrodnika, żeby miał trochę mniej pracy, a nie zostawiam, zapominam i po prostu będzie fajnie, bo nie będzie.
N: Tak, no nie, dokładnie. Bo to jakby, no nie wiem, ja w ogóle wychodzę z założenia, że nie ma nic w ogóle, co jest bezobsługowe. Zawsze jest potrzebny jakiś serwis, zawsze jest potrzebne jakieś doglądanie. No to nie jest tak, że bezobsługowo nie musimy nawadniać, czyli nie musimy fizycznie stać z wężem i nawadniać. Ale sam system nie jest taki, że powie, co mu się dzieje i że tutaj na przykład więcej wody spadło, tam mniej, albo że ta gleba potrzebuje rozdzielić czas.To już trzeba po prostu na bazie własnych obserwacji.
J: A te różnice w glebach przepuszczalnych i nieprzepuszczalnych są naprawdę potężne.
N: No, potrafią być bardzo duże.
J: Tak, to ile ta woda po prostu powinna się teoretycznie latać. Znaczy to też tabele jakby pokazują fajnie.
N: Znaczy wodę… przelewanie wody to jest tak jakby w drugą stronę, bo ty już założenia projektujesz.
J: Inaczej, chciałem powiedzieć, ile powinniśmy jej dostarczyć.
N: Tak, ale dostarczasz jej tyle samo, tylko bo roślina ma takie same potrzeby, bo ucieka woda przy roślinie przez część zieloną, czyli przez parowanie.
J: Po transpiracji.
N: Tak, więc jakby wody musisz dostarczyć tyle samo, jeżeli jest jej deficyt, tylko bierzesz pod uwagę glebę pod tym kątem, jak rozdysponować tą wodę, żeby ona nie zalegała, albo żeby nie uciekła nam w głąb. I wtedy właśnie dzielimy te czasy nawadniania na krótsze sekwencje, żeby miała szansę na przykład właśnie się powoli rozsączyć, przykładowo na glebie średnio przepuszczalnej.
J: Tak, tak.
N: Ale wodę zadajemy tyle samo i tak jakby od tego w ogóle na dzień dobry możemy już powiedzieć, ile wody będzie taki system pobierał na daną powierzchnię, bo to się właśnie z powierzchni oblicza, tak w uśrednieniu.
J: No. No tak, tak, tak, ale jednakże na glebie przepuszczalnej nie podasz tyle samochodu co na glebie nieprzepuszczalnej, to się po prostu nie uda. Będziesz musiała podać trochę więcej, nawet jeżeli zastosujesz mądre cykle.
N: Niekoniecznie.
J: Niekoniecznie?
N: Nie. Zależy też w ogóle jaki jest na przykład stan zakrzewienia, zakorzenienia, ukorzenienia roślin, no nie? Bo na przykład jak już jest trawnik, który jest już ukorzeniony, ma gęste te korzenie, no to on sobie pobierze tą wodę. Więc tylko, że właśnie kwestia tego, że trzeba będzie na przykład rozdzielać. Czasami można nawet rozdzielić na trzy czasy albo cztery. No teraz sterowniki pozwalają nam na coraz różniejsze jakieś tam modyfikacje.
Ale nie wykluczam, że gdyby było bardzo takie, powiedzmy, chamsko przepuszczalne, za przeproszeniem, podłoże, no to żeby wtedy gdzieś ta woda mimochodem by uciekała za mocno w głąb. Więc wtedy, tak, może być taka sytuacja, że trzeba będzie trochę więcej podać. Ale to by musiało być naprawdę w podłoże bardzo przepuszczalne i raczej na wstępnym takim etapie, jeżeli chodzi o rozwój roślin.
J: No wiadomo, że jeżeli ta roślinność już się rozrośnie i stworzy się jakaś w glebie też warstwa próchniczna, to jest kluczowe, która tą wodę będzie mogła przytrzymać. Ale też jakby stworzy się struktura tej gleby, no bo często po założeniu ogrodu to jest po prostu, że tak powiem, luzem nasypany taki żwir glebowy i on też nie ma zdolności przytrzymywania tej wody. Dopiero musi się to wszystko uleżeć, powstać struktura odpowiedniej pojemności i to zajmuje lata właściwie.
Ja sobie teraz jak o tym wszystkim opowiadasz, już przeglądam katalog swoich doświadczeń, a mamy takie doświadczenia rodzinnej działki około hektarowej, która teoretycznie jest na gruncie takim całkiem fajnym, nazwę to o przeciętnej glebie ogrodowej. Ona nie jest ani piaszczysta, ani gliniasta. Teoretycznie jest skałą macierzystą, w okolicy będą piaski, ale w tym akurat miejscu ona jest taka trochę tłuściejsza i fajna.
Na jednej części działki mamy taką glebę, jest trawnik, ogród ozdobny itd., a na drugiej części mój tata już lata temu wykopał staw i kopiąc ten staw wysypał ziemię z kolei obok, więc podniósł ziemię o jakiś metr i właśnie takim materiałem już bardzo mocno przepuszczalnym. No i tam też oczywiście powstał ogród ozdobny, przez ostatnie 40 lat. I jest taka różnica w tych różnych glebach i moje dzieciństwo.. do dzisiaj właściwie funkcjonuje.
Mój tata prowadzi firmę ogrodową, ma ekipę wykonawczą, nie założył sobie nigdy żadnych systemów nawadniających, wszystko jest podlewane ręcznie. To w ogóle taka mała gwiazdka kilku mistrzów, od których czerpałem doświadczenia, m.in. z Polski Zbigniew Szumilas, szacowny ogrodnik, i również mistrz Berg z Niemiec, oni też nigdy nie zakładają systemów nawadniania, wszystko jest zawsze podlewane ręcznie. No i mówię, to właśnie moje dzieciństwo, bo cytuję: “Dobra, idź przestaw zraszacz.”
I to wiesz, jest ten cykl przestawiania tego zraszacza, ale też to, że wiesz kiedy go przestawić, że przez lata obserwujesz to, ile tej wody trzeba wlać, żeby było dość i wystarczająco, a niepotrzebnie też nie za dużo i żeby ten ogród rósł fajnie, a naprawdę rośnie fenomenalnie, jeżeli się go podlewa. To jest jakby przeskok kosmiczny. No to może też do tego wrócimy, ale jakby te systemy naprawdę robią robotę.
N: Ale wiesz, bo na przykład…
J: Tylko jakby spuentuję, że jakby to doświadczenie, wiesz, tego przestawiania zraszacza w kolejne miejsca i jakby lokalizacji tego zraszacza i tego jakby pokrycia wiesz, no nigdy nie trzykrotnego, czterokrotnego w tym samym miejscu, ale podwójnego, tak jak najbardziej. No jakby te doświadczenia dały mi później taki wiesz ogólny jakby pomysł na to, jak planować te systemy nawadniania i jakby robić się znacznie prościej niż te obecne.
No przepraszam, taka dygresja, ale myślę, że jednak grunt piaszczysty no potrzebuje trochę więcej tego podlewania. Ale to jest bardzo dobre spostrzeżenie, które dałaś. Szczerze mówiąc dałaś mi dużo do myślenia i muszę stąd, że tyle samo wody możesz wylać i na grunt przepuszczalny i na grunt gliniasty, jeśli zastosujesz odpowiednie cykle. No to jest wielkie wyzwanie.
N: No bo to są te cykle w ogóle tak jakby na tych sterownikach, no nie?
J: Ale jak mądrze dobrać te cykle? Jak myśleć o nich, żeby je dobrze zaplanować?
N: No to jest właśnie baza obserwacji, nie? Najpierw sobie masz wstępne, masz obliczenia, ile ma działać ogólnie dana sekcja, żeby rozlała tyle i tyle wody, ile chcesz rozlać. Czyli na przykład, nie wiem, 4, 5, 8, milimetrów, no zależy jak tam, jak jest ustalony harmonogram i grafik.
J: No ja zwykle wychodzę z założenia, żeby podlać raz na trzy dni właśnie te kilkanaście.
N: No to raz na trzy dni to by pasowało na przykład trawniku około 12 milimetrów wody, no nie? Ja sugeruję zawsze co trawnik co drugi dzień, ale to też zależy od trawnika, bo jeżeli ktoś właśnie chce mieć trawnik taki, że on nie musi być taki idealnie wymuskany, to spokojnie można podlewać rzadziej jak najbardziej, ale większą dawką właśnie, po to, żeby uzupełnić te braki, ale jak są trawniki takie mocno wypielęgnowane, często koszone, często z jakimiś tam, no nie wiem, nawożone i tak dalej, no to one potrzebują po prostu, żeby je nawadniać częściej.
Ale to, o czym ty powiedziałeś z tymi zraszaczami takimi przenośnymi, to jeszcze tylko tak powiem pokrótce, że te zraszacze mają taką samą charakterystykę nawadniania, jeżeli chodzi o jakość, jak te wynurzalne, bo tak jakby to jest ta sama zasada działania, tylko ten działa tak jakby na statywie, a tamte są schowane w ziemi. Więc jeżeli na przykład znamy zraszacze i najbardziej obserwacji, myślę, że przez lata możemy wypracować sobie już jakąś taką intuicję, gdzie, ile powinno się nawadniać.
Jedyny minus jest taki, że nie wiesz, ile tej wody będzie infiltrować w głąb, czyli ile jej stracisz, bo może być tak, że rośliny już dostaną tyle, ile potrzebują, ale na przykład powiedzmy 30% pójdzie w ziemię, czyli będzie wodą straconą pod kątem nawadniania. Jeszcze jakby to była na przykład deszczówka, no to już w ogóle łezka w oku może się zakręcić.
J: Że się traci…
N: Ta woda nie jest stracona, bo wiadomo, że jak ona pójdzie w grunt, to nie stało się największe zło, ale pod kątem tak jakby utrzymania roślin, no to tam już każda kropla. A przy nawadnianiu automatycznym przez to, że to jest po prostu tak naprawdę czysta matematyka, wszystko jest przeliczone, są konkretne wzory, mamy większą kontrolę, ile tej wody spada i to w sumie dane wyjściowe przy projektowaniu, potem jak się przeliczy przez dane wyjściowe, powinny pokrywać się z tymi wstępnymi założeniami.
Więc ta automatyka taka, bo nawet na statywach też by można było zrobić automatyczne, tak nawet się robi, no nie wiem, w szkółkach, tam drzew i krzewów, czasami na jakichś boiskach sportowych.
J: Na sterownikach bateryjnych można też.
N: Też, też, więc tak samo można nad tym zapanować. Ale przy ręcznym po prostu podlewaniu zawsze jest to ryzyko, że albo gdzieś nie dolejesz, bo będzie chwilę za krótko, albo przelejesz po prostu, no i ta woda po prostu pójdzie w głąb, no nie, i to jest tyle. Ale zasada jest taka sama.
J: No tak, właśnie, nigdy nie wiesz, że po prostu przelejesz. Musiałabyś bardzo precyzyjnie tego pilnować.
N: Trzeba było wychodzić z jakimś czujnikiem. Tak, tak, no, a tam właśnie jest tak, że jak już jest wszystko na stałe rozstawione, no to tam się już nic nie zmienia, no nie, więc ta kontrola nad rozlewaniem tej wody, nad dystrybucją jest po prostu większa.
J: No tak, ale to widzisz, też powiedziałeś, mamy większą kontrolę, ale też pojawia się punkt takiej wielkiej niewiadomej, no bo powiedzmy, że wymyślisz sobie, że chcesz trawnik podlewać raz na trzy dni i przewidzisz 12 milimetrów i sobie przeliczysz ile musisz tej wody wlać, ale w myśl o zasady dlaczego 12, no bo 4,2 milimetry teoretycznie rośliny powinny dostać dziennie, wliczając już jakby ilość odparowywaną z liścia.
N: Tak.
J: Więc te milimetry dziennie powinny spaść, ale jeżeli wlejemy na przykład 12 milimetrów na 3 dni, to i tak nie wiesz, czy ten grunt nie był na przykład na tyle przepuszczalny, że on połowę tej wody zmarnował i puścił w głąb. Nie wiesz tego. Możesz obserwować tylko rośliny i na wyczucie mówić, no kurczę, coś im było za mało, zwiększaj.
N: Ale tak, no wiadomo, nie mamy takiej nigdy pewności 1 do 1. To na bank, no bo musielibyśmy siedzieć w tym gruncie i mieć tam jakieś aparatury, w każdym miejscu, nie wiem, siatkę sobie taką zrobić, jakieś czujniki na całej siatce w ogrodzie, czego się oczywiście nie stosuje. Ale mamy czujniki, które odpowiadają za uruchamianie się tego systemu. Więc one, są w sumie dwa podstawowe rodzaje.
Jeden to jest czujnik deszczowy, taki najbardziej klasyczny, drugi to jest czujnik wilgotności gleby. No te wilgotności gleby, one siedzą w tej glebie, tylko też to one siedzą w reprezentatywnym miejscu, bo czasami jest jeden, czasami można podłączyć kilka, ale mimo wszystko one zczytują właściwości z jakiegoś jednego punktu. No czujnik deszczowy podobnie, ale dla niego właśnie trzeba wybrać takie miejsce, żeby on gromadził opady, tak jakby powiedzmy też reprezentatywnie względem całego ogrodu i on potem odparowywuje.
J: Tak, on powoli wysycha i od razu nie uruchomi.
N: Tak, i on właśnie ma na celu naśladowanie procesu odparowywania też wody z gleby i na samym czujniku mamy też możliwość zwiększenia lub zmniejszenia czułości i to właśnie jest kolejna kwestia optymalizacji systemu, że na początku startujemy od jakichś danych takich wyjściowych, które gdzieś tam wyszły nam z obliczeń, a później dostosowujemy już m.in. też na czujniku deszczowym tą czułość, jeżeli nasza gleba jest mało przepuszczalna, trzyma dobrze na przykład tą wilgotność, no to wtedy ta czułość powinna być mniejsza, żeby ten system uruchomił się jeszcze później, skoro nasza gleba ma dobre właściwości zatrzymywania wody.
A i odwrotnie w drugą stronę, jeżeli mamy glebę bardzo przepuszczalną, która szybko będzie wysychać, no to wtedy na tym czujniku możemy zwiększyć czułość. Także jest jeszcze kilka różnych rozwiązań, a dodatkowo jeszcze, no teraz jesteśmy już w XXI wieku, mamy wysoką technologię, teraz każdy chce mieć sterownik z aplikacją ze sterowaniem Wi-Fi, coraz więcej klientów się decyduje w ogóle na pominięcie…
J: Korzysta z danych pogodowych dla tego jednego miejsca.
N: Tak, albo ze swojej stacji pogodowej, czasami mają klienci, bo są często te smart home systemy, gdzie klient ma swoją stację pogodową gdzieś zainstalowaną, albo właśnie z takich danych meteorologicznych ogólnodostępnych. Przy czym ja akurat nie zalecam, żeby pozbyć się całkowicie czujnika, no chyba, że się ma tą swoją stację, ale jeżeli korzystamy z danych z sąsiednich jakichś tam miejsc, stacji pogodowych w pobliżu naszej działki, no to ja bym je tak sugerowała, żeby ten czujnik był. Bo nieraz jest tak, że opad jest u sąsiada, a u nas może już nie być. Tak, bo nad tym nie mamy też kontroli.
J: Tak, tak, ja jestem straszną konserwatystą i oczywiście montuję też te sterowniki z Wi-Fi, ale tylko te, które mają też pokrętło.
N: Tak, bo są teraz w ogóle programowalne tylko i wyłącznie z poziomu aplikacji, że nie ma żadnego guzika.
J: Przyznam szczerze, że doceniam. Oczywiście to jest cenne, że on może korzystać z tych danych pogodowych, ale jest to niebezpieczne z drugiej strony, że daje właśnie taki pomysł właścicielowi ogrodu, że o, nie muszę się już tym zajmować, że to po prostu myśli za mnie, a później się okazuje, o kurczę, jednak nie za dobrze pomyślało.
Ale to jak rozmawialiśmy o czujnikach, co w ogóle jeszcze chciałbym takim, żeby drukowanymi literami wybrzmiało dla ciebie słuchaczu, że te systemy są obsługowe. Tak jak mówimy o tym, że czujnik deszczu ma możliwość regulacji swojej czułości, no to jakby trzeba to regulować. Może trzeba do tego podchodzić na takiej zasadzie, żeby przyjąć pewien plan, który jest założony, no na pewno z projektu, a później go po prostu na przykład o jeden punkcik zwiększyć i zobaczyć, czy rośliny cierpią, czy nie cierpią i odwrotnie.
N: Dokładnie tak.
J: I dojść sobie do tego indywidualnie.
N: I w pewnym momencie dojdziemy do tego. Na bazie obserwacji możemy bardzo ładnie wyregulować już sobie ten system. Idealnie, powiedzmy względnie idealnie pod potrzeby danego ogrodu i pod specyfikę danego ogrodu, jeżeli chodzi o właśnie glebę, mikroklimat i inne różne czynniki, wiatr, które na przykład mogą wpływać na to, jak szybko dany ogród też wysycha. Na przykład wiatr też będzie wpływał na to, że ta woda będzie szybciej uciekała z gleby.
J: Tak, tak. Mówiąc tylko wyregulować, mamy na myśli efekt taki, że rośliny dostaną tyle wody, ile faktycznie potrzebują, a nie za dużo, żebyśmy za to nie przepłacali. Ale to nie znaczy, że wyregulować i na przykład po jednym roku już kolejne lata będą działać automatycznie. Nie, to zawsze jest regulowane, bo kolejne lata są inne.
N: Mogą być inne, ale myślę, że tak jakby pierwsze, sezon dwa są kluczowe, bo wtedy po prostu najwięcej możemy takich rzeczy, które już potem będą rzeczywiście stałe, albo będą wymagały później już niewielkich mini regulacji.
J: Szczególnie jeśli chodzi o trawniki, gdzie ta sytuacja jednak jest dość stabilna, bo przy reszcie ogrodu, który wzrasta, no to jednak możemy sobie powoli odłączać te rzeczy.
N: Tak, tak, tak. Ja też to zawsze sugeruję, żeby po prostu linia kroplująca na początku działała, ale potem, żeby tego nie robić. A są na przykład tacy klienci, co zamawiają czasami projekt nawadniania tylko na rabaty i tylko dla rabaty istniejące wieloletnie. Wtedy się zawsze zastanawiam, dlaczego i po co. No ale jak już ktoś chce, no to zaprojektować zawsze można. Liczę na to, że po prostu potem te osoby nie korzystają z tego w takiej skali, jak rośliny młode, które potrzebują rzeczywiście tego nawadniania. Ale są też takie osoby.
J: To jest kwestia tego, jako ogrodnicy chcemy zrobić coś innego niż natura sama. No ja tutaj próbuję jak najwięcej tej naturze oddać pola, ale to jest bardzo trudne w sercu i umyśle ogrodnika, bo jednak my się upieramy na różne rzeczy. A chciałbym to, a chciałbym jeszcze tamto, a chciałbym taki krzaczek, bo taki ładny itd.
I w efekcie nasze ogrody stają się kolekcjami rzeczy, które niekoniecznie są dopasowane do warunków. Same by tam nie wyrosły, ale my jesteśmy uparci, że chcemy je mieć. A im dłużej rosną, tym bardziej chcemy, żeby były trwałe i nie usychały np. No i wtedy je trzeba utrzymywać. Mam taką koleżankę, projektantkę ogrodów, Agnieszkę Hubeny-Lukowską i ona mówi, że te rośliny, co są angielscy, pacjenci pod kroplówką ciągną, bo trzeba im nieustannie podawać.
N: No niektóre tak, ale najbardziej to trawnik. Ale są też takie rośliny, które będą… Właśnie, to jest temat rzeka, bo jeżeli chodzi o nawadnianie np. na rabatach, to jak jest źle prowadzone takie nawadnianie, to te rabaty mogą się ukorzeniać bardzo płytko. I wtedy jest problem, bo nawet są przypadki, gdzie się roślina przewraca. Bo jak ktoś nie umie…
Nawadnianie trawnika odbywa się inaczej niż nawadnianie rabat. Rabaty np. powinniśmy nawadniać raz w tygodniu, czasami nawet raz na dwa tygodnie. Jak są młode rabaty albo na jakimś tam, nie wiem, na stropu dachu np. to tam powiedzmy dwa razy w tygodniu, ale o wiele większą dawką wody niż trawnik, żeby właśnie te korzenie miały tą wilgoć niżej i żeby szukały wilgoci do dołu, żeby szło.
A jak są systemy, gdzie np. bardzo często spotykam takie przypadki, gdzie ludzie sobie zamawiają powiedzmy projekt, mamy to są szkice w jakichś hurtowniach, za darmo najczęściej albo w ramach zakupu sprzętu. I albo nie mają w ogóle informacji na temat tego, ile ma działać dana sekcja, żeby rozdysponowała konkretną ilość wody, bo w takich, nie oszukujmy się, w takich projektach nikt tego nie liczy w ogóle w żaden sposób, albo są np. wytyczne, że wszystkie sekcje działają 20 minut. I nieważne, czy to jest zraszacz, który powinien działać 5 minut, czy godzinę, bo są takie rozbieżności przy zraszaczach.
J: No tak, są takie rozbieżności między statycznymi a rotacyjnymi.
N: Tak, tak, no rotacyjne potrafią godzinę działać, a są statyczne, które są nawet na 3 minuty.
J: I koniec, tak.
N: I teraz jak damy wszystko na , to nie ma bata, żeby się to…
J: Tu będzie bagno, a tam pustynia.
N: Tak, dokładnie, dokładnie. I tak samo właśnie jest z linią kroplującą. Jeżeli puścimy linię kroplującą, nie wiem, co drugi dzień 20 minut albo nawet raz w tygodniu, ale 20 minut, to tak nie może to wyglądać, nie? I jeżeli jest źle prowadzony system i jest nie zoptymalizowany i on od początku właśnie zadawał wodę płytko przy rabatach, no to te rośliny mogą być właśnie takimi anglikami, jak to powiedziałeś, pod kroplówką.
J: Tak, tak, tak. Wybiegnięte są później, wywracają się.
N: Tak, no.
J: To prawda. Czy ty używasz w swojej praktyce w ogóle czujników wilgotności podłoża przy ogrodach prywatnych?
N: Przy ogrodach prywatnych tak, ale tylko jeżeli klient wskaże, że chce, bo są klienci, którzy mówią, ja chcę czujnik wilgotności chleby. No to okej, no zawsze ten czujnik można wymienić, jakby coś mu tam nie pasowało później, to wrzucam. Albo na przykład w ogrodach prywatnych, gdy mamy też stropodachy, bo się zdarzają takie, no nie?
Że mamy na przykład jakieś garaże podziemne na małych działkach czy coś i mamy małą ilość substratu na tym stropodachu. No to wtedy lepiej jest mieć czujnik wilgotności, no bo jednak to nie jest taka typowa klasyczna gleba, tak jakby grunt rodzimy i ten czujnik deszczowy może już nie odwzorowywać tych warunków odparowywania tak, jak to się rzeczywiście dzieje w takim miejscu.
J: Tak, tak, tak, no mam podobne doświadczenia, chociaż powiem Ci, że w paru przypadkach na takich dachach zielonych montowaliśmy czujnik deszczu, ale w większości nie montujemy nic i mówię, że to trzeba po prostu obsługiwać ręcznie, ale tak naprawdę w sezonie to się leje przez cały czas.
No powiedzmy, że wiosną można sobie to zmniejszyć, to też fajne jest to ustawienie budżet na sterownikach, że można czasowo zmniejszyć same wszystko o 50% na przykład.Ale no zwykle na tych dachach zielonych, ogrodach na dachach zielonych to po prostu trzeba to podlać raz dziennie, raz na dwa dni i wtedy to żyje.
N: No zależy też co jest nasadzone.
J: No myślę o intensywnych ogrodach, nie o ekstensywnych, bo wtedy zupełnie nie potrzeba, ale o intensywnych. Fajna jest strasznie też taka nowa technika, ale to przy ogrodach prywatnych myślę się bardzo rzadko będzie spotykać, ale widziałem to na publicznych realizacjach, że cały dach staje się rezerwuarem wody, w ogóle jakby zbiornikiem retencyjnym.
N: A to mówisz o dachach bagiennych?
J: A to o dachy bagienne, to swoją drogą, ale też takie, które mają…
N: Ale one retencjonują?
J: Tak, retencjonujące.
N: I wykorzystują potem, tak by można to wykorzystać niżej, czy to jest na potrzeby tego dachu zieminowego?
J: Na potrzeby dachu zieminowego.
N: No to tak, no są takie, tak, tak, tak. Tylko, że też wtedy musi być dach odpowiednio obliczony, żeby miał taką nośność inną, nie? Bo tak jakby to są… No właśnie właśnie rozwiązań różnej maści jest dużo różnych fajnych, ale no niestety większość rozwiązań, które są fajne są w tym momencie drogie w wykonaniu, nie? To najczęściej się spotyka przy inwestycjach publicznych, jakichś deweloperskich, bo tam często są pieniądze na to, albo nawet są wytyczne, że muszą mieć jakieś tam różne rozwiązania.
A w ogrodach prywatnych, no to jak klient ma pieniądze, albo jest taki pro do przodu, jeżeli chodzi o takie nowinki i jakieś takie fajniejsze, nowe rozwiązania, chociażby odnośnie do retencji wody, no to też. Ale większość klientów, no to już nad tym zbiornikiem nawet podziemnym już ten portfel płacze i się nie decydują, no nie? Bo to są koszta.
J: Jak trafiają do Ciebie klienci indywidualnie, sami się zgłaszają? Czy częściej dostajesz branżę po prostu od innych projektantów do wykonania?
N: Ja większość klientów mam z branży, czyli wykonawcy lub projektanci. Myślę, że to jest 70%. Zdarzają się też klienci indywidualnie, np. z instytucji jakichś takich państwowych, typu jakieś urzędy miast, które gdzieś tam do przetargu np. potrzebują, aby jakieś uczelnie mają swoje tereny i przy uczelniach np. projektujemy systemy. A osoby prywatne albo z polecenia, albo po prostu z internetu gdzieś tam je znajdują i same się zgłaszają.
Znaczy, że tam jakąś reklamę też mam czasami puszczoną w okresie letnim, chociaż ostatnio powiem szczerze, że puściłam i zobaczyłam, co się dzieje na rynku, że teraz jest taki dziwny czas, jeżeli chodzi o ilość hurtowni, takich mikro hurtowni bym powiedziała, gdzie każdy chce po prostu sprzedać ten system taki bardzo popularny teraz do samodzielnego montażu, że ja się staram w tym momencie nie być aktywna powiedzmy w takiej walce “o klienta prywatnego”.
Ale raczej właśnie jeżeli klient się prywatnie zgłasza to sam i to często są klienci, którzy mają duże działki, więc widzę jakąś taką prawidłowość. Możliwe, że po prostu osoba, która ma dużą działkę wie, że to będzie już duża inwestycja, może się boi zaufać takim osobom, które dają projekt gratis w ramach zakupu sprzętu, bo ja sama nie sprzedaję tylko projektuję.
J: Tak, tak, tak. Twoja marka to jest Zielone Nawodnione.
N: Tak jest.
J: I założyłaś też grupę na Facebooku.
N: Tak jest.
J: Dla takich ludzi.
N: Tak, tak.
J: Z tego co widziałem, to ta grupa ma całkiem sporo użytkowników i tam ludzie są dosyć aktywni. Jak ktoś wrzuca pytanie, tam faktycznie komentarzy bardzo dużo pod każdym pytaniem.
N: Są, są. Chociaż właśnie w tym roku jakoś tak trochę porzuciłam tą grupę, mało tam zaglądam, ale to czasowo po prostu na te studia podyplomowe.
J: Chyba żyje swoim życiem.
N: Ale żyje swoim życiem, tak. No i jak to zawsze jest na okres wiosenny, jak rusza sezon, to nagle tabuny ludzi chcą dołączyć do grupy, bo to po prostu są osoby, które planują system nawadniania w swoim ogrodzie lub firmy wykonawcze, projektowe. No i tam się pojawiają różnego rodzaju, różne pytania. Więc swoją drogą taka grupa też potrafi być skarbnicą wiedzy.
Ja bardzo lubię w wolnym czasie, najczęściej gdzieś tam na jesień, zimą sobie na przykład przeglądam, co tam się działo na tych grupach i kto o czym pisał i jakie osoby, jakby komentatorzy co odpisywali, bo to czasami są na przykład wykonawcy z dużym doświadczeniem. No i tam podsuwają jakieś fajne rzeczy, więc się może nawet czegoś fajnego nauczyć.
J: Tak, tak. Też właśnie spędziłem trochę czasu na tej grupie, czytając tylko co ludzie piszą.
N: Niektórzy piszą głupoty, a niektórzy potrafią powiedzieć coś fajnego.
J: Są ludzie na różnym poziomie, ale też pocieszające jest to, że dużo jest ludzi, którzy mają to mocno obcykane.
N: Mocno, ale mimo wszystko większość osób ma jakieś braki. Nie wszystko się spina do końca, dużo już gdzieś tam jest jakby kropek, ale między nimi nie ma jeszcze połączenia.
J: Jakie braki najczęściej zauważasz?
N: No właśnie na przykład są wykonawcy, którzy są bardzo doświadczeni, przykładowo, ale projektują sami w ogrodzie i przykładowo, nie mają w ogóle, nie wyrównują opadu na dyszach. Jak mamy na przykład zraszacze rotacyjne, one, jak mamy na jednej sekcji 90 stopni na przykład i 180, to musimy wyrównać opad. Albo zastosować specjalne dysze, na przykład Reinbert ma takie dysze MPR-y do zraszaczy rotacyjnych, które mają ten opad wyrównany.
I ludzie na przykład zostawiają na jednej dyszy, nieważne czy to jest 90 stopni czy 189, a zraszacz obraca się z taką samą prędkością niezależnie od kąta nawadniania, więc tak jakby jeszcze na dziewięćdziesiątce zostawimy i sto-osiemdziesiątce taką samą dyszę i na to już na dzień dobry wiemy, że sto-osiemdziesiątka da na swoim polu obsługi połowę mniej przykładowo.
Druga kwestia bardzo, która kuleje to jest kwestia zrozumienia jak działają pompy i jak działa w ogóle ciśnienie w całej instalacji systemów nawadniania. Po prostu z pompami to są takie jaja, że ludzie, ja potrafię mieć klienta, który jak dostaje informację jaką mu tam ktoś zainstalował pompę, to ja się łapię za głowę, bo ta pompa na przykład daje 8 atmosfer i nie ma falownika i tam mu wszystko już się napina, wygina i tak dalej albo cały czas odcina tą pompę, bo ona taka jest mocna, że dobija ciśnienie w instalacji i się wyłącza, więc dużo jest takich zagwozdek.
A kwestia na przykład obliczenia czasu nawadniania to też jest, tak jak mówiłam, że to jest bardzo częsta praktyka do dzisiaj spotykana w ogrodach, że wszystkie sekcje 20 minut i koniec albo 30 minut.
J: Na łatwiznę.
N: Na łatwiznę i nie ma tego zrozumienia. To jest tak, że ta tematyka systemów nawadniania, sam system nie jest bardzo skomplikowany, bo to jest podłączenie kilku rur ze sobą, trochę kształtek, trochę zraszaczy i tak dalej. No i leci woda, tak? Naocznie widzimy, leci super, jest fajnie, ale nawet jak leci ta woda, to może tam już coś nie domagać, bo na przykład ciśnienie może być w instalacji za niskie z jakichś tam powodów, że na przykład straty ciśnienia też nie są często gęsto uwzględniane, nawet nie mają ludzie pojęcia ile zatracamy od źródła wody do ostatniego zraszacza na danej sekcji przykładowo.
Ale widzę rzeczywiście coraz więcej jest już takich pozytywniejszych aspektów, bo jeszcze kilka lat wstecz, jak ktoś wstawił rysunek z prawidłową wzorcową rozstawą, która jest w podręcznikach, która jest narzucana przez każdego producenta jako ta gwarantująca ten opad równomierny, to ludzie po prostu komentowali, że to jest masakra, że to jest naciąganie na pieniądze. A to po prostu tak ma wyglądać, nie?
Tak samo jak mamy, nie wiem, tryskacze przeciwpożarowe, one mają podobną zasadę działania, tylko inną funkcję i tam nie ma opcji, żeby któregoś brakło, bo to jest naciąganie na pieniądze, bo ma być równo tak jakby rozlewane i w ogrodzie tak samo musi być, jeżeli chcemy mieć to rzeczywiście równo i żeby nie było tych plam przelanych lub nie dolanych, bo ten trawnik jak brakuje wody, to będzie podsychał punktowo i to się też często dzieje.
A teraz już jest taka tendencja, że jak jest dobrze zaprojektowany albo jakby względnie dobrze tam powiedzmy, że większość tej rozstawy jest prawidłowa, to ludzie mówią, że tak to jest super i że tak powinno być, że już to naciąganie zaczyna być gdzieś tam w odstawkę, że ludzie rozumieją, że tak działają zraszacze i takie są zasady, więc powoli się zmienia, ale jeszcze brakuje, jeszcze trochę brakuje.
J: Trafiają do Ciebie jakieś projekty do poprawki?
N: Tak, trafiają. Nie lubię.
J: To darmowe czy niekoniecznie?
N: No często tak, ale niekoniecznie, niekoniecznie. W tym roku nawet robiłam audyt pod sprawę sądową, rozprawę sądową dla jednego klienta, który zapłacił za projekt i to bardzo duże pieniądze. Nawet stwierdziłam, że chyba się powinienem zastanowić nad swoimi cenami.
J: Podnieście.
N: No i to sporo bym musiała podnieść i zapłacił, a ten projekt się po prostu do niczego nie nadawał. No i jeszcze tam nie spełniał też kryterii założonych w opisie, co on tam miał dostać. Ale zdarzają się, niechętnie to robię, bo to są takie tematy, które obciążają, trzeba wejść w to, trzeba po prostu analizować. Dużo czasu wymagają i nawet jak jest mała powierzchnia, no to wtedy kosztowo by musiało być to o wiele droższe, no bo po prostu łatwiej jest często zaprojektować coś od zera niż przerabiać to, co jest istniejące.
A czasami się nie da, bo to też jest tak, jak na przykład ktoś zaprojektuje właśnie ten przykład, co opowiadałam z tymi zraszaczami rotacyjnymi. Jeżeli wszystkie zraszacze damy na tej samej dyszy, niezależnie od kąta nawadniania, no to nam wyjdzie mniejsza ilość wody zużyta na sekcję i teraz jeżeli ktoś zobaczy, że podsycha mu trawnik, bo ta 180 stopni daje mniej wody, no to pierwsza myśl jest jaka? Trzeba wymienić dyszę na większą. Jak wymienimy dyszę na większą, ona pobiera więcej wody. Jeżeli nasze źródło tego nie udźwignie, to wymiana dyszy nic nie da.
J: Trzeba przerabiać sekcje.
N: I to często trzeba przerabiać, dorabiać, jak się pojawia jeszcze temat siatki na krety, która już jest pod trawnikiem, bo to jest masakra. To są różne historie, dramaty się czasami rozstrzygają.
J: Tak, tak, znam te tematy. No dobrze, a jeśli chodzi, dotknęliśmy tutaj kwestii źródła wody.
Ja na przykład lubię taką praktykę. Powiedz mi jak to u Ciebie wygląda. Ja jednak sugeruję, czy to się opłaca, czy się nie opłaca, no po prostu nie mówmy o tym retoryką, ale proponuję, żeby klienci robili sobie duże zbiorniki na deszczówkę. Przeliczam to z jednej strony przez kalkulator deszczu z dachu i nawierzchnię, z czego tam ściągam, ze zlewni, żeby wiedzieć, jak on będzie wyglądał, a z drugiej strony przez potrzeby ogrodu.
N: A to ja też.
J: Ja tylko chciałem powiedzieć, że opieram system o pompę, która działa w zbiorniki na deszczówkę zwykle zanurzeniową i po prostu daje dolewanie tam do wysokości i to jest jakby taki mój typowy system. Też tak robisz?
N: Tak, najczęściej, tak. W ogóle systemy oparte na pompach to są najlepsze opcje, bo pompa zawsze zadaje takie samo ciśnienie i taki sam wypływ wody. Więc jest świetny, stabilny parametr, czego nie uzyskamy na sieci wodociągowej, bo tam wahania mogą być i dobowe i roczne i zależnie od nas sezonu, w jakim jesteśmy, czy to jest wiosna, lato, jesień i tak dalej. Ale też najbardziej lubię, jak są duże zasobne zbiorniki, ale często niestety jest tak, że jak przychodzi do mnie już temat projektu, to ten zbiornik jest istniejący i często są zbiorniki za małe.
Czasami jest tak, że zbiornik nie nadaje się w ogóle do retencji, bo w zbiorniku musi czekać woda, tak jakby dawka jedna opadowa dla systemu nawadniania, bo tak się robi najczęściej i one są czasami tak małe, że nawet nie zaspokajają tej dawki opadowej. Ale jak jest opcja i trafia projekt wcześniej i na przykład często jest tak, żeby od razu wytyczne dać, jaka ma być pojemność zbiornika, no to najczęściej tak co najmniej dwa razy cykl nawadniania albo idealnie to jest trzy lub więcej.
Przy czym te trzy to jest jeszcze takie optimum cenowe montażu tego zbiornika, żeby też nie przeszacować, a im więcej tym lepiej, ale to się już potem zaczynają koszta, czyli tak jakby super jest jakby były trzy dawki na nawadnianie, z czego dwie dawki opadowe pod nawadnianie to jest ta pojemność retencyjna tego zbiornika. Bo ta jedna dawka z tych trzech czeka z wodociągu albo ze studni, w zależności skąd jest uzupełnianie.
J: No spotkałem się też z takim poglądem, że o dobrze jest mieć zbiornik na deszczówkę, jak masz zalewaną wodę z wodociągu to wtedy ten chlor, który jest w sieci, to on się jakby ma możliwość odstać zanim się go użyje, ale też niejeden z moich klientów wylewał wodę z basenu czy z jacuzzi mega chlorowaną w czas na ogród i jakby nic się nie wydarzyło strasznego.
N: To może musiało być jakieś stężenie jakby cały czas. Zresztą też rośliny dostają i wodę tak jakby tą sztuczną powiedzmy, jakby dostarczaną sztucznie, ale dostają też jednak wodę deszczową, więc to się będzie potem rozcieńczało, że tak to określę.
J: No ale moja obserwacja jest taka czy też z innych obronników, że się jednak nic nie dzieje z tego chloru. Może coś się dzieje, może o tym nie wiemy, chociaż to też jest mikroelement. No dobrze, co jeszcze mógłbym Cię spytać? No tak właśnie, bo z jednej strony jesteś w nawadnianiu, ale z drugiej strony woda w ogóle Cię gdzieś ściągnie i poszerzasz swoje kompetencje. Teraz jesteś w trakcie studiów.
N: Tak jest.
J: Powiedz więcej.
N: Właśnie już skończyłam studia, teraz jestem przed egzaminem. Ostatnio miałam ostatni zjazd. Studia podyplomowe z nowoczesnych metod hydrologii w inżynierii i gospodarce wodnej. Studia rozpoczęłam w sumie pod takim impulsem zapytań od kilku klientów co do takiego supportu przy projektowaniu błękitno-zielonej infrastruktury, że w branży naszej jest mało specjalistów z tego zakresu. Architekci krajobrazu nie wiedzą jak to projektować. Nie mamy takich w ogóle zajęć na uczelni. Ja jestem po architekturze krajobrazu i nie miałam nic z tego zakresu w swoim programie.
J: W Krakowie?
N: Na rolniczym. Nie miałam w ogóle takiego czegoś i raczej nie ma takich rzeczy też na innych uczelniach, a jednocześnie ci co potrafią takie rzeczy liczyć najczęściej, to robi te bilansy wodne, to są najczęściej branża sanitarna. I oni znowu jak słyszą rośliny, no bo jednak błękitność zielonej infrastruktury to jest i woda i trochę inżynierii. I zielonego też. Tak i zielonego.Jak słyszą rośliny to im się już po prostu włosy na głowie jeżą i oni mówią nie, nie, nie.
Jest problem, bo nie ma specjalistów, a jednocześnie jest coraz większe zapotrzebowanie. I jeszcze właśnie tak się fajnie złożyło, to nawet jak rozmawialiśmy ostatnio telefonicznie, to ci powiedziałam, czy nawet pisałam, już nie pamiętam, że odbyłam też szkolenie z zakresu projektowania zbiorników bioretencyjnych, ponad 100 godzin szkolenia.
Więc to też było fajne i to właśnie za twoją namową, w sensie gdzieś mi się wyświetliło na internecie, że polecałeś. Potem jeszcze mi się wyświetliło gdzieś tam chyba na YouTubie, bo ja tam obserwowałam ten bio basen od Tomka Pecyny i Marcina Gąsiorowskiego i byłam u nich właśnie na tym szkoleniu. Ponad 100 godzin, czyli praktycznie dorobiłam jeszcze jeden semestr, bo mój semestr podyplomówce, jeden miał 100 godzin, a tamto miało chyba w ogóle zajęć i świetne szkolenie, właśnie bardzo takie obszerne i już wchodzę z tym na rynek i będę właśnie supportować.
Teraz jestem przed egzaminem tym po dyplomowym, więc jeszcze chwilę, tylko muszę się trochę poduczyć, jeszcze oddać jakieś ostatnie projekty do ćwiczeń, które mieliśmy na uczelni i potem już można działać.
J: No dobra, czyli w jaki sposób poszerzy to twoje możliwości działania? Co będziesz więcej projektować?
N: Będę właśnie takim koordynatorem od zarządzania wodami deszczowymi pod kątem projektowania błękitno-zielonej infrastruktury, czyli po prostu właśnie obliczanie tych bilansów wodnych, zapotrzebowania i proponowania rozwiązań w takim połączeniu między branżą taką budowlaną, konstrukcyjną i sanitarną też, a branżą zieloną. Bo ja nie chcę się bawić tak stricte w projektowanie na przykład zieleni, mnie to w ogóle nie kręci i nie mam żadnych takich ambicji.
Ale jednocześnie na przykład taki support, że ktoś wie, że chce mieć na przykład, nie wiem, że będzie jakiś obiekt wodny, staw retencyjny, ale wokół tego ma być też ładnie zielono i to ma być skomponowane z całą zielenią wokół, no to ja wtedy mogę wspomóc po prostu przy zaprojektowaniu takiego zbiornika technologicznie. A cała reszta jakby ta kompozycja jest po stronie zieleni, a znowu od drugiej strony ja konsultuję to właśnie z branżystami, z branżą budowlaną, konstrukcyjną, z branżą sanitarną, z inwestorem, bo to też jest tak, że trochę wcześniej.
I też się to trochę będzie przeplatało na pewno z systemami nawadniania, no bo część retencji, czy to błękitnej, czy takiej klasycznej właśnie ze zbiornikami podziemnymi, czy otwartymi też jest wykorzystywana potem na cele nawadniania.
J: Dobra, przetłumaczmy to na język taki prosty, pospolity. Czyli mamy, jeśli myślimy o retencji, myślimy przede wszystkim o gromadzeniu wody, czyli zbiorniki otwarte, zbiorniki zamknięte, no to zbieramy tą wodę z dachu, z nawierzchni.
N: Ze zlewów, czyli dachów z komunikacji, tak?
J: Tak, tak, tak, no głównie raczej z gruntu, czy z gruntu też, no też oczywiście możemy zbierać.
N: Ale w gruncie raczej jest tak, że on infiltruje tą wodę, czyli on będzie właśnie odbierał, bo to właśnie ta błękitno-zielona infrastruktura to jest i retencja, to jest raz, ale dwa jest też kwestia na przykład takich właśnie niecek infiltrujących, gdzie ta woda będzie samoistnie wsiąkała w grunt, no nie, więc jakby to i to, i to.
J: Tak, dobrze, więc jakby zbieramy wodę i gromadzimy ją w jakiś sposób w otwartych, zamkniętych zbiornikach i później ją w jakiś sposób rozdysponujemy. W jaki sposób możemy ją rozdysponować?
N: No to jeżeli ją gromadzimy, no to, a nie odprowadzamy na przykład do tych niecek infiltrujących, no to między innymi na cele nawadniania można, może na przykład też zrzucać wodę już po zakończeniu opadów nawalnych, bo to też zależy od tego, jakie są wytyczne dla danej inwestycji.
Bo na przykład niektóre inwestycje mają tak, że mogą odprowadzić nadmiar wody, ale dopiero po ustąpieniu na przykład epizodu takiego z opadem nawalnym przykładowo, więc można zrzucić tą wodę gdzieś dalej albo wykorzystać na przykład do obiektu dekoracyjno-retencyjnego, czyli na przykład stawu o właściwościach retencyjnych i dekoracyjny.
Czyli to też jest fajne rozwiązanie, bo to poprawia po pierwsze taki mikroklimat w danym miejscu, wyspy ciepła, ogranicza na przykład w miastach, jest atrakcyjne dla ludzi, bo woda jednak zawsze ciągnie człowieka, dzieci i tak dalej, że to jest miłe dla oka i myślę, że takich obiektów już się pojawia coraz więcej, no bo są konkretne wytyczne.
A czasami jest tak, że nie będzie nawet odprowadzania albo będzie bardzo niewielkie czy retencjonowanie, bo tak jak Ty wspomniałeś o tych dachach, które mają te systemy kubełkowe do gromadzenia wody, no to one też już jak jest zielony dach, to on już sporo wody zatrzymuje i potem ona po prostu odparowuje. Albo te dachy właśnie bagienne, no to też jest jakieś rozwiązanie.
Ja właśnie chcę być takim koordynatorem, żeby już na etapie inwestycji, projektowania inwestycji, żeby już zastanowić się, co tutaj chcemy i możemy zastosować i żeby potem po prostu skleić te dwie branże ze sobą, czy tam dwie dziedziny, jeżeli chodzi o branżę zieloną i taką budowlaną, ogólną.
J: Jak z Ciebie słucham, to teraz wyobrażam sobie, że będziesz pracować z takimi tematami, które są raczej trudniejsze, wymagające jakiegoś rodzaju gimnastyki, gdzie mamy na przykład jakąś wielkopowietrzniową zlewnię, bo jest jakiś magazyn, galeria, obiekt, działka jest mała, nie ma co z tą wodą zrobić.
Czyli jakby pojawi się jej hipotetycznie dużo i jakoś trzeba wymyślić sposób, żeby ją przytrzymać, a może jeszcze z korzyścią dla zieleni różnie pojemowanej, czy to tutaj nawet rosnącej w wodzie, czy to gdzieś tam w tych strefach rozsączających, czy po prostu do podlewania, żeby można było.
N: Dokładnie, bo ja tutaj, jeżeli chodzi o tą błękitno zieloną infrastrukturę, to na pewno będę chciała się głównie skupić na inwestycjach właśnie publicznych, deweloperskich, osiedla, jakieś tam takie duże obiekty i one zawsze będą wymagały dużej gimnastyki takiej umysłowej, bo najczęściej miejsca, gdzie możemy zrzucić tą wodę i zagospodarować jest mało, bo te zlewnię są po prostu mocno uszczelnione.
J: Warunki prawne są ciasne, zagmatwane
N: Tak. Najłatwiej jest odprowadzić do kanalizacji, ale te kanalizacje są w tym momencie mocno przeciążone i tak jak właśnie wspomniałam, że coraz więcej inwestycji nie dostaje w ogóle pozwolenia na przykład na odprowadzanie wody deszczowej albo mogą odprowadzać, ale właśnie po ustaniu epizodu, czyli najpierw musimy ją zretencjonować, a potem dopiero odprowadzać.
Więc już dla deweloperów czy dla jakichś właśnie miast i tak dalej to się robi duże wyzwanie i to są już elementy, które są po prostu automatycznie się zaczynają pojawiać jako konieczność, bo to już nie jest na zasadzie, że o fajnie damy nie wiem zielony dach i tam będzie jakaś wyższa punktacja w jakimś tam rodzaju certyfikacji czy takim w BREEAM-ie czy LEED czy jakieś inne, tylko już po prostu to jest konieczność, bo nie mamy co zrobić z wodą deszczową.
I kiedyś ta woda pięknie znikała nam z oczu właśnie w kanalizacji, ale już ta kanalizacja mówi dość, nie ma też możliwości rozbudowy jej na takie potrzeby jak są teraz, więc no to tego będzie coraz więcej. I gimnastyka na pewno umysłowa, ale ja lubię wyzwania, więc jakby dla mnie takie rzeczy ścisłe, właśnie jakieś takie rozklinki to są super, tak samo przy nawadnianiu.
Teraz projektowałam na czterech kondygnacjach nawadnianie i tam tutaj, tędy trzeba przeprowadzić, tutaj z konstruktorem trzeba coś ustalić, tutaj z elektrykiem, tutaj przedstawić jakieś opcje. Takie rzeczy lubię, jakieś detale, coś nowego, że się po prostu pojawia, coś takiego, że właśnie umysł, głowa może trochę popracować. Ja lubię takie rzeczy.
J: Ja też nie znoszę nudy, ciągle musisz coś dziać nowego. Tak, tak, właśnie dlatego jestem bardzo podekscytowana na to, że podjęłam te studia i jeszcze właśnie się fajnie dopięło to szkolenie z tych zbiorników retencyjnych, bo ono świetnie uzupełnia, bo te studia moje to są bardziej takie obliczeniowe, techniczne, a to szkolenie z tych zbiorników było bardziej takie właśnie przydatne pod kątem już projektowym.
Z tych rozwiązań błękitno-zielonej infrastruktury, bo studia są hydrologiczne, oni tam o błękitno-zielonej infrastrukturze za dużo nie mówią, ale obliczenia się powielają dla tych tematów i tu i tu są powiedzmy podobne, więc jestem trochę podekscytowana.
J: Super, super, a powiedz mi, czy przychodzi Ci do głowy coś, ja tak od razu się zastanawiam, też pod kątem naszej tej grupy docelowej słuchaczy, czy to świeżo nabyte przez Ciebie potężne, hydrologiczne know-how może być w jakiś sposób inspirujące do wykorzystania w naszej tej skali prywatnych działek? Czy coś ciekawego rzucisz stamtąd dla nas?
N: Przy prywatnych działkach też, na pewno, na pewno. Właśnie tak naprawdę wprowadzanie tych elementów, które są na dużą skalę, czy to są jakieś oczka wodne, czy stawy, czy dachy zielone, tak samo możemy to powielać po pierwsze na małą skalę w ogrodach prywatnych. Chociaż z retencją może być tak jakby trudniej, bo to są często te rozwiązania, które są drogie, to już mówiłam też wcześniej.
I też działki prywatne mają to do siebie, że mają więcej powierzchni, która może przyjąć, po prostu bezpośrednio gleba może przyjąć, że mamy tą powierzchnię nie uszczelnioną. Ale jak najbardziej, kwestia nasadzeń, kwestia dbania o glebę. Sam dzisiaj mi pokazywałeś, że nawoziłeś liście, żeby one po prostu lepiej miały lepsze właściwości, żeby przerobiły się na glebę o lepszych właściwościach, takich chłonnych. To samo możemy wprowadzać u siebie w ogrodach.
Możemy rozstrzelniać też nasze podwórka, nie stosując kostek brukowych, tylko na przykład powierzchnie żwirowe, tak jak jest to przykładowo w Skandynawii bardzo powszechne, co się pewnie nie jest wprowadzane bez przyczyny, bo oni tam mają tych opadów też o wiele więcej. U nas też na przykład taka kostka, nawet na terenie prywatnym, przy takim opadzie nawalnym może wygenerować gdzieś tam odpływ już, może się cofnąć woda do domu.To zależy oczywiście jak jest wyprofilowane całe podwórko.
J: Ale z sporą zlewnią, sporo wody się z tej kostki pojawia.
N: Tak, ale to jest spora zlewnia, mocno dosyć uszczelniona, bo jednak przy takim opadzie nawalnym, który trwa na przykład 15 minut z takim dużym uderzeniem deszczu, to ta kostka nie odprowadzi tymi małymi szczelinami tej wody. Więc można to przełożyć też jak najbardziej. I duża skala i mniejsza skala. Chociaż w ogrodach prywatnych to też trzeba najłatwiej jest promować tą retencję, no nie tak jakby z tymi zbiornikami, bo to jest proste rozwiązanie, stosunkowo tanie.
Ale rozszerzanie właśnie nawierzchni między innymi tak samo. Albo po prostu zagospodarowanie, komponowanie tej wody deszczowej w krajobrazie naszej działki. Albo właśnie też takie, nie wiem, kreowanie miejsc takich, gdzie mogą rosnąć takie rośliny, właśnie takich niecek troszkę mniejszych, infiltracyjnych gdzieś w ogrodzie. Też się pojawiają.
J: Niecka infiltracyjna, mamy na myśli ogród deszczowy?
N: No właśnie, nie wiem czy to jest do końca to samo.
J: Okrążasz temat, nie wypowiadasz.
N: Nie, nie wypowiadam się chyba na ten temat.
J: Z mojego know-how, które zgromadziłem wynika taki wniosek, że jeżeli masz problem z… Joanna Reis zresztą robiła przy okazji konferencji dla stowarzyszenia SAK taką wycieczkę po obiektach, które zostały zaprojektowane i działa to w ten sposób, że masz nieckę, która przyjmuje wodę opadową z okolicznych budynków, z nawierzchni itd. I jej dno jest np.
tam w połowie uszczelnione, żeby…
N: Spowolnić?
J: Nie, żeby roślinność, która żyje w środku nie zdechła do zera.
N: A no tak, żeby zatrzymywać wodę przez jakiś czas.
J: I dopiero na prawej wysokości jest jakby rozsączanie gruntowe i nie ma uszczelnienia, więc wtedy faktycznie…
N: No bo właśnie zależy co chcemy stworzyć. No bo jeżeli np. te niecki takie… No są różne te rozwiązania, ale jeżeli gromadzimy w jakimś miejscu wodę deszczową i ona przez jakiś czas dłuższy np. tam zalega, to się już kreuje jakieś środowisko, potencjalne korzystne warunki do życia dla różnego rodzaju roślin i zwierząt. I jeżeli wykreujemy to, a potem w konsekwencji odparowywania dalszej tej wody to znika, no to to życie, które tam się kreuje ginie.
I tego nie chcemy, tego trzeba unikać, więc np. nicka infiltracyjna taka klasyczna, ona nie powinna długo retencjonować tej wody, żeby to znikło. Po prostu ona ma się rozsączyć, ale nie ma zalegać, bo jeżeli zalega, to już kreujemy właśnie te korzystne warunki do życia. Tam się zaczyna coś dziać, a potem to umiera, no i tego nie chcemy, tego chcemy unikać, więc z tymi ogrodami deszczowymi właśnie ładnie to brzmi, ale różnie to ludzie interpretują w ten sposób.
J: Zbyt duże, typowo po prostu w miejscach infiltracyjnych, czyli rozsączających są zbyt duże, zbyt szybkie wahania poziomu wody. Tam po prostu ta woda jest, później nie ma w ogóle i roślinność nie może się w tej sytuacji odnaleźć. Natomiast w ogrodzie deszczowym, no to jest widzisz pytanie, ile tego powinno być uszczelnione, żeby faktycznie przytrzymało dość wody, żeby ta roślinność mogła tam przeżyć, nie?
N: No to to już są trudne tematy.
J: Trudne tematy, tak, tym bardziej, że nie wiadomo ile nie będzie padać, ile tego uszczelnienia wystarczy w Krakowie, a ile trzeba będzie w Poznaniu wspomnianym, gdzie faktycznie odwiedzą znajomych w lecie, a tam po prostu połacie zeschnięte na wiór. Robimy tutaj takie oczywiście numery. Mamy fajną glebę i las, jesteśmy w rejonie, w którym jednak dość sporo pada w ciągu roku.
Możemy sobie pozwolić na to, żeby na przykład część, że na żadnych trawnikach nie mamy systemów nawadniania, wszystko mamy tylko to, co się samo wysiało, w ogóle nie były tu siane żadne trawniki. No więc koniczyna, jakieś tam bluszczyki, kurdybanki oczywiście równo konkurują z trawą o wodę i ta powierzchnia w ciągu roku jest całkiem fajna, ale jednak na przykład na, powiedzmy do tego momentu kosimy częściej, no w lecie przestajemy też kosić, nie?
Na przykład bardzo wiele na ten temat takiej mądrej gospodarki wodą dzieje się w planowaniu zabiegów serwisowych, no jeżeli na przykład trawniki są koszone przed największymi czy w trakcie największych upałów i wtedy ta gleba traci jakąkolwiek ochronę i zacienienie, no to pogłębiamy problem.
N: Tak, tylko właśnie z trawnikami to jest to, o czym mówiłam już na początku.
J: Może powiedziałbym tak, trawniki miejskie, nie trawniczki dywanowe.
N: A no dobra, to miejskie może wyglądać gorzej, jeżeli nie jest w jakimś takim miejscu specjalnym, gdzie piknikowym, powiedzmy, żeby miało być jakiś bardziej reprezentatywny, no to lepiej nie kosić.
J: Wchodząc do ogrodu w takim razie powiedziałbym, ja na przykład często planuję w ten sposób, najbliżej miejsc rekreacji daję trawniczek, który jest super często koszony z robota i z systemem nawadniania i jego jest malutko, ale jest i później jakby kolejny jest koszony z traktorka, czy tam jakąś ręczną kosiarką, w różnej częstotliwości raz na miesiąc, czasami właśnie w latem raz na dwa miesiące, indywidualnie trzeba wyczuć, który jest takim nazywanym trawnikiem krajobrazowym. A później dopiero jest łąka kwietna, która jest koszona raz w roku, czy dwa razy w roku.
N: I to mi się też zdarza często, ale przy dużych ogrodach. No tak. Na małym ogrodzie jednak jest tak, że te trawniki wszystkie są jednolite, no bo nie ma gdzie tego odgrodzić, no nie tak by wydzielić z strefu takiego, nie wiem, trawnika koszonego dwa razy do roku, trzy razy do roku albo tam raz na miesiąc, tak jak wspomniałeś, który by potrzebował tej wody mniej lub w ogóle, bo wtedy można rzeczywiście pokusić się, żeby tego nawadniania w ogóle nie było.
Ale to najczęściej są duże ogrody, gdzie po prostu ludzie mają potężne areały i nie potrzebują ich tak użytkowo, stricte, żeby mieć całość taką wypielęgnowaną, wymuskaną, tylko część mogą tak zostawić, tak pudziko nazwijmy to. A małe powierzchnie, no to cały trawnik najczęściej jest jednakowy i jednakowo koszony. I często nawet nie ma tam też miejsca na łąkę kwietną.
J: Tak, która też potrzebuje jakiejś powierzchni dla stabilności. Bogiem a prawdą, jeżeli zostawisz jakiś teren, samopas i skosisz go tylko raz w roku, to będzie to po prostu łąka, a kwietna na pewno będą tam jakieś kwiaty, więc siłą rzeczy będzie kwietna.
N: Ja mam łąkę pod konie i tam nic nie kwitnie, ale to jest mieszanka stricte pod siano, ale już parę lat jest i nic nie kwitnie. Nawet rzepak taki pojedynczy zadusiła ta trawa.
J: No tak, no bo rzepak wyrośnie podobnie jak mak, tylko we wzruszonej glebie, więc tam na kretowisku wyrośnie albo na świeżo zaoranym polu. A później jakby w kolejnych latach, jak jest pełno darm, to już ci nie ma szans.
N: Ale pojedyncze… Myśmy mieli pojedyncze przez jeden, tak, bo rzepak jest też bardzo silny pod tym kątem, ale już jak już tak całkowicie się zagęściła ta łąka, to już nie ma, ale nie ma kwiatów. Ale wiem o czym mówisz, że tak, normalnie na łące takiej na wsi powiedzmy czy coś, jak jest zostawiona i przez ileś tam lat gdzieś tam się samoistnie dosiewają same jakieś rośliny, kwiaty i tak dalej, no to tak. Zostawiona trawa po jakimś czasie myślę, że będzie, pojawią się też w nim kwiatki.
J: Nie, no to jak mamy tutaj, ile kwiatów zostawisz, to się zacznie robić zagajnik, ale tutaj jak u nas zostawisz i nie będziesz kosić, no to trawy ci szybko zdominują wszystko na tych naszych ciężkich glebach. I tych kwiatów, no to tyle jest jakichś tam, byli mi takich naprawdę mocnych, które.. nawłoć najczęściej, najszybciej wchodzi.
N: Nawłoć, mam taką, że kawałek działki pod las, co podchodzi na bardzo stromym terenie i nawet ciężko jest tam, żeby skosić ciągnikiem i osie. Co jakiś czas jakiś odważny musi podjechać, bo to jest taka już skarpa, że jest ryzyko, że się przewróci traktor i nie każdy chce tam jechać i co jakiś czas musimy skosić, bo nawłoć jest niestety po poprzednich właścicielach jeszcze tam zaniedbali. No tak, nawłoć się przebije wszędzie.
J: Czy można podlewać rośliny zimną wodą?
N: Myślę, że nie ma różnicy. I tak podlewamy raczej, kiedy ta gleba jest ochłodzona.
J: A w jakich godzinach zaraz chcesz ustawić nawadnianie?
N: To wszystko zależy od tego, jaki mamy obszerny ogród i ile mamy sekcji, ile one mają pracować, ale raczej wczesnoporanne godziny. Ja tak najczęściej koło czwartej zachęcam, bo w okresie letnim już o czwartej zaczyna się powoli budzić dzień. Ten współczynnik odparowywania jest niski, a jednocześnie jakby woda zalegała na roślinach, no to za chwilę wschodzi już słońce i ta woda nie będzie długo zalegała.
Ale są systemy, które na przykład działają 12 godzin, bo są tak rozległe i mimo dużych wydatków wody na każdą sekcję, potrzeba dużo czasu, żeby przeszły cały cykl nawadniania.
J: Miałaś kiedyś do czynienia z ogrodem mchów, żeby taką koncepcję nawodnić?
N: Nie.
J: To ciekawe temat. Japończycy bardzo lubią takie klimaty.
N: Nawadniają?
J: No właśnie nie wiem, jak on to dokładnie robi. Myślę, że w takich pradawnych świątyniach shintoistycznych, buddyjskich gdzie te mchy rosną od wielu, wielu lat, to chyba tylko…
N: Jakiś mikroklimat może jest dobry. Mi się wydaję, że mchu to nie trzeba, że on po prostu…
J: Dobre zacienienie.
N: Mech chyba bierze z tego, z powietrza, dużo wilgoci, no i też na słońcu na przykład się nie utrzyma, więc wydaje mi się, że jak jest mech, to on nawadniania, ewentualnie jakieś zamgławianie może, jakby były mniej optymalne warunki, ale nie miałam do czynienia z takim ogrodem. Nawet japoński się chyba nie trafił nigdy tak, żeby ktoś miał gdzieś w pogrodzie jakiś fragment japońskiego ogrodu.
J: A w ogóle z jakichś producentów mamy jakieś sprzęty do zamgławiania od naszych nawodnieniowych producentów?
N: No są, bo jakby zamgławiacze są często wykorzystywane przy uprawach, więc są, ale to nie są tacy producenci jak do terenów w zieleni urządzonych, czyli to nie będzie takich klasycznych Rainbird, Hunter, Toro, tylko to są już jakieś inne, inni producenci. Może tam jest… Dużo jest różnych w sumie.
J: No właśnie, ja tych największych nie kojarzę.
N: Tylko, że oni właśnie to jest do zieleni urządzonej, czyli oni się skupiają głównie na trawniku i na drzewach i na krzewach. A tamte to są rozwiązania takie do nawadniania właśnie upraw.
J: Czyli bardziej z rolniczych rzeczy by to szukać.
N: Tak, większość takich jest.
J: Kiedyś kupowałem taki tani zestaw do zamgławiania tarasu i to wszystko były dysze mosiężne z tego co pamiętam, z bardzo drobniutkimi otworkami. Duże ciśnienie i ta mgiełka powstawała.
N: To mosiądz się często pojawia właśnie w tych agro rozwiązaniach. Bo też nawet te młoteczkowe, takie polowe zraszacze, one są też często mosiężne.
J: Masz jakiś dobry patent do powielania na filtracjach? Jaką stosujesz? Jakie stosujesz filtry?
N: Przy nawadnianiu?
J: No
N: Filtrację najczęściej stosuję jak jest źródło albo z wody deszczowej, czyli z deszczówki idzie. I często, ale nie zawsze ze studni jako taki dodatkowy filtr w razie gdyby tam się coś miało pojawić. I to są najczęściej te filtry dyskowe jako pierwszy główny filtr, pierwszego stopnia. Można też zastosować siatkowy przy pierwszej filtracji i później na same zraszacze bez filtrów już one sobie powinny poradzić.
A przy linii kroplującej jest obligatoryjny filtr siatkowy, żeby wyłapał każdy możliwy syf, bo linia kroplująca ma niestety bardzo malutkie emitery. Tyci, tyci jakby to rozkroić, to są naprawdę malutkie szczeliny i tam każda drobinka jakichś takich zanieczyszczeń stałych po prostu zaczyna zatykać stopniowo emiter, aż w końcu zatyka się na dobre.
I tutaj też często jest tak, że ludzie się boją, że jak położą linię kroplującą na ziemi, to że ta ziemia zatka emiter, a on właśnie nie jest podatny na zatykanie od zewnątrz. To byśmy musieli tam wziąć do ręki, wcisnąć w ten emiter i tam może byśmy go przytkali, tylko on jest wrażliwy na zatykanie od wewnątrz, bo tam ta konstrukcja, tam jest taki labiryncik, przez który ta woda musi przepłynąć i on się będzie zapychał.
Więc jakby do linii kroplującej zawsze musi być filtracja, a filtr główny, no to przy zbiornikach na deszczówkę to jest must have, musi być po prostu. No i oczywiście jeszcze przy zbiorniku powinien być ten filtr taki koszowy, duży, co wyłapuje przed zbiornikiem jeszcze samym jakieś liście, truchła, zwierząt i tak dalej, jakby się coś takiego pojawiło. A przy właśnie studni lub wodociągach to czasami daje filtry główne, przy wodociągach bardzo rzadko, bo to też osłabia ciśnienie, taki filtr ze 0,3-0,4 atmosfery zabiera, więc na wodociągach to jest już być albo nie być.
Dla systemu nawadniania na wodociągach to czasami nawet elektrozaworu głównego się nie stosuje, żeby właśnie poprawić wartości straty ciśnienia. No i to tak, główny filtr pierwszy, dyskowy lub siatkowy.
J: A przed kropelkami jaki stosujesz rozmiar oczek?
N: Mesh to jest 75 najczęściej, ale są też 120, tylko to jest bardziej kwestia tego jakie są dostępne rozwiązania, a większość jest 75, ale to są dedykowane rozwiązania dla linii. Więc ja ufam, że jeżeli producent robi taki filtr i dedykuje go swojej linii, a te linie są, nie oszukujmy się, podobne do siebie od każdego producenta, to wierzę i ufam, że to już jest tak przeliczone i tak przygotowane, żeby…
J: Skalibrowane jedno to drugie.
N: Tak, no dokładnie.
J: No spoko. A w czym pracujesz?
N: W Autokadzie.
J: W Kadzie.
N: Kadzie. Ja robię dużo tematów na przestrzenie publiczne, oni tam wymagają DWG, więc jakieś takie gotowe programy do nawadniania, to nawet kiedyś się zastanawiałam, czy sobie nie popróbować, bo tam na swojego bloga chciałam zrobić taki test jakichś tych programów, ale kurde, nie ma czasu. A jeszcze w Kadzie pracuję już odkąd skończyłam studia, w sumie na studiach się to zaczęło, więc ten program to już z zamkniętymi oczami, no nie, mogę tam z niego korzystać, więc… i lubię bardzo. Na razie jestem wierna.
J: Czy liczysz, pewnie tak, opór na rurach?
N: Straty, tak. Wszystkie obietnienia wykonuję.
J: I w jakim kalkulatorze to liczysz sobie?
N: W moim własnym.
J:Ooo. Zrobiłaś sobie swój własny.
N: Zrobiłam swój własny kalkulator i w nim liczę, ale są kalkulatory dostępne, na przykład Pipelife ma kalkulator, tylko tam ja zrobiłam sobie swój w Excelu, przeliczając po prostu każdą wartość dla każdej prędkości i tak dalej, żebym mogła to szybciej liczyć, a w Pipelife na przykład jest kalkulator dostępny za darmo, ale on liczy dla jednego odcinka. Jeżeli ja mam na przykład 20 sekcji i w każdej sekcji mam powiedzmy po 10 odcinków rury, no to korzystanie z takiego kalkulatora byłoby dla mnie w mojej pracy zbyt uciążliwe, więc mam zrobiony swój, autorski, ale każdy może zrobić też swój, bo te dane są, właśnie na przykład z Pipelife można brać dane wynikowe i sobie na tym pracować.
J: No super, no dobra. Natalia, super pogadaliśmy, dziękuję ci ślicznie, fajnie, dużo ciekawych tematów żeśmy dotknęli, chyba pokazując też jak bardzo jest to zaawansowane zagadnienie.
N: No jest, właśnie to jest to, że dużo ludzi uważa, że to jest po prostu woda, że jakby efekt, że liczy się to, żeby wyleciała woda, a jednak system to jest szereg obliczeń, konkretnych zasad i żeby mieć nad nim kontrolę, żeby wiedzieć ile tej wody wylewamy i jak ją wylewamy, no to wymaga spełnienia konkretnych założeń projektowych.
J: Super, może chciałabyś się zareklamować, jakie zapytania, zlecenia są dla ciebie najatrakcyjniejsze?
N: Nie ma chyba tak, żeby było coś dla mnie najbardziej atrakcyjne, tak jak wspominałam wcześniej, ja współpracuję z wieloma i projektantami i wykonawcami, zarówno projektuję dla ogrodów przydomowych, jak i terenów publicznych, sportowych, deweloperskich pod przetargi dokumentację, więc po prostu jakby ktoś potrzebował wsparcia w zakresie projektowania systemów nawadniania, to ja najbardziej zapraszam do współpracy.
Czasem to są właśnie opracowania do konkretnego projektu, na przykład, nie wiem, po rozsiedle, a czasami to jest projekt opracowania zieleni czy tam ogrodu i do tego projektu ktoś potrzebuje mieć też nawadnianie, bo na przykład klienci chcą od razu mieć kompleksowo wszystko, no to wtedy jest często tak, że ja robię jako podwykonawca to nawadnianie do danej dokumentacji i ten projektant sobie…
J: Jako branża.
N: Jako branża, bo ja w ogóle traktuje nawadnianie jako osobną niezależną branżę, to nie do końca jest branża zielona, bo to jednak jest też taki miks między sanitarką a zielenią, więc dużo osób też, które gdzieś tam próbują zajmować się systemami nawadniania, projektują na przykład ogrody i chcą projektować systemy nawadniania, to dużo z tych osób odchodzi, mam dużo takich klientów, którzy mówią, że próbowali, ale jednak to jest zbyt czasochłonne.
Tak jak ja robię na przykład seryjnie już te projekty, to jest dla mnie tak, że ja to robię szybko i sprawnie, a jak ktoś na przykład chce to robić dodatkowo do swoich dokumentacji, to często jest tak, że po jakiejś czasie rezygnuje, bo po prostu stwierdza, że to jest nieopłacalne pod kątem czasu dla takiej osoby, więc jakby ktoś miał taką potrzebę, to oczywiście zapraszam.
J: Super, no i jest to zaawansowany proces, żeby niczego nie pominąć i wszystko zrobić porządnie, a fajnie powiedziałaś, że nawadnianie jest osobną branżą, a odwodnieniami również się zajmujesz?
N: Odwodnienia nie, bo teraz będzie tylko…
J: Nie jesteś meliorantem?
N: Nie, nie, meliorantem nie, ale kto wie, może coś jeszcze.
J: No właśnie.
N: Jak już poszłam, chociaż zaklinałam po tej podyplomówce zaklinałam, że już kończę edukację, że to już chyba jest wiek taki, że już wystarczy, ale kto wie, czy się nie znudzę za lat i stwierdzę, a to jeszcze coś. A podobno meliorantów brakuje.
J: Brakuje, naprawdę.
N: Tak, więc jest to też jakaś i też woda, nie wykluczam.
J: No właśnie, bo to jest bliskość tematyczna.
N: Tak, ale na razie będę się skupiać na tej błękitno-zielonej infrastrukturze, na tej retencji i gospodarowaniu tymi wodami opadowymi. A melioracje, drenaże, no to może kiedyś.
J: Dobra, fajnie, super. Dziękuję Ci ślicznie, Natalia Kubala.
N: Dziękuję również.
J: Zielone nawodnione, można się zwracać po tematy.
N: Tak jest, po tematy, a nawet po rady, bo ja też jak ktoś ma jakieś pytania czasami, czegoś nie wie, albo nawet do przetargów właśnie, albo dla inwestorów, to też można śmiało pytać.
J: Można też do grupy dołączyć na Facebooku, tam spróbować uważać, kto podpowiada.
N: Tak, no też.
J: Nie brać każdej podpowiedzi od razu.
N: Nie, nie, bo tam są różne, są różni specjaliści.
J: Jasne, ale powiem Ci, że jest mi niesamowicie przyjemnie rozmawiać z Tobą, no jakby po pierwsze dlatego, że masz niesamowitą pasję dla tego, co robisz, a po drugie dlatego, że jakby Twoja specjalizacja też jest jakimś takim wyraźnym znakiem tego, jak branża cała ogrodów się rozwija i to, że po prostu jest też miejsce na to, że masz w ogóle robotę, żeby być specjalistą tylko w tej jednej wąskiej dziedzinie.
N: Tak, ja właśnie jestem też za tym, że ja uważam, że ludzie nie powinni robić wszystkiego na raz, że powinniśmy się grupować tak jakby w takie zespoły. Jak właśnie, że jest jakiś, tak jak jest właśnie projektant ogrodów, że on jest takim architektem głównym powiedzmy i tak jak przy budowach, no nie wiem, domu chociażby, czy jakiejś osiedli właśnie, czy jakichś tematów innych, takich wielkogabarytowych. To tam już są konkretne branże, tak, podbranże, jest sanitarna, jest budowlana, jest drogowa, jest elektryczna i tak dalej i że przy ogrodach też.
Ja uważam, że najlepiej jest po prostu łączyć się w zespół, gdzie każdy ma swoją specjalizację i odwala najlepszą robotę, jaką umie z danej dziedziny, a nie tak, żeby każdy robił wszystko. Bo to jest to właśnie, co dużo osób zauważa nawet przy tym nawadnianiu, że nie mają na to czasu i jakby chcieli w to wejść, to by musieli poświęcić tak dużo czasu, żeby już nie byli w stanie zarobić na przykład na utrzymanie albo tego nie lubią. Bo to też jest tak, że przecież nie wszystko ci, co kochają dobierać rośliny, niekoniecznie muszą kochać robić obliczenia hydrauliczne do systemu nawadniania, prawda?
J: Ja nie znoszę.
N: A ja właśnie mam tak, że cyferki, matematyka, to mi się oczy świecą, lubię, chociaż po studiach bym nie podejrzewała, ale jak już potem weszłam w to, pokochałam i teraz też te właśnie, ta zielona infrastruktura, tam też jest sporo obliczeń, to ja już jestem zapalona, zwarta i gotowa, że będę z kalkulatorem albo z Excelem w cyferki. Iść, żeby to było ładnie wyliczone i na podstawie tego.
J: Od razu mnie kusi, żeby spytać, czy używasz AI do pomocy przeliczenia. Nie.
N: Nie. Nie. Jeszcze mi się nie zdarzyło.
J: Ja słyszałem takie głosy, że wrzuć sobie to w GPT i on ci to zrobi, a ja nie mam zaufania, że on to dobrze zrobi. Widziałem, jak robi po prostu głupie byki matematyczne i myślę sobie, weźmy mi to z pełnym pozorem wiarygodności podaj, a to później wkleję i później się okaże jakieś bzdury totalne i dziękuję, nie wolę to samo.
N: No nie, bo nawet jakbym miała wykorzystać, to bym musiała wiedzieć, jak to potem zweryfikować, czy to jest prawidłowe, to jest raz. A dwa, to korzystam czasami czy tam z Chata GPT, czy z jakichś innych aplikacji i na przykład fajnie się sprawdzają przy jakichś problemach z programami, że mam jakąś zagwozdkę na przykład i nie wiem, jak coś zrobić, albo gdzieś tam utknie w jakimś takim punkcie bez wyjścia dosłownie.
No i wpisuję, co mi dolega, jakiej pomocy potrzebuję i potrafię mnie wyprowadzić na przykład w jakimś programie, że a tutaj coś źle wpisałaś, jakąś formułę i wtedy, że wynik tych danych, które ja wprowadzam już w bezpośrednio w programie jest prawidłowy, ale tak do obliczeń, jakieś proste obliczenia to pewnie tak, ale takie bardziej skomplikowane, no to już myślę, że strach. Szczególnie jak nie umie się zweryfikować, bo przy weryfikacji spoko.
J: W sumie jakby mu zadać zadanie i poprosić, żeby rozpisał jakby pewną drogę dojścia, żeby mógł sobie właśnie sprawdzić, ale tak jak mówisz, musisz mieć kompetencje, jak nie masz kompetencji, to lepiej się to nie zajmuj, tylko znajdź sobie człowieka, który ci to zrobi dobrze i będziesz mieć gwarancję.
N: Tak.
J: No to dobra, takiego jak Natalia na przykład. No. Dobra, dzięki ci pięknie.
N: Dzięki również.
J: Fajnie, dzięki do usłyszenia.
N: Cześć.
Jesteś projektantem?
Cenisz nasze merytoryczne publikacje? Zapraszamy Cię do wspólnego rozwoju, biznesu i integracji.
Jesteś właścicielem działki?
Szukasz wsparcia przy aranżacji ogrodu?
Zajmujemy się kompleksowo procesem projektowo – wykonawczym. Wypróbuj możliwości naszego zespołu.
Szukasz czegoś innego?





