
25 10 Gawęda z Zarzyckim o ekologii [Gawędy Ogrodnicze]
23 października 2025
25 12 Gawęda o odpowiadaniu na pytania [Gawędy Ogrodnicze]
22 grudnia 2025Peter Berg to mistrz ogrodów naturalistycznych, a jako jeden z nielicznych specjalistów w Europie układa spektakularne i zachwycające kompozycje kamiennych bazujące na zasadach japońskiej sztuki ogrodowej. Dowiedz się, co stanowi o fenomenie jego sukcesu ze sprawozdania z praktyki profesjonalnej, jaką Jakub odbył u niego w tym roku
35 odcinek audycji Gawędy Ogrodnicze
Posłuchaj na swoim playerze:
Przejdź do podstrony podcastu:
Transkrypcja podcastu
Opowiem Ci dzisiaj o mistrzu Bergu. Peterze Bergu, który jest niemieckim twórcą ogrodów prywatnych, wyłącznie prywatnych, praktycznie w większości indywidualnych właścicieli działek dla ogrodów rodzinnych, dla osób indywidualnych, czasami dla jakichś firm. Piękny ogród jest przy Domu Spokojnej Starości w Bad Neuenahr.
Ale tak, jest to mistrz, który jest bardzo, bardzo w mojej specjalizacji, w bardzo wielu obszarach jest znacznie dalej niż ja jestem obecnie. Jest też ode mnie starszy dwadzieścia, no może dwadzieścia parę lat. Nie pytałem go o datę urodzenia.
Jak to się w ogóle wydarzyło, że znalazłem się na tej praktyce? Otóż, że jest taki program wymiany, coś takiego jak Erasmus dla profesjonalistów z branży ogrodniczej, dowiedziałem się już dawno od Marcina Gajdy, o którym Gawędę Mistrzowską też możesz sobie posłuchać. Program funkcjonujący w ramach European Landscape Contractor Association, ELCA, do którego dołączyłem w zeszłym roku, właśnie wiedząc, że jest tam taki exchange program.
A po dołączeniu w ogóle okazało się, że ELCA jest fantastycznym ogrodniczym biurem wycieczkowym, przynajmniej na takim poziomie zwyczajnych członków, no bo jako stowarzyszenie jest też organizacją lobbującą, działającą przy Parlamencie Europejskim i realizującą ważne zadania, które później organizacje krajowe, które członkowie należą do ELCA przenoszą na ten krajowy grunt. Czyli ELCA przysyła jakieś informacje o tym, co nas czeka w związku z na przykład European Restoration Law i później organizacje wprowadzają to, czyli informują swoich członków na szczeblu krajowym.
Natomiast dla members of Committee of Firms, no to program wycieczkowy, byliśmy w Czechach, Estonii, Finlandii na razie, na wiosnę jest planowana Austria, oczywiście też się wybieram. Oraz ten exchange program, na który można wysłać swojego pracownika, no ale można też pojechać oczywiście jako właściciel firmy. No to było coś, co mnie skusiło do dołączenia, dołączyłem, napisałem wniosek.
A wcześniej zresztą pytałem właśnie Marcina Gajdę pod kątem mojej specjalizacji, że robię ogrody prywatne, że idę w stronę naturalności itd. i kogo on by mi polecił i no to było coś magicznego, dlatego, że on powiedział: “O kurczę Jakub, Peter Berg, to jest to, to jest właśnie ten człowiek, do którego masz się udać, od niego masz się uczyć”. Także miałem takie po prostu konkretne wskazanie palcem, że to jest mój kierunek na ścieżce rozwoju, no i poszedłem za tym głosem, poszedłem i jestem bardzo wdzięczny zarówno Marcinowi, jak i oczywiście Peterowi za całą wiedzę, którą się ze mną podzielił.
Myślę, że to jest bardzo ważne, żeby znaleźć mistrza, który jest w twoim nurcie filozoficznym, estetycznym, ponieważ wiesz, można osiągnąć mistrzostwo we wszystkim, także w kiczu, no ale mnie to na przykład nie interesuje. Natomiast Peter Berg jest doskonałym naturalistą, a że ja jestem właśnie bardzo prawdziwy na naturę i na takie właśnie wyidealizowane, naturalne krajobrazy, no to siadło to po prostu perfekcyjnie.
Oczywiście w tej gawędzie podzielę się z tobą tylko pewną częścią wiedzy, którą pozyskałem, ponieważ znaczna część jest prywatna, część też jest tylko dla mnie, szczególnie wiedza o strukturze, niuansach biznesu mojego mistrza, nic nie mógłbym udzielać takich informacji publicznie, właściwie wielu z nich nie mógłbym i nie będę udzielał nikomu.
Gdybyś chciał zobaczyć, jakie ogrody mistrz zakłada, to oczywiście możesz przejrzeć jego stronę internetową gartenlandschaft.com. A teraz właśnie, kiedy nagrywam tą gawędę, czyli mam końcówkę listopada 2025 roku, właśnie publikuję te filmiki, które nagrywałem w różnych ogrodach tam, gdzie wolno mi było nagrywać filmiki, czy tam gdzie.. Nagrywać właściwie mogłem wszędzie, natomiast tam gdzie mogę publikować, ponieważ mistrz zarówno broni prywatności swojego ogrodu prywatnego, który jest też jego ogrodem pokazowym, ale generalnie nie zgadza się na to, żeby pokazywać go w jakichkolwiek social mediach i tak samo oczywiście chroni prywatność swoich klientów.
Natomiast przy ogrodach publicznych, czy tam dwóch ogrodach prywatnych, gdzie uzyskałem zgodę właścicieli tych ogrodów, no to pokazuję je na Instagramie, więc jeśli słuchasz teraz, to możesz sobie to obejrzeć, a jeśli słuchasz kiedyś tam, to jak wejdziesz na moją stronę jakubgardner.pl to w stopce znajdziesz linka pod hasłem rolki z Instagrama, shorty i tiktoki i tam w dziale ukształtowanie terenu, nawierzchnie ogrodowe i kompozycje kamienne, tam wejdziesz sobie w linka i znajdziesz potężny blok.
Są też oczywiście tematy, które tam nagrywałem i rozstrzelone po innych tematach, ale najwięcej tych związanych z kamieniami znajduje się właśnie w tym dziale z ukształtowaniem i kompozycjami kamiennymi. A raczej znajdzie się jakoś w grudniu, kiedy będę dokonywał aktualizacji tego spisu na stronie, bo robimy to raz na kwartał. No a teraz zapraszam na Insta.
Jeszcze jeden temat. Pod wpływem praktyki, która odbywała się pod koniec sierpnia, byłem w Niemczech trzy tygodnie, napisałem dość obszerny artykuł, pracowałem nad nim już od dłuższego czasu, pod tytułem Ogród naturalny czy naturalistyczny. Jak sobie wpiszesz ten tytuł z dopiskiem Gardner w Google, to ci to wyszuka na mojej stronie i ten artykuł jest swoistym manifestem mojej osobistej drogi, bynajmniej nie będącej bezpośrednio ścieżką Petera Berga, ale mistrz stał się dla niej katalizatorem.
Także po powrocie z praktyki, po obejrzeniu tego co on robi, po tym pełnym zachwycie, zainspirowaniu się, ale równocześnie nie takim, że ja bym chciał wchodzić w jego buty, ja chcę schodzić swoimi, chcę iść swoją własną ścieżką, no to właśnie stworzyłem tą deklarację i jestem w niej absolutnie utwierdzony.
Wiesz, zadaniem każdego człowieka, Petera, moim, twoim jest dotrzeć do autentycznej prawdy na swój temat, podążać tam, gdzie kieruje cię serca, intuicja, gdzie możesz rozwinąć swój największy potencjał, no i ostatecznie stać się mistrzem swojej własnej dziedziny. No i dobrze, tyle tytułem wstępu.
Opowiem Ci teraz o mistrzu.
To jest człowiek, dla którego ogród jest zawsze priorytetowy. Tutaj wydaje wszystkie swoje pieniądze, ja zresztą tak samo. Mistrz wstaje, od razu idzie do ogrodu, podlewa go ręcznie, ogląda wszystkich roślin osobiście. Ogród jest jego życiem. Myślę, że nie można go po prostu rozdzielić od swojego ogrodu.
Zresztą ogrody w ogóle są jego życiem. Ogrody i rośliny to jest jego żywa, szczera, prawdziwa namiętność. Jesteśmy w trakcie spotkania z klientami już w istniejącym założonym ogrodzie i on nagle prosi o wąż i nagle w środku rozmowy zaczyna podlewać jakieś rośliny właśnie w ogrodzie u klientów, bo zobaczył, że są suche, że trzeba je nawodnić. No absolutnie rozczulające, ale po prostu to w tym momencie było dla niego oczywistym priorytetem, którym należy się zająć, więc po prostu zajął się nim.
Peter Berg jest mistrzem ogrodów naturalistycznych, więc nie wiem, czy sam siebie tak tytułuje, ale ja uważam, że jest niewątpliwie artystą bardzo utalentowanym i wrażliwym. Równocześnie ma wieloletni warsztat i nie tylko zgromadził to doświadczenie, ale też próbuje, stara się wyciągnąć z tego swojego warsztatu reguły, które mogliby stosować inni i buduje swoisty algorytm piękna natury.
I ten algorytm staje się jakby dla niego drogowskazem, z którym idzie przez świat, w ogóle takim filtrem, takimi okularami, także jak patrzy na jakąś rzecz, dzięki temu właśnie, tym zasadom, które zrozumiał, jak ta natura działa, jak ona konstruuje to piękno, które jego zachwyca, no to jak patrzy na rzeczywistość, to od razu widzi, czy coś jest brzydkie, czy coś jest piękne, czy to pasuje do tego jego wzorca, czy nie pasuje.
No jeżeli nie pasuje, no to oczywiście zdąży do korekty i poprawy, no to też jest mechanizm, który wykorzystuje podczas bieżącej pracy, kiedy ogrodu jeszcze nie ma, kiedy zaczyna go układać, kiedy tworzy te kompozycje, kiedy coś w nich trzeba zmienić, bo one ciągle jeszcze nie są tym, co on by chciał.
No i oczywiście mistrz ma też swojego mistrza, swojego wielkiego mistrza i jest nim książe Hermann von Pückler-Muskau, o którym nie wiem bardzo dużo, czytałem książkę o nim, autorstwa jego asystenta Eduarda Petzolda. W ogóle dziękuję tutaj Jackowi Kuśnierskiemu, który pomógł mi tę książkę otrzymać, zanim wyjechałem do Niemiec, a jest to nowa pozycja, wydana w 2024, jest to właściwie jedyna pozycja po polsku, którą można poczytać o Pücklerze, w Niemczech jest więcej tej literatury.
No i oczywiście mistrz też odnosi się do tego, wydał książkę pt. “Berg Style, Garden Design Inspired by Pückler” i myślę, że obie te pozycje, plus jeszcze może jakieś podróże, bo byłem w Bad Muskau, czyli w ogrodzie Pucklera, dawno już, naście lat do tyłu i szczerze mówiąc, ani nie miałem wtedy kompetencji sobie tego oglądać, oceniać, ani też do dzisiaj nie zachowało mi się takie wspomnienie wiedzy, czy jakieś inne materiały, więc myślę, że zobaczyłbym Bad Muskau, zobaczyłbym Branic i później po lekturze książek może zrobię jakąś gawędę tylko i wyłącznie o Pucklerze, na ten moment nie będę się za wiele o tym rozwodził, a bardziej ci już opowiem o tym, co sam mistrz Berg sobą reprezentuje.
Więc jest skupiony na drugim człowieku, potrafi słuchać, słucha, zapamiętuje, poznaje się, naprawdę jest żywo zainteresowany drugim człowiekiem, lubi ludzi, którzy go słuchają, to oczywiste. Jest niespieszny, różne czynności zwykle wykonuje niespiesznie, na przykład rozmowy telefoniczne, czy rozmowy na żywo z ludźmi, z którymi się spotyka w różnych sytuacjach, na budowie, z klientami. Spotkania z klientami zajmują dwie, czasem trzy, cztery godziny, jeżeli jest kolacja to w ogóle jeszcze więcej. Rozmawia z klientami długo, spokojnie, przede wszystkim pozwalając im się wygadać, zadaje tylko czasami pytania, no i wszystko to właśnie prowadzi tak niespiesznie.
Jest bardzo grzeczny, pozwala się ugościć tak jak klienci sobie życzą. Nawet tam rozmawialiśmy, że generalnie w swoim życiu, w swojej diecie nie je cukru, ale i tak pozwolił im się ugościć ciastem, które specjalnie przygotowali na jego wizytę, no bo chociaż było to wbrew jego jakimś tam postanowieniom, ale to ta postawa wobec człowieka, wobec klienta jest taka dostarczająca przyjemności. Tak, myślę, że to jest to, pełna szacunku, uprzejma, ale to, że ludzie po prostu w jego okolicy czują się przyjemnie.
Uważam, że to jest bardzo istotna część osobowości projektanta ogrodu, czy też stanowiąca jego sukcesy, no bo jeżeli ludzie Cię nie lubią, a ja byłem przez wiele lat człowiekiem, który w ogóle nie był skoncentrowany na drugim człowieku, tylko na swoim własnym tworzeniu, więc coś wiem na ten temat, więc jak ludzie Cię nie lubią, to niechętnie z Tobą pracują. Oczywiście, jak jesteś dobry, to Cię chcą, ale no tak, mistrz jest dla klientów bardzo miły i bardzo przyjemny.
Na spotkanie przywozi im książki swojego autorstwa, tam w tych własnych książkach pokazuje jakieś inspiracje i to robi naprawdę fantastyczne wrażenie, też buduje ten szacunek. Po spotkaniu z klientem wraca na działkę, żeby jeszcze raz na spokojnie się nad wszystkim zastanowić, ułożyć sobie w głowie różne pomysły, robi jakieś swoje własne notatki czy szkice, sprawdza różnicę wysokości, fajnie to robi, bierze jakiś patyk, po prostu kuca i patrzy. Na oko sobie to wszystko sprawdza, widać, że po tylu latach po prostu poziomica już jest w oku. Szacuję sobie też zużycie materiału.
Podczas jednego takiego spotkania robiłem pełną dokumentację fotograficzną, więc nie zgłaszał żadnych uwag później, bądź wszystko było okej. Prosił też, żeby zrobić zdjęcia z okien domu, zrobiłem, bo też w swoim standardzie oczywiście robię i wszystkie te czynności, które należy wykonać, zostają wykonane. Nie ma gonienia, nie ma pośpiechu, znaczy jest pośpiech inny, ale to o jego niecierpliwości powiem Ci później, natomiast niespieszność Berga jest naprawdę imponująca i bardzo dla mnie inspirująca.
Prowadzi rozmowy w taki łagodny sposób, pozwala wybrzmieć wszystkiemu, co chce przekazać druga strona, następnie pozwala sobie na czas na refleksję. W tej rozmowie z nim w ogóle jest dużo jakiejś takiej ciszy, oczekiwania, zanim wreszcie coś powie. Jego wypowiedzi są jak precyzyjne cięcie gałęzi na drzewie, dokładnie tyle ile trzeba, nic więcej.
Tak, bardzo jestem wdzięczny za te trzy tygodnie praktyki, ponieważ poświęcił mi bardzo dużo indywidualnej uwagi, żeby podzielić się swoją wiedzą, doświadczeniami. Codziennie przekazywał mi masę informacji, które już trzeci miesiąc rozpakowuję i rozważam, a teraz wreszcie dzielę się częścią z nich z Tobą.
Mistrz Berg jest bardzo hojny i opiekuńczy wobec utalentowanych. W moim odczuciu jest bardzo ciepły, pamiętający o ludziach, zwracający uwagę na ludzi, to wzbudza dużo szacunku. Chyba, że kogoś skreśli albo się zrazi, to wtedy już koniec, to już nie zwraca uwagi na tego człowieka, więc jego podejście jest bardzo wybiórcze. W moim odczuciu pewnie będę właśnie odosobniony, bo sądzę, że niewiele osób zaszczycił takim traktowaniem. Jest jak dobry i troskliwy ojciec.
Na przykład odblokował mój lęk przed przecinaniem iglaków, bo mnie nie oceniał, a chwalił jak osiągnąłem dobry efekt. Najpierw bardzo dobrze mi wyjaśnił, na czym polega ta praca, o co w tym wszystkim chodzi, a później zostawił mnie samego, przyszedł, spojrzał, no dobrze, dobrze zrobiłeś, dobra, rób kolejnego. Pod względem pedagogicznym to było bardzo, bardzo fajne, takie właśnie ojcowskie.
W moim odczuciu bardzo ciepły, bardzo cierpliwy i jeżeli widzi, że warto, to inwestuje w Ciebie. Natomiast jak nie widzi, że warto, to po prostu zajmuje się swoimi sprawami. Po prostu nie przeznaczy się nawet sekundy, bo nie warto. No i tak też nie pracuję na terenach publicznych. Nienawidzi głupoty. Nienawidzi ludzi, którzy stoją z założonymi rękami, mówią co trzeba zrobić, nie mają o tym zielonego pojęcia.
Był właśnie podczas mojego pobytu taki incydent, że chyba go poprosił ktoś, żeby pomógł budować jakąś ścieżkę rowerową. Tam trzeba było poukładać jakieś głazy, był koparkowy, byli jacyś urzędnicy, był architekt krajobrazu z miasta i my przyjechaliśmy, właśnie ja, jeszcze jeden pracownik z ekipy i mistrz. My wszystko sobie przywieźliśmy, pasy transportowe, narzędzia, grabie, łopaty, wszystko to, co jest potrzebne do układania kamieni. I po prostu gadają, gadają, gadają i niestety mój niemiecki nie pozwolił mi zrozumieć wszystkiego, o czym rozmawiali, ale w pewnym momencie po prostu mi się wkurzył, że są głupi i że po prostu zwinęliśmy się stamtąd, nie?
Tak, jeszcze przez cały dzień do końca dnia słyszeliśmy jakie jest po prostu zdanie na temat tych ludzi. Ale widzisz, to jest właśnie ta sytuacja, nagrywałem o tym tą gawędę o ogrodzie nad Białuchą, że nie ma wielkiej możliwości, ja nie wiem, może są jakieś indywidualne przypadki, ale generalnie system jest taki, nasz zbiurokratyzowany, demokratyczny system, w którym wszystko musi być wymyślone wcześniej. On jest absolutnie przeciwny modelowi, w którym działa jednostka mistrzowska, którą trzeba uszanować, łącznie z jej dziwactwami, bo tylko jeżeli zapewni jej się najwyższy komfort pracy, to ona może zaoferować pełnię swoich możliwości, więc to po prostu się nie spina.
Procedury tam, jakieś przetargowe, jakieś inne, ale byliśmy w sytuacji, kiedy chodziło o ułożenie jednego kamienia, czy tam dwóch kamieni, byśmy zrobili jakąś maleńką kompozycję, ale po prostu nie dało się, nie do przejścia tematu. Bo oni mu mówili, jak on ma wykonywać swoją pracę, to jest po prostu jakiś nonsens, tak? Kto tu w ogóle się na to zna? Kto tu jest mistrzem? Kto powinien kogo słuchać?
Więc, no tak, nie wyszło to. Nie wyszło, bo najwyraźniej tamci ludzie nie mieli pojęcia czym jest piękno. I nie mieli wystarczającego szacunku do natury. I nie chcieli go słuchać. I to po prostu nie miało prawa zadziałać.
Mistrz Berg nie wywyższa się, właśnie po to przedstawiam Ci też ten jego rys, żebyś zobaczył, jakim on jest człowiekiem. Zwykłym, skromnym człowiekiem, rzemieślnikiem, wykonującym swoją pracę, doskonalącym się każdego dnia, starającym się wykonywać ją ciągle najlepiej. Więc on się nie wywyższa, on po prostu stoi wysoko. I jest tego świadomy. Ale nie traktuje Cię przez to z góry.
To jest też człowiek, który nie ma żadnych kompleksów. Nie czuje, żeby się musiał w jakikolwiek specjalny sposób starać. Była taka sytuacja, że klienci przyszli do ogrodów, więc on ich do tego ogrodu po prostu wpuszcza, ponieważ to jest stworzone miejsce na najwyższym poziomie doskonałości. Jest cały czas zadbane. On nie musi robić niczego wyjątkowego, żeby ogród zaopiekował się jego potencjalnymi klientami, żeby oni sobie tam swobodnie pospacerowali, zobaczyli, czy coś takiego im odpowiada. I dopiero kiedy ten spacer im się podoba, to on tam gdzieś idzie z nimi dalej rozmawiać.
Uczy dużo ludzi, w różny sposób. Myślę, że nieustannie szuka pereł i talentów takich, które mogłyby w jakiś sposób z nim współpracować. Oczywiście prowadzi firmę, rozwija, jest całkiem sporo osób. Mówi, no nie jest łatwo korygować tam dziesięć czy kilkanaście osób, mniej więcej to jest taka załoga.
Nie lubi problemów z pracownikami i z klientami. I nie lubi, kiedy rośliny usychają i umierają. Tak mi odpowiedział na pytanie, czego nie lubi. Też mieliśmy takich jednych ludzi i go pytałem. No nie lubi klientów, którzy sami rysują projekt albo jakąś specyfikację do projektu. Wydaje im się, że wiedzą lepiej, jak urządzić działkę. Wtedy im mówi, że no dobrze, możesz to zrobić sam, ale weź pod uwagę, że… No i tutaj wymieniam te wszystkie branżowe i trudne rzeczy, o których klient nie ma pojęcia, które są istotne, żeby to zrobić.
Co dla fachowca oczywiście nie jest trudnym zadaniem, bo to faktycznie to, co my robimy, to jest łatwa praca pod warunkiem, że masz wszystkie dostępne dane, no ale klient nie rozumie, że ich nie ma. Skoro jest na początku ignorantem, wydaje mu się, że po prostu sobie z tym poradzi. No różni są klienci, ale wtedy mu po prostu bardzo dobitnie wyjaśnia, że tak, dobrze, zrób sobie to, tylko OK, musisz mieć takie, takie, takie kompetencje.
To jest dobry zabieg retoryczny też. Z czegoś podobnego korzystam, chociażby prowadząc bogatą publicystykę, bo oczywiście dzielę się wiedzą z tobą, z innymi fachowcami, którzy mogą być ciekawi, żeby z mojego doświadczenia skorzystać, ale równocześnie klienci też trafiają na moje artykuły i różne inne materiały i dzięki temu przekonują się, że po pierwsze, ja jestem fachowcem, retorycznym człowiekiem, po drugie, że te rzeczy są jednak dość trudne.
Lekcja od mistrza – Musisz potrafić robić to, o czym uczysz innych. Tylko wtedy jesteś prawdziwym mistrzem.
No i to było piękne doświadczenie, ponieważ wszystkie te czynności związane z zakładaniem ogrodów, czy z kamieniami, czy z roślinami, czy z ziemią itd. Mistrz ma te w swoich własnych rękach, mistrz Berg, opanowane na najwyższym poziomie, więc cokolwiek chce przekazać mnie albo innemu uczniowi, to nie jest coś, do czego on ma przygotowanie teoretyczne, ale on to po prostu przerobił już przez te dziesięciolecia.
Jest w tym faktycznym mistrzem i on ciągle tę pracę wykonuje. On jest ciągle rzemieślnikiem, który robi swoją robotę. Jeździ osobiście chyba do wszystkich klientów. Robi własną wizję lokalną. Wyrabia sobie zdania o człowieku, o działce. To on konstruuje tę wizję. Nie boi się żadnej pracy, mimo tego, że już jest facet po sześćdziesiątce. Nie unika żadnej pracy. Dużo czynności wykonuje osobiście. W ogóle jest właśnie bardzo niecierpliwy. Jak widzi, że coś idzie opieszale czy niesporo, to ci zabierze narzędzie z ręki i sam to zrobi.
Więc jego zespoły, zespoły wykonawcze, to są przede wszystkim tacy asystenci, dzięki którym on może robić więcej i szybciej niż robiłby sam. Ale myślę, że najchętniej chyba wszystko robiłby osobiście, żeby było zrobione dokładnie tak, jak chce i lubi, jak jest zgodne właśnie z jego algorytmem profesjonalnym i z jego wzorcami piękna, które gdzieś sobie wypracował.
Podczas tego pobytu mojego mówi, że pracował tylko na połowę swojej wydajności, bo był po jakiejś tam operacji i nie może się forsować. Ja i tak byłem pełen podziwu dla tego, ile on ma energii i jak się wszystkim zajmuje. Przecina drzewa, żywopłoty, podlewa, układa głazy, czyści je, grabi ziemię. Przerobił już mnóstwo tej roboty własnymi rękami i po prostu potrafi robić to doskonale. Nie boi się tego, wykonuje chętnie tą robotę, bo jest po prostu konieczna.
Jest jak taki niecierpliwy rzeźbiarz, który czeka, aż to jego dzieło wreszcie ukaże się. Oczywiście pomocnicy robią swoje, on ich goni właśnie wtedy, ich goni niecierpliwie. Ta niespieszność jest, kiedy rozmawia z klientem, a jak już mamy zrobić robotę, no to sam rzeźbi bardzo intensywnie i wszyscy wokół niego też mają po prostu działać, skakać. Ta robota ma iść, ma być przerób.
No i też mówi, że potrzebujesz być sportsmenem, że żeby osiągnąć dobre wyniki w tym zawodzie, no to potrzebujesz być naprawdę w dobrej formie. I przyznam sobie, że po każdym tygodniu, a pracowałem tam oczywiście fizycznie też, no to byłem taki, tak konkretnie, spocony, zgrzany i przyjemnie wyczerpany.
Mistrz Berg mówi, że jeśli masz talent, to potrzebujesz roku, żeby się czegoś sensownie nauczyć. Jeśli nie masz talentu, to potrzebujesz 3 lat. Mają tu w ogóle taki rodzaj praktyki, że uczniowie tydzień są w szkole, a przez tygodnie są u pracodawcy. Przez cały rok i przez wakacje, i przez zimę. To trwa 12 miesięcy i łącznie to cały ten cykl edukacyjny trwa 3 lata. To jest umowa podpisana między firmą, a uczelnią, więc ten uczeń przychodzi na te lata i on faktycznie tam pracuje i się uczy.
Mistrz mówi, że w Japonii uczysz się przynajmniej 10 lat, a jeżeli chcesz być mistrzem, no to możesz to osiągnąć dopiero po 60 tce. Także jestem zupełnie spokojny, mam jeszcze całkiem sporo czasu na swoje prawdziwe mistrzostwo.
Mistrz Berg to jest też trochę świr na punkcie kontroli, ale trudno nie być, będąc twórcą. Oczywiście natura uczy uległości, i pokory, a dojrzałość daje umiejętność zatrzymania się, autorefleksji, kontemplacji piękna. Warto to wykorzystać, zwolnić, cieszyć się życiem. Zastanawiam się właśnie nad tym kontrastem między tym kontrolowaniem wszystkiego, a tym pokorą i wyważeniem, spowolnieniem wynikającym z dojrzałości.
Zastanawiam się, czy Peter cieszy się życiem? Myślę, że tak, ale jest to też życie bardzo aktywne. Generalnie nie widuję go przesiadującego w ogrodzie, zapatrzonego gdzieś w grę świateł i cieni. Nie, to jest człowiek, który jest cały czas w ruchu. Zadałem mu pytanie, czy kiedy przychodzi do ogrodu, w którym natura nie jest tak ściśle kontrolowana, jak u niego, to czy go to drażni, czy czuje się jakoś niekomfortowo. No, w odpowiedzi roześmiał się tylko i powiedział, no cóż, to jest japoński styl.
No, a prowadząc tego typu firmy, trzeba zwracać wielką uwagę na szczegóły. Trzeba być zorientowanym na detale. Inaczej się nie da. Trzeba wszystko wszędzie kontrolować, bo inaczej padnie jakość, a tym samym myślę, że tego typu biznes to nie jest firma do robienia wielkich pieniędzy, bo wielkie pieniądze robią ludzie, którzy niezbyt dbają o szczegóły i detale.
Też właśnie rozważając to w przeszłości, tak sobie to wymyśliłem, że może właśnie dla tych ludzi, którzy robią wielkie pieniądze, którzy niezbyt zwracają uwagę na detal, idealny jest ogród minimalny, bo tamte szczegóły i detale, przynajmniej na tym drugim planie nie są takie zadbane, bo na pierwszym oczywiście muszą być.
To jest taki właśnie w moim wyobrażeniu ogród minimalny, tak jak ja go kreuję, to jest właśnie taki idealny miks. Tam, gdzie człowiek siedzi, te detale są dopieszczone maksymalnie, tam właśnie w tej pergoli, wokół może jest jakiś ogródek naturalistyczny, natomiast wszędzie wokół, gdzieś tam dalej już jest dziko i właśnie tego detalu nie ma. Detal tworzy przyroda. Tak się tutaj potwierdzam ja w swojej filozofii ogrodowej.
Słuchałem jednego takiego właśnie biznes coacha, który mówi, że generalnie z tych takich topowych, super odnoszących sukcesy zarabiających gigantycznych pieniędzy ludzi generalnie nie ma takich, którzy byliby zorientowani na detale, ponieważ to są rozproszenia. Oni myślą już w skali makro, a w tej naszej pracy z kolei, przy zakładaniu takich pięknych, uważnych ogrodów prywatnych trzeba być ekstremalnie zorientowanym na detale.
Więc robimy, Berg robi ogrody dla ludzi, którzy można powiedzieć są w cudzysłowie normalni, ale dość zamożni. Czyli niekoniecznie super bogaci ludzie sukcesów w mojej obserwacji, ale też Petera, bo rozmawiałem z nim o tym i raczej dupie mają ogrody. Czy w ogóle relaksowanie, spędzanie czasu są tak zaangażowani w jakieś tam swoje cele i osiąganie skuteczności, że w ogóle nie mają na to przestrzeni i myślę, że nie potrafią się cieszyć naszą pracą, tą taką pracą właśnie uważnie naturalistyczną, tą układaną z wysoką uważnością na detal.
I myślę, że jeżeli chcesz iść taką ścieżką, ja myślę sobie, że skoro chcę iść taką ścieżką, to jednak nie do tych najwyższych i największych rekinów powinienem się kierować. Taką mam też obserwację, że wysmakowane rzeczy kupują koneserzy piękna, ale to nie są najbogatsi ludzie na świecie, raczej zamożni, bardzo zamożni, ale właśnie tacy normalni.
No, normalni. Większość normalnych Niemców, podobnie zresztą jak w Polsce, nie ma gustu. I Peter jest wyjątkowy. Robi coś absolutnie niezwykłego. I to jest wspaniałe, że człowiek o takim możliwościach zdecydował się wykorzystać pełnię swojego potencjału. Uważam, że tak właśnie powinniśmy żyć, tak właśnie powinniśmy postępować. No i tutaj znowu znajduję wspólnotę z mistrzem, który jest dla mnie właśnie inspirujący, że on już to robi te kilkadziesiąt lat i udowadnia swoim przykładem, że warto.
No i to właśnie robimy. Jakieś takie małe skraweczki świata dla tych właśnie wybranych ludzi, którzy nas słuchają. Czynimy trochę ładniejszymi. Ja to robię podobnie jak on. Trochę, trochę po swojemu. Układam te ładne rabatki. Liczę na ich zachwycający efekt, oglądany z różnych perspektyw po latach. No tego właśnie chcemy. Nasi klienci, my ładu, żeby było ładnie, żeby było pięknie. To jest ta robota.
A żeby to robić dobrze, trzeba być konsekwentnym i bezkompromisowym. To jest taka właśnie… Nagrałem też gawędę dokładnie wtedy, będąc w trakcie tej praktyki na gorąco. Będąc taki świeżo, mocno zainspirowany tym, jak te wartości przekładają się na naszą pracę, na naszą postawę. Jak to obserwuję też u mistrza, który jest mega twardzielem i mówi, że musisz być twardzielem. Nie możesz być zbyt przywiązany do komfortu, jeśli chcesz osiągnąć dobre efekty w ogrodnictwie. To jest jego lekcja, że tutaj nie ma komfortu.
W firmie Berga wszyscy pracują bardzo długo, 10-12 godzin i wszyscy są zadowoleni.
Mistrz mówi, że jeśli chce osiągnąć tu sukces, muszę być najbardziej konsekwentną osobą, jaką znam. I nigdy nie używać koloru żółtego w ogrodach. Nad tym się jeszcze ciągle zastanawiam, ale on bardzo zwraca na to uwagę. No ale to jest bardzo ciekawy aspekt tej lekcji o bezkompromisowości, co dotyczy stosowanej przez Berga koncepcji kolorystycznej.
Jego zasada jest taka, zieleń plus kolory nieba. Jako ogrodnik rozumie i bardzo dobrze to czuję, że ludzie najbardziej szukają w przestrzeni ogrodowej spokoju i relaksu. Dlatego nie stosuję tam żadnych ognistych kolorów. Żadnych żółtych kwiatów, żadnych czerwonych, ale już na pewno nie tylko okropnych pomarańczowych. Oczywiście też nie znajdziesz w jego ogrodach żadnych liści żółtych, czerwonych, raczej też nie ma liści pstrych, ponieważ za bardzo zwracają uwagę. Mówi, że nie widzisz wtedy nic innego. Uważasz, że takie kolory męczą wzrok, utrudniają skupienie na poszczególnych detalach, albo w ogóle docenienie całości.
Dlatego preferuję kolory, które najczęściej znajdują się w naturze, czyli odcienie zieleni oraz właśnie barwy nieba, czyli szarości, błękity, biele. Uważasz, że tylko one dają oku i obserwatorowi poczucie spokoju, harmonii. No i bardzo umiejętnie operuje z różnicowaniem w listowiu, grą światłocieni. Łączy liście, które są bardziej trawiaste, jakieś tam większe, mniejsze itd. I przez to, że one są takie ażurowe, o czym powiem Ci później, właśnie przecinane, to to światło podróżujące dnia robi na nich fenomenalne efekty.
No i ten taki łagodny dobór barw też zdecydowanie łagodzi dominację kamieni, bo tych kamieni jest bardzo dużo i przez to, że kolorystyka w roślinności nie jest pstra, to wszystko jest takie bardzo stonowane. No i dopiero jesienią w tych ogrodach pojawiają się prawdziwe fajerwerki. Ten taki ogień, i tutaj lubi korzystać z krzewów, szczególnie krzewów, które się mocno przebarwiają, właśnie jakieś oczary, jakieś trzmieliny. Trzmieliny może rzadziej, ale derenie na przykład.
To jest doskonała strategia, to jest właśnie zwrócenie uwagi na zmienność sezonu, na połączenie użytkownika z rytmem pór roku. Te żywe, mocne kolory, szczególnie w ciepłym, nisko nachylonym świetle jesienią stają się takie bardziej soczyste, robią fantastyczne wrażenie. Także cały rok właściwie czeka się na tą jesień.
No i tak, Berg lubi pracę bardzo szybko i bardzo czysto. Jego chłopaki mówią, że praca tu jest jak sport i to prawda. A poza tym używa wyłącznie naturalnych materiałów i do tego też przekłada bardzo dużą wagę. Więc kamienie oczywiście naturalne, tak, drewno. Żadnych kompozytów, chętnie modrzew, daglezję, czasami drewno egzotyczne, ale też w żaden sposób nie zatrzymuje starzenia. Pozwala drewnu się starzeć, szarzeć, nie czyści go, nie olejuję żadnymi kolorami, nie podkręca.
Poza tym wykorzystuje stal, buduje w ogrodach różnorodne konstrukcje, jakieś zadaszenia, pomosty, z kraty pomostowej. A propos rzeźby, rzadko, najczęściej pracuje z jedną artystką, Marti Faber. Ona tworzy takie wycinanie płaskorzeźby z rdzewiejącej stali, bardzo dyskretne. Czasem jakieś też się pojawiają paleniska czy koksowniki i to już zwykle z rdzewiejącej stali, też dyskretnie wtapiają się w otoczenie.
Poza tym aluminium. Do małej architektury, do mebli, nowoczesnych donic, często z skrzyń szczelnych, na poduszki albo jakieś sprzęty ogrodowe. Ale chociaż aluminium przecież pozwala uzyskać ostre krawędzie, to u niego wszystkie blachy są zawsze specjalnie zrobione na półokrągło, czyli wyglądają jak stalowe, a dzięki temu są znacznie bardziej feng shui, nie zwracają też na siebie uwagi. No i preferuję odcienie szarości, antracytu, jak stal to ocynk, albo aluminium, jakieś dyskretne matowe powłoki, farby do metalu. Także nic się tam z tych rzeczy nie rzuca w oczy.
W firmie Berga nie ma miejsca na kompromisy żadnego rodzaju z jakością.
Nie ma takiej sytuacji, jaką często widuję w polskich firmach, że zrobimy coś trochę gorzej, żeby zarobić więcej. Po prostu nie ma takich krótkowzrocznych, chciwych ruchów. Stawia na najwyższą jakość. Wszystko musi być zrobione nie mniej niż doskonale. No i tak uzyskuję najlepsze rezultaty i pochwały, jak na przykład książka o Ogród Roku, którą mi sprezentował, w której jest pierwsze miejsce, tak. Piękny album, pełen wspaniałych ogrodów, jego jest najlepszy.
Inny jakiś piękny album, też współczesna architektura krajobrazu, przekrój przez cały świat, gdzie on reprezentuje Niemcy na arenie ogólnoświatowej. I to są też wspaniałe zdjęcia i doceniona twórczość. Teraz w właśnie dostał w UK nagrodę od Society of Garden and Landscape Designers za taki piękny ogród z pomostem, z balustradami szklanymi, z widokiem na Ren.
No oczywiście, dowodem maestri jest wspaniałe portfolio i te książki, którymi mistrz mnie obdarował, a które ty też możesz sobie zamówić na jego stronie. I polecam ci szczególnie dwie, te które mam, tak. Nature, Aesthetic, Design. Tutaj sporo w tej gawędzie przekażę ci informacji zawartych w tej książce, ale ona jest też albumem jego pracy, więc warto ją mieć. No i druga, którą będę jeszcze sobie na spokojnie przerabiał i czytał, Berg Style Garden Design Inspired by Pückler. No i tam już jest, też jest oczywiście albumem, ale dużo jest takich treści merytorycznych i związanych z kompetencjami estetycznymi.
Z tym właśnie wyciąganiem algorytmu piękna, szukaniem zasad rządzących pięknem, tak, żeby można było stworzyć ogrody idealne, czyli rajskie ogrody, bo Berg, jak przyznaje, próbuje odtworzyć swoje wyobrażenie boskiego raju. Wspomina świat, w którym ludzie nie potrzebowali domu, bo żyli w idealnej przestrzeni, w zgodzie z naturą. To jest bardzo idealistyczne dążenie, a Berg nosi ten ideał w swoim sercu, w głowie i wyraża go w życie. Jestem przekonany, że on go ma nieustannie przed oczami, kiedy tworzy ogrody dla innych, że ma ten właśnie swój doskonały wzorzec, do którego niestrudzenie dąży.
Jest świetnym obserwatorem natury, ma dla niej wielki szacunek dla podziw. Myślę, że ma większy podziw dla natury niż dla człowieka. Ja na pewno mam i zawsze trochę z uśmiechem, ale naprawdę zupełnie serio mówiłem, że wolę rośliny od ludzi, ale to nie czas na takie dygresje. Więc natura jest podstawowym źródłem jego inspiracji. Jest mistrzem naturalizmu, czyli scenografii tworzonych w oparciu o piękno natury, ale też ściśle pilnowanych.
No a takim źródłem wiedzy, kompetencji branżowych, poza oczywiście już teraz potężnym doświadczeniem, jest przede wszystkim japońska sztuka ogrodowa. Jest wierny w zasadzie wabi-sabi, czyli japońskiemu ideowi piękna, opartemu na prostocie, czystości i samowystarczalności. No i dąży w swojej pracy do takiej estetycznej perfekcji. Z jednej strony właśnie opartej na prostocie i minimalizmie, a z drugiej wielowarstwowej i pełnej atrakcyjnych kontrastów, bo te ogrody nie zlewają się w jedno, tak? W nich się mnóstwo dzieje, ale dzieje się w sposób nieprzytłaczający. No to jest doskonałe wyważenie i tych dążeń opartych na wartościach i tego, jak to się później wydarza w oczach i w rzeczywistości.
Jak on to wprowadza w życie? Jest przekonany, że zaoferowanie klientom takiego idealnego miejsca, takiego obrazka pełnego życiem, bioróżnorodnego, dopracowanego w najdrobniejszych szczegółach, on uważa, że to jest najlepsze, co może im dać. Że to jest jak pokarm, tak? Bo on stawia ogród na równi z potrzebami, takimi jak oddychanie, jedzenie czy picie. I to faktycznie swoim życiem codziennym pokazuje.
Chce przywrócić tym swoim wybranym klientom kontakt z naturą, w tym świecie, w którym są wciąż zarzucani nowymi bodźcami, nowymi produktami. To on umożliwia im długoterminowe czerpanie energii z powrotu do rajskich korzeni. No i robi to na swój własny, unikalny sposób. Najpiękniej, najmądrzej, najwygodniej, jak potrafi. I jak doszedł do tego przez lata swojej pracy.
Jego prywatny obrót powstał na stromym zboczu, na terenie dawnej winnicy. To jest zresztą w ogóle pochodzenie Berga, czyli miasteczko Sinzig. Niezbyt duże ten teren winnic. Tutaj Niemcy sąsiadują z Francją, więc górskie słoneczne zbocza, wino i te wszystkie mury oporowe i bogate wykorzystanie kamieni. To jest wszystko, czym on nasiąkł w dzieciństwie. A potem połączył to z wzorcami, praktykami japońskimi na swój własny sposób.
To jest ten jego unikalny Berg Style. I jego duma, książka o tym tytule. Bo w tym jednym nurcie od lat tworzy, zakłada swój ogród, który powstał wyłącznie na zasadzie eksperymentowania, przemyśleń, zadawania pytań, szukanie odpowiedzi z wyczuciem, ale bez szczegółowego planowania. I tak samo pracuje z klientami. Taki właśnie ma styl pracy. Ale to Ci jeszcze później powiem więcej.
Ja na przykład lubię zrobić projekt, chociaż przyznaję, że im jestem starszy, tym częściej proponuję klientom samą koncepcję. Ale mimo to, że sam często tworzę bardzo szczegółowe projekty i mam ten swój szczegółowy standard dokumentacji, to ten właśnie punkt, to zabawne, że ten właśnie punkt był powodem, dlaczego właśnie zrezygnowałem z realizacji tego ogrodu nad Białuchą. Odmówiłem kontynuacji współpracy zarządowi zieleni miejskiej w Krakowie. Bo oczekiwania ich w stosunku do szczegółowości dokumentacji na początku i jakby zaplanowania moich zamierzeń w ogrodzie eksperymentalnym były po prostu absurdalne.
No ale wracając do ogrodu Berga. Wystawa ogrodu jest na stoku południowym i to jest przepiękna okoliczność. Ponieważ poza tym, że ogród oczywiście ma dość słońca, jest nagrzany i w ogóle rośliny mają dość słońca, to równocześnie światłocienie zjawiają się bardzo atrakcyjnie, zmieniają się dynamicznie w ciągu dnia. Także cały ogród jest bardzo żywy.
Cały czas on po prostu się wokół gdzieś tam wydarza na nowo i równocześnie jest w nim bardzo duża ilość drzew. Ale często przecinanych, ślicznie ażurowych, takich koronach, które z jednej strony dają cień, a z drugiej strony wpuszczają dość światła. Więc też dla tych roślin, które rosną pod spodem. I to świetnie można zaobserwować właśnie, gdzie jest jakiś głębszy cień, że tam już rośliny nie dają rady wchodzić, bo jest właśnie za mało słońca. Ale generalnie właśnie korony są bardzo ażurowe, a na ziemi jest bardzo duże zagęszczenie. Praktycznie w ogóle nie ma gołej ziemi. No i wszystko jest zarośnięte roślinnością.
Jeśli chodzi o warsztat projektowy mistrza, no to Berg robi wszystko dokładnie tak, jak to zostało najlepiej wypracowane przez stulecia w dziedzinie sztuki ogrodowej. Jak ja to robię i jak oczywiście należy to robić.
Więc z wielkim szacunkiem podchodzi do ducha miejsca genius loci. Zawsze osobiście wizytuje tą działkę. Tak szczegółowo analizuje wszystkie aspekty, uczy się tej działki cierpliwie, żeby zrozumieć jej mocne, słabe strony i należycie je później wykorzystać.
To, co Ci mówiłem, z wielkim szacunkiem wsłuchuje się w potrzeby użytkowników. Poświęca na to dużo czasu i uwagi. Nie umykają mu nawet drobne szczegóły. I nie robi notatek, bo ma świetną pamięć. Ja tam robię szczegółowe notatki zawsze. Po co mam pamiętać, skoro mogę mieć zapisane?
Ale bywa też bardzo władczy. Może się nie zgodzić, żeby dla kogoś pracować, kto nie będzie go słuchał i kto będzie jakiejś totalnie innej bajki, co jest też mądrym, właściwym posunięciem, bo po co marnować czas na coś, co nie pozwoli Ci wykorzystać pełni swoich możliwości. Lepiej pracować tam, gdzie dasz z siebie wszystko, gdzie ludzie będą wdzięczni i wszystko będzie po prostu działać. Dzieliłem Ci już tą refleksją, ale pracuj tylko dla ludzi, którzy Cię słuchają. Nie pracuj dla ludzi, którzy Cię nie słuchają.
Co jeszcze? W jego warsztacie projektowym mocno stoi na tych japońskich fundamentach estetycznych i merytorycznych. Też odbywał szkolenia w Japonii. Dobiera każdy kamień i rośliny i inne materiały z wielką starannością. Bo wie, że każdy klocek przekłada się później na efekt końcowy. Praca jego ekip jest cicha, cierpliwa, dokładna. Podobnie jak praca ekip japońskich.
Oczywiście nie można uniknąć koparek podczas zakładania ogrodu, ale ogród zasadniczo jest pielęgnowany ręcznie. Nie używa maszyn, elektronarzędzi, ale wysokojakościowych, często właśnie japońskich sprzętów ogrodowych. Pił, sekatorów, noży. Zresztą dostałem od niego taki zestaw narzędzi. Bardzo je sobie chwalę. Pracowałem na nich też przez te trzy tygodnie. Nie ma żadnych nożyc do żywopłotu. Wszystko ręcznie. Piły ręczne, niespalinowe.
A propos samego procesu planowania. Berg uważa, że nie da się wszystkiego zaplanować z wyprzedzeniem. Więc w procesie planowania ogrodu daje sobie bardzo dużo elastyczności, aby na bieżąco, najlepiej, jak najmądrzej radzić sobie ze wszystkimi pojawiającymi się problemami. Więc ta wizja na ogród ewoluuje krok po kroku, od projektu przez realizację, po ostateczne detale.
I bardziej niż na szczegółowych projektach, polega na swoim zespole. Kierownik projektu staje się kierownikiem budowy. Ekipa jest naprawdę wysoko wykwalifikowana, wytrenowana przez niego. Wiele szczegółów uzgadniają w trakcie realizacji. Zwykle dla klienta przygotowują tylko atrakcyjne rysunki, takie podręczne wizualizacje. Mają w zespole bardzo zdolnego rysownika. Natomiast sam projekt to jest tylko prosty szkic, czasami w ogóle diagram.
Specjalnie nie sporządza szczegółowych planów realizacji, ani planów doboru roślinności, bo właśnie uważa, że budowanie ogrodu to jest proces twórczy, który wymaga tej swobody podejmowania decyzji. Znowu, to jest dokładnie ten punkt, w którym się nie zgodziłem z urzędnikami w sprawie ogrodu nad Białuchą. To jest po prostu dla mnie genialne, kosmiczne połączenie, że ja pojechałem do mistrza i po prostu dostałem od niego dowód, że tak, że właśnie tak należy postępować.
Dla niego tworzenie szczegółowego planu to jest takie zbędne narzucanie jakichś materiałów i warunków, które później robią się za ciasne, za sztywne. Woli mieć możliwość natychmiastowej reakcji zmiany w każdej sytuacji. Tym bardziej, że te układy z głazów to nigdy nie wiadomo jak się wydarzą. Nie da się tego naprawdę zaprojektować. A jak to powstanie to determinuje później jak będą też sadzone, jakie będą sadzone rośliny. Więc to wszystko musi iść krok po kroku.
No i najbardziej właśnie lubi pracować tak na żywca. No i ma doskonałe wyczucie i pewność siebie. On wie co mu się podoba, w jakim kierunku chce zmierzać. To jest po prostu prawdziwy miejscu. Jest tak przyjemnie na niego patrzeć. Jak on po prostu patrzy takim drapieżnym wzrokiem, rozpoznaje sytuację w lewo, w prawo i później już tylko pokazuje tutaj, tutaj, tutaj. W ogóle magia jak rozwija ten pomysł na ogród podczas realizacji.
A ten projekt jednego z ogrodów, który budowaliśmy tam razem. Właśnie jeździliśmy na budowę, układaliśmy te kamienie. To był tylko taki prosty diagram ze zaszrafowanych sektorów, że tu będzie jakiś taki obszar, tutaj jakiś inny. Takie jakieś absolutne minimum, żeby tylko zliczyć w każdej powierzchni i móc klientowi coś zasymulować budżetowo. I to według niego jest najtańsza i najlepsza metoda pracy.
Przyjeżdża na budowę, koryguje, zmienia, ustala wszystko w szczegółach. No i to działa. No i zawsze od początku też chcę pracować z architektami domu, żeby jak najlepiej połączyć ten ogród z architekturą, żeby uzgodnić wszystko razem i oczekiwania klientów, i wymagania architektury, i swoją własną koncepcję.
No dobrze, opowiem Ci teraz o tym kamiennym świecie. To jest też w ogóle powód, dlaczego tam pojechałem i jeden z takich punktów, w których właśnie chciałem się szkolić i też prosiłem o to właśnie Marcina, że układy z głazów to jest moja wielka namiętność i chciałbym się tego uczyć. Podczas gdy uważam, że osiągnąłem już wysoki poziom w samym planowaniu ukształtowania terenu na jakichś tam trudnych działkach, a Berg właśnie jest mistrzem działek z trudnym ukształtowaniem terenu, z dużymi różnicami wysokości. Pracuje na terenie takim górzystym, quasi górzystym, dość podobnym do Małopolski z klimatu i rzeźby terenu. Także tutaj bardzo podobnie, jak i ja. To są w ogóle jego rodzinne strony, więc on dobrze czuje ten design na spadkach.
No i pierwsze w tworzeniu, zakładaniu ogrodu jest oczywiście stworzenie tej trójwymiarowej struktury z tego ukochanego materiału, czyli z kamieniem naturalnego z budynków, placów, ścieżek, wszystkiego to, co jest szkieletem. No szczęśliwie w zachodnich Niemczech tego kamienia ma pod dostatkiem. Bazalty, szarogłazy, łupki, dolomitowy, jest bardzo duży wybór pięknych skał i różnych używa w swoich ogrodach. W ogóle podkreśla, że wiszące ogrody Babilonu były jednym z siedmiu cudów świata, a wiesz, że to było oparte o właśnie tarasowanie, wielkie mury oporowe. I jego ogrody to trochę jest coś takiego, tylko że w miniaturze, szczególnie jeden taki stary, w którym byliśmy, to faktycznie tak wyglądał. Był bardziej uporządkowany niż ten nowszy.
Jego metoda to jest użyć tak dużo kamieni, żeby musiały wyglądać naturalnie, ponieważ cały krajobraz w zasięgu wzroku jest zarzucony kamieniami, jest ich pełno. Zupełnie inaczej niż robią ostrożni, czy budżetowi twórcy, którzy używają ich tam tylko tyle, ile trzeba, ale wtedy to wygląda sztucznie, pretensjonalnie, narzucająco się. Natomiast tutaj u niego to wszystko się rozmywa w tej większej masie, to się staje uzasadnione. Kamień staje się częścią kręgosłupa działka, jakiegoś układu krwionośnego, komunikacji, staje się siedziskami, staje się wszechstronną funkcją techniczną, estetyczną, ergonomiczną.
Ukształtowanie. Zwraca uwagę, że jeśli działka wznosi się za domem, to oczywiście oferuje lepsze widoki, odsłania ukryte miejsce. Natomiast jeśli opada, to sytuacja jest niekorzystna.
To jest informacja, której zwykle nie przekażemy naszym klientom, ponieważ zapraszają nas na już kupione działki, ale możemy o tym pamiętać, jeśli by nas pytali, gdzie postawić dom, lepiej na dole i niech się obrót wznosi za domem, niż żeby opadał od domu. No i jeżeli jest ten spadek, to oczywiście buduje poziomy tarasy poprzek zbocza, czyli kompensuje różnicę wysokości układami z tych głazów i porobi to podobnie tak, jak to się robi w winnicach w tamtym rejonie, gdzie budują pionowe mury, tworzą pola uprawne nawet na ekstremalnie stromych, słonecznych zboczach gór.
Ale Mistrz Berg nie lubi skarp. Uważa, że często budzą chaotyczne wrażenia. No i poza tym mają swoje ograniczenia techniczne. Maksymalny kąt nachylenia skarpy z podłoża kamienistego, czyli z takiego dobrze trzymającego się, on podaje jako 33 stopnie, czyli około 64%. Bardzo stromo. To już oznacza, że żeby zgubić metr wysokości w pionie, potrzebujesz ponad 160 cm głębokości skarpy w rzucie z góry. A poza tym nasypy zwiększają tempo erozji, no bo woda po nich spływa szybko, rzeźby, strugi zabiera materiał ze sobą, zabiera ziemię bezcenną dla roślin.
Więc Berg zamiast skarp buduje na pochylonym terenie jak najwięcej płaszczyzn łączonych pionowymi ściankami z murów kamiennych. I takie płaskie tarasy. To wygodne użytkowanie i serwisowanie roślin. Berg buduje wiele ścianek, wiele mniejszych, większych tarasów dla ludzi, dla roślin. Aby były wygodne trzyma się maksymalnej wysokości stołów i krzeseł, czyli te jego murki z kamieni mają do może 40 cm czasem 80 cm, 100cm , czasem 20 cm, ale wszystkie jego układy ze skał są tak skonstruowane, że możesz swobodnie po nich chodzić. Nawet jak różnica jest duża, na przykład kamień sterczy ponad teren tam powyżej 60 cm, to zaraz obok niego jest postawiony jeden czy kilka mniejszych tak, jako schodki, że można swobodnie się tam na niego też spiąć.
No a jeśli chciałby zgubić więcej niż 2 m wysokości na raz, na przykład, no to mówi, że bardzo dobrym pomysłem jest postawienie skarpie w budynku albo jakiejś innej ściany oporowej, ale bardzo zręcznie też w ogrodach realizuje takie rzeczy. W jego prywatnym ogrodzie też jest kilka właśnie takich budyneczków ogrodowych, które pełnią tą funkcję oporową i na raz, czy tam gubią czy ponad 2 m wysokości i jeszcze mają zielone dachy na na przykład. Więc ta skarpa z tyłu się tak zsuwa i zlewa, świetne efekty. Zasada, którą stosuję mówi, żeby na płaszczyźnie w tarasie nie było spadków dwóch kierunków, że jeśli już jest spadek, że już nie będzie płasko, a on generalnie robi te rzeczy wszystkie na płasko, więc spadek, nachylenie płaszczyzny masz robić tylko w jedną stronę.
Ogród publiczny, który kilka razy oglądałem przy Domu Spokojnej Starości Augustinum w Bad Neuenahr, to jest spora przestrzeń, która ma też bardzo pięknie, łagodnie wymodelowane ukształtowanie terenu, takie przywodzące na myśl oglądane z daleka pagórki, podobnie jak to właśnie u nas w Małopolsce albo tam w rejonie jego. I to jest też bardzo w takim japońskim duchu, właśnie tworzyć w pewnej miniaturze krajobrazy oglądane jak przez przymrużone oczy.
Rozrzucając głazy po ogrodzie inspiruje się naturalnymi krajobrazami górskimi. Bliżej góry skały są gęsto, tworzą jakieś tam ostrzejsze, kamieniste zbocze. A im niżej, na płaskim terenie, są już bardziej luźno porozrzucane, ale i gromadzą się u podnóża. Zgodnie z japońską filozofią, sprawiają wrażenie psów bawiących się na łące.
Czasem są u niego w ogrodach takie właśnie sterczące w stronę chmur menhiry. Nieobrobione oczywiście, zaczepne, zadziorne, może nawet nieco obrazoburcze, jakby domagały się z niebies jakiejś odpowiedzi za swoją pyszałkowatość. Albo przywodzą na myśl jakieś zwierzęta, co przystanęły przy wodopolu albo rozejrzeć się. Czasem jest kilka takich zupełnie innych pionowych głazów i razem tworzą jakąś konstelację. To są u niego na pewno substytuty rzeźb. To jest bardzo w jego stylu, żeby użyć głazów w celu, w jakim inni projektanci użyliby czegoś popularnego.
Mistrz podkreśla, że oczywiście należy poznać każdy egzemplarz kamienia, rozpoznać jego twarz i głowę, ale też, że każdy jest jak instrument grający własną melodię, a twoją rolą jako twórcy jest połączenie wszystkich głazów tworzących kompozycję w jedną orkiestrę, w spójny zespół, na który składają się i same kamienie, ale też połączenia między nimi.
I dużą wagę przykłada do tego szczegółu, właśnie do detalu połączenia. Te szpary są starannie przemyślane. Zwykłe kamienie pasują do siebie idealnie po ułożeniu, a czasem np. trafia się jakiś głaz, który pękł w środku i wtedy wykorzystuje to efektownie. Stawia obie połówki obok siebie, ale rozsunięte z takim lekkim dystansem, żeby obserwator też mógł dostrzec tą okoliczność i się nią nacieszyć.
Tworzy piękne układy z tych wielkich głazów. Mnie przywodzą na myśl takie wijące się po ogrodach potężne węże, takie organiczne, nieregularne z esy floresy. Nie od cyrkla, ale tak jakby np. woda sama popłynęła jakimiś wijącymi się strumieniami. No ale przecież to są skały. Inaczej niż woda, te zawijasy właśnie zakręcają, łączą się ze sobą, tworzą liczne pętle. Praktycznie nie ma żadnych ślepych zaułków. Dlatego możesz cały czas iść do przodu i nadal masz przed sobą jakieś możliwości. Uwielbiam to. Uwielbiam to, bo nie znoszę w ogrodach ślepych załóg. Nie znoszę się cofać.
To są też często pętle, bo nawet na płaskim terenie robi takie układane z głazów donice, które wydzielają i unoszą do góry jakiś fragment ogrodu. A w ogóle nawet jak jest spadek, to zwykle kamienie wystają ponad grunt. Raczej nie układa ich tak, że masz taras ziemny i kamień, który go ogranicza i wydziela na skarpie, że na końcu tego tarasu jest płasko. Nie. Raczej kamień wystaje jakieś 15-30 cm ponad tą ziemię i zwykle tym samym obramowuje ten taras ze wszystkich stron. Możesz takie wypłaszczenie okrążyć, chodząc po kamieniach i ten taras jest lekko zaniżony.
Wspaniały wymiar ma to, że te wielkie skały, które z jednej strony tworzą konstrukcje oporowe na różnych wysokościach a z drugiej strony stają się ścieżką. Potem płynnie stają się faktyczną ścieżką, ale też ułożoną z wielkich płyt skalnych, średnicy około metra czy 1,20 m. Także wszystko to razem tworzy bardzo spójny obraz i właśnie plątanine ścieżek płaskich, trójwymiarowych, po których możesz chodzić w wielu kierunkach, do góry, na dół. Co sprawia, że te ogrody są bardzo ciekawe, dostarczają bardzo wielu wrażeń a równocześnie nie narzucają komunikacji, ale otwierają dla niej bardzo szerokie możliwości.
I oczywiście te liczne ścieżki to są też bardzo wygodne dostępy serwisowe. Jest to bardzo dobrze przemyślany, a na pewno bardzo dobrze działający koncept. Nie ma się do czego przyczepić, no, może do budżetu, bo to są raczej drogie rzeczy, ale Berg ma też na to odpowiedź, bo podkreśla, że ogród ułożony z kamieni jest długoterminowo znacznie trwalszy i łatwiejszy do pielęgnacji niż tradycyjny, no bo kamień nie wymaga żadnych zabiegów konserwacyjnych w przeciwieństwie do np. rabat czy trawników.
Na początku układał kamienie sam, z jednym koparkowym i mówi, że robi to bardzo szybko. Na zakończenie układania kamieni sam czyści je szczotką, taką sztywną, z plastikowym włosiem i mówi, że to jest najlepsze, żeby poznać wszystko, żeby zobaczyć, jak są krawędzie ułożone itd. W ogóle, a propos tej bezkompromisowości, no, nie ma żadnych oporów, żeby np. kazać rozebrać potężny kawał murów, który ułożyła jego ekipa pod jego nieobecność, ale niezgodnie z jego wizją. Nie podoba się, nie jest pięknie, żadnych kompromisów, układamy od nowa.
No i te głazy są tak ściśle do siebie dopasowane, wyglądają w położeniu jakby jakiejś olbrzymie, specjalnie ociosał, tak, żeby pasowały jak puzzle. No, ale nic takiego się nie dzieje. Mistrz ma po prostu doskonałe wyczucie materiału. Po pierwsze, sam wybiera kamienie na kopalni. W terenie szybciutko rozpoznaje egzemplarze, jakie ma do dyspozycji, perfekcyjnie kieruje pracami, tak, żeby uzyskać właśnie takie dopasowanie. No, praktyka, doświadczenie. Bardzo przyjemnie jest oglądać i efekty, i jego przy pracy.
I praktycznie wszystkie mury są suche, czyli bez żadnego cementu i zaprawy. Podkreśla, że to jest cenna rzemieślnicza sztuka, którą chciałby zachować żywą, chociaż już mało osób to potrafi, ale on się uczył tego zarówno na swoim rodzinnym terenie, gdzie takie mury są stawiane tradycyjnie, jak i od mistrzów austriackich i irlandzkich. Organizuję też seminaria z budowy takich murów.
No, to jest po prostu, to też jest moja wielka namiętność. Tak samo przypominam murek w ogrodzie OOP na Bieżanowskiej, który układałem z przyjemnością sam. Zresztą, jeden z pierwszych moich zadań w firmie, kiedy ja ją założyłem, no, powiedzmy nie w pierwszym, ale może w drugim roku, to było stawianie murów, chociaż stawialiśmy mury z kamienia, akurat z zaprawą uczyłem się od naszych lokalnych świętokrzyskich murarzy. Ale tutaj wszystko na sucho. Nie no, na sucho to jest moc. Poza tym takie mury są elastyczne podczas mrozu, w przeciwieństwie do murów z betonu, które wymagają fundamentów i odwodni.
On praktycznie te mury stawia wprost na ziemi. I bawi się tym, zmienia kierunki, kładzie kamienie poziomo lub pionowo, używa różnych rozmiarów kamienia. Często dla takiego uporządkowania wizualnego na tych dość takich nieregularnych murach kładzie równiutko wycięte albo skądś pozyskane czapki kamienne. Albo na przykład w murkach oporowych tworzy takie wystające półki. Masz takie schody, które wychodzą po prostu z muru w bok, czyli takie bloki pełne, które sterczą i wiszą i pozwalają Ci wejść do środka rabaty.
No i miesza te układane suche mury z wielkimi głazami, potężnymi czapami, ale zawsze dąży do tego, żeby góra była poziomo. To jest w ogóle jego metoda i myślę też zagadka tego takiego porządku, takiej elegancji tych wszystkich układów, że wszystko jest wypoziomowane. A propos tych suchych murów, no to pod schodami, jeżeli są duże schody, to jednak robi jakieś podmurowanie z betonu, z jakichś tam kamyków i używa bardzo różnych elementów do zrobienia stopni. A to kamień, a to właśnie jakiś tam blok cięty, a to jakiś głaz inny, który ma kawałek wypłaszczenia. Byleby stopnica po stopnica były płaskie.
W jednym ogrodzie, który zakładał, w którym byłem parę razy, mieli taką koparkę 14-15 ton. No i właściwie wszystko układali takim dużym sprzętem, no bo te kamienie też są duże, to są po prostu kilkutonowe głazy, tutaj nie mam maliny. Ciężkiego sprzętu używa tylko na gąsienicach. Małe, duże koparki, nic tutaj nie jeździ na koła, więc nie wygniata też ziemi.
Do samego układania używa zawiesia czy pasy, takie 3-metrowe, 4-tonowe, 5-metrowe, 3-tonowe, jakieś pomocnicze jeszcze inne, jakieś pętelki 5-metrowe. Ma tych materiałów po prostu całe skrzynki. Ekipa przygotowuje na przyjazd mistrza głazy, także one są obwinięte takimi pętelkami z zawiesi, no i używają tylko takich mocnych pasów parcianych, w ogóle żadnych linek stalowych. No i koparka chwyta taki kamyk nanizany na pętelkę, za zęby i kładzie go w wybrane miejsce.
Nie robi żadnej podbudowy, ustawia głazy wprost na ziemi. Najpierw koparka kopie leże, sypie jakiś tam miękki materiał, albo wzrusza grunt. Ludzie później formują to ręcznie, żeby było odpowiednio pod kamień, później kładą kamień, sprawdzają, podnoszą, poprawiają te leże, znowu kładą kamień, tak? I pracują w ten sposób, aż wreszcie skała leży idealnie, no i później kolejna, i kolejna, i kolejna. Między skałami, jeżeli ta szczelina nie wyszła taka idealnie ciasna, to jeszcze tam upychałem jakieś kawałki skalne, żeby się ziemia nie przesypywała, ale wszystko generalnie pasuje do siebie idealnie, jakby to po prostu były jakieś puzzle.
Jestem pełen podziwu, jak on to ze sobą zestawia. I zwykle nie rzeźbi kamieni na budowę, może czasem gdzieś tam odrobinkę, ale raczej pracuje z materiałem nieobrobionym, takim strzelonym wprost z kopalni. No i te kamienie wybiera osobiście w kopalni. Zwykle tej, która jest najbliżej ogrodu, jeśli nie ma blisko to swojej ulubionej kopalni bazaltu. Ma dobre kontakty ze sztygarami, chodzi po złożu i nie zabiera ze sobą żadnych projektów ani notatek. Po prostu słucha materiału, słucha intuicji, zaznacza sprejem to, czego chce, no i przywożą to, co wybrał. I raczej są to kamienie takie bardziej proste bloki niż nieregularne głazy.
A wcześniej w jakichś starszych ogrodach widziałem, że były właśnie takie bardziej nieregularne. W jego prywatnym ogrodzie też ma fragment złożony z takich bardziej nieregularnych, a to jak pracuje teraz, to widzę, że właśnie wypoziomowane góry i bardziej regularne głazy. No i pytałem się go, dlaczego zmienił w perspektywie lat układanie tych kamieni na bardziej płaskie, a mniej regularne.
A w odpowiedzi powiedział mi, że w jego firmie ludzie bardzo szybko uczą się dwóch rzeczy. Po pierwsze, że można pracować i mówić. Bo wtedy, kiedy pytałem, to akurat grabiłem i przestałem grabić, więc mnie po prostu raz, dwa, wiesz, przywołał do porządku. A po drugie… No to nie pamiętam, szczerze mówiąc, co po drugie mi odpowiedział, bo już się zabrałem ostro do roboty i nie zrobiłem sobie notatki. No i nie wiem, dlaczego on tak zmienił…
No ale jak już poukłada jakiś fragment tego muru z dużych głazów, to od razu musi być wysypana ziemia za kamieniami. Koparka wrzucają tam ludziom, oni ją rozrównują, od razu równo, żeby było wiadomo, czy już jest dość czy trzeba wysypać jeszcze więcej. No bo potem, jak ta kompozycja zostanie dalej ułożona, tak, posuniemy się w górę czy w dół skarpy, no to już później nie ma dokładnego dostępu ciężkim sprzętem. Więc wszystko jest robione na gotowo, nie zostawiane na później.
A za kamieniami ta ziemia właśnie jest nasypana jakieś przynajmniej 10-15 cm poniżej górnej krawędzi kamienia. Początkowo myślałem, że jak się podlewa to się woda nie przeleje, ale grunt generalnie jest tak przepuszczalny, że raczej wszystko ładnie wsiąka od razu i ta woda nie podróżuje po ziemi. Więc raczej znaczenie ma to, że te kamienie są bardziej wyeksponowane dzięki temu wyniesieniu ponad grunt. A także rośliny schowane za taką krawędzią są lepiej eksponowane. Ich dół jest zasłonięty dla osoby, która ogląda je od strony kamieni.
Także te kamienie też nie są zjadane przez rośliny. Widziałem to w jednym ogrodzie, który był mało pielęgnowany. Byliśmy w takim, że tam od lat go nie było. Właścicielka nie ma siły się tym zajmować i no roślinność zjada te kamienie. Więc im bardziej skały są wystawione do góry nad ziemię nad rośliny no to tym lepiej je widać i to też jest jakaś ochrona przed rzadszą pielęgnacją.
Mistrz dużą wagę przywiązuje do przygotowania odpowiedniej mieszanki podłoża tej ziemi dla roślin. Uważa, że to jest wielka tragedia jeśli nowy ogród jest zniszczony przed zbyt zbitą albo pełną chwastów glebę. Zasypują tutaj mieszankę ziemi z dużą ilością kompostu. Na budowie czuć taki wyraźny, silny, taki miły, słodki zapach rozkładu. Ja przynajmniej bardzo go lubię.
Podłoże przygotowują zwykle w taki sposób, że mieszają z lokalnym podłożem ale nie z samego wierzchu, pewnie żeby nie było chwastów tylko tam trochę głębszych warstw takiej lava stone, piasek lawowy z kompostem. No jest tym podłożem zwykle w stosunku 1 do 1 do 1 a jeśli trzeba zmodyfikować ph to na przykład dają pokruszony wapien. Ale takie podłoże to się dzieje w wierzchniej warstwie. Nie wiem ile dokładnie na jednej budowie widziałem, że sypią do tego 40- 50 cm więc nie tak, że tam 10 czy 15 nie, to jest jednak konkretna warstwa podłoża natomiast na dole poniżej no to już jest ziemia która była na miejscu. Oczywiście wykorzystują lokalną, natomiast nie sypią darni, myślę też ze względu na osiadanie, tylko zawsze ziemię z wykopów.
No i to podłoże jest bardzo przepuszczalne, bardzo próchniczne i to odpowiada większości roślin jakie sadzi, ale trzeba przyznać też, że raczej szybko obsycha i wymaga częstego podlewania. Drzewa, krzewy teoretycznie w trakcie przyjęcia się, ale byliny zawsze, zresztą drzewa i krzewy też no on podlewa swój ogród przynajmniej raz w tygodniu. W sierpniu jak byłem to właściwie nawet codziennie podobnie. Zresztą robił mu też mój tata i ten obrót rośnie fantastycznie. My nie mamy takiej przepuszczalnej gleby, nie była tak przygotowana, ale ten obrót rośnie lepiej, jeżeli jest tak często podlewany.
No i tak, podlewanie i inne zabiegi. Te ogrody są bardzo zadbane. Najbardziej oczywiście jego ogród. Czasami pracownicy zaczynają dzień w taki sposób, że wszyscy idą do ogrodu i sprzątają go. Zwłaszcza w poniedziałek, na przykład po weekendzie zbierają wszystkie śmieci, które gdzieś tam wpadły z wiatrem na żwirek. Spadły jakieś liście, żwirów jest sporo, więc jest tego zbierania niemało. Wszystkie chwasty, które gdzieś tam wyrosły no bo ten ogród jest stale podlewany i chociaż jest pokryty roślinnością, to jednak chwasty też rosną, więc plewienie, sprzątanie i przecinki.
Stosują tutaj podstawowe narzędzia do pielęgnacji ogrodu, tak piła ręczna, taka specjalna łopatka japońska, ostra, z obu stron fajne, uniwersalne narzędzie. Z jednej strony ma ząbki, a z drugiej ostrze i super robi robotę. No a poza tym sekatory oczywiście, węże, podlewaczki takie podpinane do węża no i spryskiwacze na takich płozach albo wbijane. Samochody, które jeżdżą na pielęgnację też są bardzo dobrze wyposażone. Mają różnorodne narzędzia ogrodnicze dobra zabudowa jest w środku zrobiona, szafki jakieś tam pasy transportowe trzymające te sprzęty, żeby nie wypadały. Ze wszystkim super utrzymany porządek i pracownicy bardzo to szanują.
Jak się zbierają na pielęgnację to właściwie nie ma żadnego krzątania. Ludzie przychodzą rano, wsiadają do auta od razu jadą. Wszystko jest w samochodzie, nic nie trzeba zabierać, więc ten wyjazd jest punktualny. Jak nie przyjdziesz na czas to cię po prostu nie zabiorą. Tak było ze mną. Ludzie przychodzą na 7.30 od razu są gotowi auto wyjeżdża, na niczym nie spędzają czasu no może coś tam troszkę spakują, jakieś tam worki z ziemią, ale generalnie wszystko jest w samochodzie, bardzo mi się to podoba. Tym bardziej, że my zawsze spędzaliśmy czas rankiem jednak na ogarnięcie tych aut. Różne strategie są działania.
Mistrz bardzo dużo uwagi poświęca na pielęgnację, a szczególnie przycinanie drzew. Formuje drzewa tak, że stara im się nadać jakąś zwykle piramidalną formę. Ta forma jest dla niego bardzo ważna. Zakłada miejskie, małe ogrody, więc one muszą być trzymane w ryzach, żeby się nie rozleciały. Równocześnie osiągają piękne efekty przy cięciu roślin, ponieważ tną je od środka a nie od zewnątrz, jak większość ekip. Po prostu wchodzi się do środka korony i stamtąd się decyduje, które gałęzie należy wyciąć.
Prześwietlają, wpuszczają więcej powietrza, odsłaniają widoki, ale też zachowują naturalny pokrój drzewa. Po przycięciu każdej gałązki zawsze sprowadzają je na ziemię, od razu. Nie czekają, że tam najpierw wszystko przycisz, później wszystko sprowadzisz spadnie, tylko zawsze od początku do końca gałązka jest przecinana i zwrócona na drzewie, nic nie zostaje na drzewie.
O, mistrz tam mówił, że trzeba uważać, jak się przycina silnie odrastające rośliny na przykład taki amelanchier przyciąłem go za bardzo. Mówi, że jak przycisz za dużo to on zaczyna wariować. Wszędzie wypuszcza wilki i później zaczyna wyglądać jak miotła. Szczególnie jak przycisz jakąś dużą gałązkę. Jak przycisz trochę małych to nie ma takiego efektu.
Nie jeżdżą po ogrodach taczkami. Przy tych skałach to w ogóle byłoby niemożliwe. Nie używają taczek, przynajmniej przy pielęgnacjach. Ale na budowie też, przy budowie nie widziałem. Tylko takich raczej wielkich kubłów, takich plastikowych czarnych wiader o średnicy 80 cm metr. Super się w nich w ogóle zgniata zielone odpady gałęzie. A zwłaszcza jak jest do cięcia na przykład glediczia, róża czy jakieś inne rośliny z cierniami, jakieś kolczaste no to wtedy i tak nie można tego wsadzić od razu do big baga. Więc jak wrzucasz to do wiadra to możesz sobie to fajnie podeptać, pozgniatać i później dopiero wrzucić do big baga i się nic nie niszczy. Chociaż przy takim zgniataniu zdarzyło mi się, że cierniem glediczji przebiłem to plastikowe wiadro na wylot.
Zauważyłem taką okoliczność też czasami nawet jak coś jest rośliną nie do końca szlachetną, a w dodatku niepasującą do pokroju jakaś gałąź wymagała wycięcia to i tak ją zostawia, jeśli to miałoby zdecydować o prywatności w ogrodzie. Czyli tak prywatność, osłonięcie od sąsiada czy od spacerowiczów jest ważniejsze niż nadanie tej formy.
Normalnie robi serwisu klientów 3-4 razy w roku. Na wiosnę przyjeżdża, żeby przyciąć krzewy i byliny. Później przyjeżdża latem, żeby przyciąć żywopłoty. Później jeszcze raz na koniec roku na drugie cięcie żywopłotów. Podczas każdej wizyty oczywiście gdzie wykonywane są wszystkie czynności związane ze sprzątaniem, plewieniem, przecinaniem i inne rzeczy, które trzeba robić.
W ogóle nie stosują, nie montują, nie używają systemów automatycznego nawadniania. Podlewanie ręczne raz w tygodniu nawet częściej co 3-4 dni. I przez to, że kamienie trochę piją i oddają tej wody to trzeba to robić często i wszystkie ogrody podlewa regularnie. Albo podlewają klienci sami. Ręcznie, używając zraszaczy. W ogóle kamienie polewane wodą są bardzo odświeżające i nasączają cały ogród. Od razu po podlaniu poprawia się mikroklimat. Takie angielskie słowo robi się refreshing. To jest bardzo odświeżające.
W różnych miejscach w ogrodach też widziałem powbijane tu i tam paliki drewniane. Zastanawiałem się o co chodzi. Czy one coś wyznaczają? A one chronią narożniki rabat przed zniszczeniami po przeciąganiu węża ogrodowego. Bo wszystko jest podlewane z węża, z podlewaczek czy ze zraszaczy. Jak się ciągnie tego węża po ogrodzie to oczywiście on jest w ruchu i ten patyk chroni roślinę przed połamaniem.
Zamiast wielkich monokulturowych dywanów z bylin raczej tworzy piękne układy łąk. Takich zestawień bylinowych w ramach nurtu, który określają Anglicy jako New German Style. Możesz sobie w tym pogooglać, poczytać więcej. Pytam go też o innych naturalistycznych ogrodników i raczej ma krytyczne nastawienie. Na przykład mówisz, że Nigel Dunnet, Piet Oudolf to są same byliny. Za mało drzew, za dużo jest właśnie tych bylin. On szuka prostoty, ale równocześnie tworzy bardzo wielowymiarowe obrazy. Korzysta z szerokiej gamy tych roślin. Drzew, krzewów, roślin zielnych.
No i to, że te ogrody są poukładane właśnie z wielowymiarowych półek skalnych ze skałą i ze skałami są szczeliny, większe tarasy, mikro tarasiki, czasem jakaś większa szpara, przez którą ziemia łagodnie zlewa się na poziom niżej. To tworzy bardzo wiele siedlisk dla różnych roślin. Gdzieś na łączeniu dwóch poziomów powstaje miejsce na wąski pad ziemi.
Mamy tam Iiriopę, a nieco dalej oddzielony innym kamieniem jakaś hakonechloa z bylicą. Obok irysa z astrami, dalej klinopodium kocimiętkowate, inaczej kalaminta mniejsza. O Boże, co to jest w ogóle za roślina? Odurzająco pachnie. Jakie roje pszczół tam latają. No a dalej, gdzieś tam na podwyższeniu na przykład wylewa się gaura z miskantami. Mnóstwo wrażeń z tych bylin i duże zróżnicowanie roślin na stosunkowo małej powierzchni, a wszystkie właśnie wspaniale wyeksponowane na tych podwyższeniach między kamieniami.
Kiedy robi dobór roślin, w pierwszej kolejności dobiera krzewy, bo uważa, że mają najistotniejszy wpływ na strukturę ogrodu. Często tworzą właśnie zachwycające scenerie jesienne. Mówi, że krzewy dla ogrodnika są tym, czym kolory dla malarza. Drzewa są dla niego kluczowe. Za pomocą drzew zapewnia prywatność, tworzy cień, miejsca do siedzenia i nie znosi parasoli. Uwielbia drzewa, które zapewniają właśnie taki lekki cień, mikroklimat i zawsze wyglądają dobrze. Parasole go drażnią.
Preferuje gatunki wolno rosnące o kompaktowym wzroście nad szybko rosnącymi, które trzeba znacznie częściej ciąć. No i zwraca też uwagę, żeby zbierać rośliny, które dobrze się starzeją, które się wpasowują w kulturowy krajobraz regionu. Nie znajdziesz u niego żadnej krzyczącej egzotyki. Lubi malownicze drzewa. Chętnie stosuje wielopniowe.
To naprawdę czuć, że kocha rośliny, że zachwyca go ich piękno. Potrafi wyciągnąć z tego obszaru maksimum efektywności dzięki selekcji, po pierwsze, starannej, bardzo uważnej ekspozycji w tym miejscu, z odpowiednim obrotem i dalej oczywiście temu zręcznemu cięciu. Czasem znajduje naprawdę super oryginalne perełki i wprowadza je na scenę w bardzo nieoczywisty sposób, ale nigdy sztuczny, nienarzucający się, zawsze bardzo naturalnie zespolone z otoczeniem.
W jednym ogrodzie widziałem takie niesamowite szpalery z graba, które były cięte w kostkę na wysokości do dwóch metrów, a powyżej tego pojawiała się nagle formowana malowniczo korona, która była jak jakaś rzeźba kosmiczna i która stanowiła tak wspaniały kontrast do tej właśnie prostej figury pod spodem, a równocześnie była ciągle z grabu, więc wszystko to było ze sobą połączone kolorem i listowia rodzajem, więc nic nie krzyczało.
Każde drzewo, krzew grają indywidualną rolę w kompozycji, zawsze są wybierane z namaszczeniem. Berg albo sam jeździ po okolicznych szkółkach, wybiera najlepiej pasujące rośliny, albo pracuje dla niego zespół bardzo profesjonalnych pośredników w handlu drzewami, których też poznałem. Ludzi, którzy mają szerokie kontakty w szkółkach, wyrośli z tego środowiska, jeżdżą regularnie po całych Niemczech, wiedzą gdzie co dostać, wyszukują do jego projektów prawdziwe perełki. To jest zespół, który działa dla takich firm jak Berga na terenie DACHLu, czyli w krajach niemieckojęzycznych.
Bardzo mi się to podoba. Można powiedzieć, że to jest tree brooker albo tree selector. Zresztą, część naszego, mojego zespołu w ramach marki Galeria Ogrodowa robi dokładnie coś takiego samego dla mnie, w Polsce. Oczywiście też, czy głównie dla klientów zewnętrznych, dla innych projektantów, czy wykonawców ogrodów, dla samych właścicieli ogrodów, możesz zobaczyć na galeriaogrodowa.pl. I to jest bardzo cenne mieć takiego partnera, bo wybór właściwych roślin zajmuje bardzo dużo czasu. Nie sposób samemu jeździć po szkółkach i to wybierać, zwłaszcza, że potrzebnych roślin nigdy nie ma w jednym miejscu. Bardzo często ściągamy je właśnie z Niemiec, czy z Holandii, zwłaszcza jak to są duże drzewa.
No, a Berg od razu sadzi u siebie duże rośliny. Często pracuje dla osób starszych. Cóż, no, tacy ludzie zwykle mają pieniądze i wrażliwość na ogród. No, a nie chcą czekać, nie mają już czasu czekać. Poza tym, Berg chce, żeby ta obietnica raju, którą składa, została spełniona od razu. Tak, żeby od razu po założeniu ogrodu można było czerpać z niego jak najwyższe benefity. Dlatego też byliny sadzi bardzo gęsto, w bardzo dużej ilości. Ja też tak zawsze robię, żeby ten efekt od razu był przyjemny, zachwycający.
Mistrz od początku swojej kariery sprzeciwia się uporządkowanym klombom, bo w jego oczach bardzo źle wyglądają w krajobrazie. Za to po mistrzowsku stosuje nasadzenia mieszane. W małych, dużych plamach. Lubi je, bo są atrakcyjne przez cały rok, w przeciwieństwie do monokultur. To mnie szczególnie cieszy, bo w ogóle uwielbiam mieszanki różnego rodzaju, nie tylko roślinne. No, a Berg bardzo zręcznie łączy trawy, byliny w miksach.
Często w podziale na przykład 50 do 50 takie dywany z dwóch gatunków. Często wstawia na przykład pojedyncze sterczące kępy miskanta, albo perowski, albo zawilca, czy akanta w coś, co pojedynczo sterczy do góry pośród na przykład niższych, albo nie niższych, takich samych roślin okrywowych, na przykład kwitnących, czy pokładających się, nie? Jest taki kontrast między tą sztywną rośliną, a tą drugą, która jest taka miękka. Również stosuje łąki mieszane z traw, z letnich kwiatów, na przykład irysów, a w cieniu stać bardzo dużo paproci.
Plamy takich jednolitych zarośli powtarzają się, także nie ma tak, że roślina pojawia się tylko w jednym miejscu. Jest na podobnych stanowiskach w całym ogrodzie, czyli masz wrażenie, jakby się sama wysiała, ale żadna z pojedynczych plam nigdy nie jest zbyt duża. Raczej unika roślin jednorocznych, preferuje byliny.
No i pod drzewami sadzi niskie rośliny okrywowe, takie jak barwinek, konwalnik, mulenbekia, floks, no to, co dobrze eksponuje rysunek konarów, nie wymaga częstego przycinania. Także dba o to, żeby od strony ścieżki, gdzie roślina może być podziwiana, żeby było posadzone niższe rośliny, no a przy drzewach, żeby docenić rysunek pni, które często są wielopniowe, albo mają też fajną korę, no a często są przycięte i ten właśnie rysunek pni jest rzeźbiarsko pokazany.
Dobór roślin jest tak wykonany, że nasadzenia są niższe bliżej człowieka i bliżej kamieni, a wyższe po krawędziach, dzięki czemu ten rysunek kamieni jest bardzo dobrze widoczny. Oczywiście w sezonie, ale zupełnie spektakularnie odkrywa się zimą, kiedy to wszystko zanika.
Mistrz uważa, że zakłada ogrody łatwe w pielęgnacji. Ok, tak teoretycznie jest, ale tylko w jego standardzie, bo on pielęgnuje generalnie bardzo dużo, więc nawet mocno ograniczone zabiegi serwisowe dla zwykłego użytkownika to nadal jest bardzo dużo pracy. Pisałem o tym więcej właśnie w tym artykule “Ogród naturalny czy naturalistyczny”, o co Ci mówiłem na początku, ale niezależnie od tego, zwraca uwagę na ważne, dobre praktyki, warte stosowania.
Na przykład zauważa, że spacerując po przyrodzie, prawie nigdy nie widać nagiej ziemi, zwykle są na niej rośliny okrywowe, mchy, trawy, dlatego, żeby zapobiec kiełkowaniu tych niepożądanych roślin, nasion, chwastów, poleca przykrywać glebę i sadzi bardzo dużo roślin okrywowych. Ma tą świadomość równocześnie, że razem z wzrostem ogrodu wiele z nich zniknie w cieniu drzew i krzewów, ale gleba musi być przykryta.
Uważa też, że takie gęsto zaprojektowane obszary wymagają przede wszystkim wiosennego przycinania, sporadycznego plewienia, a więc i tak jest przy nich znacznie mniej pracy niż np. przy trawnikach, które trzeba skosić przynajmniej 25 razy w roku. W ogóle, zresztą, w jego ogrodach jest raczej bardzo mało trawników.
Podoba mi się, jak bawi się układami z żywopłotów, stosuje różne, bardzo zręczne zabiegi, np. dwie ścianki żywopłotu cisowego dwumetrowe, na dwóch poziomach, posadzone na mijankę, także jest między nimi przejście, ale widziane z boku tworzą litą ścianę. Ale podczas spaceru widzisz, co się dzieje między nimi, więc znów, zabawa w zaciekawienie użytkownika. Albo miesza różne gatunki, na jeden odcinek z grabu, później jest jakieś drzewo, soliter, krzew na połączeniu, a później np. laurowiśnia.
Albo przy granicy nie tworzy jednej linii żywopłotu, ale takie jakby zęby, schodki takie w rzucie z góry, tak? Masz układ ścianek żywopłotowych pod kątem 90 stopni, cięte w kostkę, albo z zaokrąglonymi brzegami. Bardzo efektowne. W ogóle tworzy super ciekawe światło cieni. Zależnie od kąta patrzenia, podczas spaceru siedzisz blisko takiego żywopłotu, powstają wnęki, w których nie wiesz, co się dzieje. Może rosną ci się jakieś inne ciekawe rośliny, i znowu efekt zaciekawienia prowokuje cię do ruchu. Idź i sprawdź.
Bardzo ciekawie aranżuje porządek na wierzchni. W ogóle jest to dobra praktyka, warta powielenia, że powierzchnie złożone z różnych materiałów są wyraźnie rozdzielone od siebie, wręcz siebie nie dotykają. Na przykład, biegną schody, nie dotykają murów oporowych policzkowych. Jest spora szpara między stopniami z bloków pełnych a murkami.
Albo jest plac kamienia ciętego, jakiś rekreacyjny, albo jako podłoga pod pergolą. Plac jest wyraźny, jest podniesiony na jeden stopień. Z boku też jest obłożony tym samym kamieniem, więc wygląda jak z monolitycznych, grubych płyt. I wokół jest w niego żwirek. A ścieżka z kostki, albo z płyt nieregularnych kończy się 10-15 cm od niego. Nie dotyka krawędzi tego placu.
Tak samo na przykład ścieżka z kostek kamiennych dochodzi do domu, ale nie dotyka elewacji. I wypełnienie między nią, a ścieżką jest ze żwiru. A dalej ta sama ścieżka płynnie przechodzi w rząd kostek, które rozdzielają rabatę od żwirowej opaski domu. No, oczywiście mamy tutaj tylko dwa rodzaje materiału, więc nie ma żadnej pstrokacizny.
Albo na przykład tworzy chodnik wzdłuż budynku, który jest oddalony od ściany, jakieś 40-50 centymetrów. I w tej szparze sadzi jakieś gęste rośliny okrywowe, więc elewacja jest chroniona. Zresztą zwykle z ściółkowaniem żwirem. Albo na przykład masz ścieżkę, która przechodzi przez ogród, przez place żwirowe, na których są poukładane jakieś gigantyczne donice. Na przykład donice szerokości metra albo dwóch i długości paru metrów.
Więc znowu, podobnie jak przy tych układach z głazów, roślinność wyniesiona do góry. Ale nic z tego hardscape’u siebie nie dotyka. Żwir jest tylko wypełnieniem, jest tym klejem spajającym kształty geometryczne z układami z głazów, z innymi kształtami geometrycznymi. Ścieżka osobno, donice osobno, głazy osobno. I tylko właśnie ten żwirek, który to wypełnia, jakby woda oblewająca. Albo masz na przykład też kapitalne wnętrze sauny, taki przedsionek z leżakami. Jest sauna z drewna, jest podłoga z płyt kamiennych, które nie dochodzą do ścian 5 centymetrów. Naprawdę genialny efekt.
Świetne efekty osiąga też opływając kamienie tarasami z desek. To znaczy, kiedy kompozycja kamienna podchodzi pod taras, te kamienie jakby wchodzą w obrys tarasu, to wycina deskę w taki sposób, że masz wrażenie, jakby właśnie woda opływała te nieregularne kształty głazów. No i drzewa w tarasach to też bardzo efektowne.
Cenną lekcję dostałem też w ogrodzie u jego klientki, pani Brigitte, która jest już starszą panią, pochodzi z Litwy. Jako dziecko stamtąd wyjechała. Mieliśmy piękny, serdeczny kontakt i opowiadała mi o Chelsea Chop. Słyszałem o tym, ale do tej pory jeszcze nie miałem okazji ani widzieć efektów na żywo, ani samemu eksperymentować. Myślę, że najbliższej wiosny już zacznę.
Więc tnie byliny wiosną, to tam okolice są środek, koniec maja, tnie na różne wysokości, przecina je tak, żeby je po prostu usztywnić. Na przykład gaura, która jest normalnie pokładana, staje się jak sztywne drzewo. Wenonium przecina nisko w maju. To bardzo jest ciekawe. Możesz sobie też pogooglać za tym więcej. Chelsea Cut czy Chelsea Chop, bo to się bierze od Chelsea Flower. Oni tak przecinają te rośliny, żeby prezentowały się jak najokazalej na wystawę.
Berg też przecina rośliny, zwykle po kwitnieniu w ramach pielęgnacji, dzięki czemu właśnie częściej kwitną ponownie jesienią. Trawy ozdobne przecinają wiosną, praktycznie przy samej ziemi. Chyba standardowo nie robią klientom w ramach pielęgnacji tej Chelsea Chop. To raczej zabawa jest prywatna.
Ziemię na jedną nową rabatkę przesypywaliśmy w taki sposób, że przesypywaliśmy na oczyszczone wcześniej do sadzenia miejsce ziemię z worka, taką grubością 3 do 5 centymetrów, ziemią właśnie próchniczną, a później zakrzywionymi amerykańskimi widłami pod kątem 90 stopni. Bardzo ciekawy sprzęt, nie widziałem tego nigdy w Polsce. Uprawiają to razem z gruntem rodzimym, rozbijając te bryły, które gdzieś tam w worze mogły być, czy usuwając korzenie, kamienie, inne śmieci. Także w efekcie jest to bardzo czyste, wyrównane na koniec po robocie podłoże.
Mistrz Berg stosuje wiele mądrych zabiegów kompozycyjnych. Kreuje te piękne ogrody bazując głównie na intuicji, ma doskonałą intuicję, ale równocześnie ma też potężne kompetencje w dziedzinie estetyki i w dużej mierze bazuje to na know-how japońskim. Bardzo podoba mi się jak konstruuje przejścia i bramy, głównie z roślin oczywiście, szczególnie przy tej ilości ścieżek i komunikacji.
Jak na przykład przechodzisz między dwoma kępami tej samej rośliny, pod koronami drzew, wchodzisz do nowych pokoików, jakichś mikro wnętrz ogrodowych, zwykle właśnie funkcjonujących jako płaskie tarasy uzyskane murami z głazów. Te ogrody mają wiele bardzo indywidualnych kryjówek. Każda zawsze o swoim własnym klimacie, w każdej rosną trochę inne rośliny, są różne widoki i to wszystko jest opowieścią pełną zaciekawień. Użytkownik się nie nudzi, wciąż jest wciągany w jakieś nowe historie, zapraszany do eksplorowania tych labiryntów. To jest kwintesencja dobrego ogrodu. Nie placek z roślinami pod ogrodzeniem, ale gąszcz zaciekawień.
Bardzo ciekawe, zauważam, że generalnie nie stosuje focal pointów, czyli jakichś wyraźnych celów na końcach ścieżek czy osi widokowych. Też raczej zamiast osi stosuje szerokie perspektywy widokowe. Czasem, rzadko, jak jest na przykład jakiś długi ciąg schodów, to coś dyskretnego, coś się tam pojawi na końcu, na przykład jakiś nieco większy albo bardziej nieregularny kamień odbijający słońce albo kępa bylin jest na końcu tej ścieżki czy schodów. Akurat na takim właśnie placyku słońca, że ona jest rozświetlona. Właśnie częściej światło na końcu tego tunelu, bardzo subtelne, nie jakaś tam rzeźba czy coś wyrazistego.
Wspaniale buduje atmosferę przytulności. Często właśnie przez otaczanie skałami, które są wyżej od ścieżki, a na tarasach za skałami rosną byliny i krzewy. Rośliny dość duże, aby się właśnie poczuł przytulnie zaopiekowany, ale nadal dość małe, to znaczy w ludzkiej skali. Także wszystko jest przyjazne i nieprzytłaczające.
Porada od jego fotografa ogrodów jest taka zasada. Nigdy nie rób zdjęć patrząc pod słońce lub mając słońce dokładnie za plecami. Zawsze rób pod kątem do padających promieni słońca. Mistrz raczej nie używa rzeźby. Mało, rzadko. Jeśli artysta jest świetny, no ale też mówi, że to jest problem z budżetem. Jak donice, to wielkie. Woli raczej proste i nie zwracające uwagi niż jakieś formy rzeźbiarskie. Tam razem przeglądaliśmy katalog jednej takiej belgijskiej firmy, która go atakowała, no to zbyt ozdobne, too ornamental.
Często wprowadza płaskie aluminiowe skrzynie na sprzęty ogrodowe albo na jakieś tam sprzęty grillowania czy saunowania. Podobne do donic. Spójne, dyskretne, matowe i wszystko zawsze co trzeba jest pod ręką. Tam schowane jakieś narzędzia do pielęgnacji, jakieś poduszki. Poduszki czasami są ekstra jeszcze w dodatkowych plastikowych pudłach, chociaż nie trzeba, bo zasadniczo fajnie są te skrzynie skonstruowane. Mają tam wielokrotnie pozaginane daszki i brzeszki, także żadna woda opadowa się i nie dostaje z środka, chociaż rzeczywiście wilgoć z ziemi może się przedostawać albo po prostu z powietrza, ale to też takie miejsca na pokrowce, na sprzęty.
Stosuję bardzo dyskretne oświetlenie. Albo reflektorki kierunkowe, niezbyt mocne, albo słupki. Ma dwa ulubione rodzaje, które mają dobrze ukryte źródło światła. Jedne dają takie oświetlenie szczelinowe, np. na schody właśnie wąski kąt światła, a drugie mają punktową soczewkę o szerokim rozsyle, ale głowica jest ruchoma, także można zawsze tak to obrócić, żeby nie oślepiało użytkownika spacerowicza.
Nie ma wiele wody w jego ogrodach. Jak już jest, to jest spektakularne, robi wspaniałe wrażenie. Zwykle to bardzo czyste zbiorniki, zwykle baseny. Czasem jakieś efekty wodne z kamieniami, ale rzadziej. Przynajmniej z tych ogrodów, które ja oglądałem. Piękną, wysoką kaskadę wodospad ze ściany skalnej ma w swoim prywatnym ogrodzie.
U klientów preferuję wyraźnie wydzieloną, prostokątną strefę pływacką z krystalicznie czystą wodą, betonową nieckę położoną folią. Ona się staje lustrem odbijającym niebo, najbliższe otoczenie. I to jest świetny kontrast z organicznymi kształtami w ogrodzie. Uważa, że basen wygląda lepiej, jeśli jest długi i wąski, a nie szeroki i krótki. Poleca do pływania długość 10 metrów, szerokość 2-3 metry, czasem przeciwko. Uważa w ogóle, że lepiej zrezygnować z basenu, niż budować za mały. Ja też się z tym zgadzam. Nie znoszę tego nawracania w basenach, 10 metrów to jest takie minimum, 15 chociaż, to już się fajnie pływa. Normalny basen ma przecież 25, a olimpijski 50.
Mistrz mocno stoi na stanowisku, że lokalizację, kształt zbiornika powinien wyznaczać projektant ogrodu, a absolutnie nie firma basenowa. Bo to jest obiekt wizualny, nie tylko użytkowy, który musi stanowić całość z kompozycją ogrodu. Musi być odpowiednio osłonięty przed wiatrem i sąsiadami. No i najlepiej oczywiście zrobić to roślinnością, więc to wszystko musi grać razem.
Lubi też wprowadzać małe, podłużne baseniki, powiedzmy o szerokości metra, długości kilku metrów. Takie proste wanny wypełnione wodą, opróżnione jakimś odpływem dennym i napełnione świeżą wodą, kiedy stara zacznie się zielenić. Wprowadza też płytkie baseny hydroterapeutyczne, gdzie woda sięga do wysokości kolan na podstawie wskazań Sebastiana Kneippa. No i w takich zbiornikach możesz spacerować, odświeżać się, wzmacniają się żyły, układ odpornościowy. No, sądzę, że raczej w zimnej wodzie.
Ideowo bardzo pochwala, promuje aplikowanie wody w ogrodzie w formie naturalnie wyglądających obiektów, szczególnie właśnie w kontekście zasad japońskiej sztuki ogrodowej. Skoro ogród japoński czerpie inspirację z natury, miejsce chce ją odwzorować, a podstawowym elementem dającym życie, symbolizującym życie jest woda. No więc warto, żeby się w tym ogrodzie znalazła. Może być płynąca, może być stojąca.
W małych ogrodach podobają mu się źródlane strumienie, które rozpływają się między skałami. W dużych ogrodach większe rozlewiska wodne z pojedynczymi kamieniami, wystającymi znad lustra jako wyspy. Ale nawet gdy prawdziwa woda nie może się pojawić, uważa, że warto ją imitować w formie jakiejś suchej aranżacji. Generalnie ubolewa w tym, że woda, która jest tak ważna, tak rzadko zyskuje aprobaty inwestorów, rzadko pojawia się w ogrodach. Chciałby abyśmy więcej czerpali inspiracji i szczególnie właśnie z naturalnych zbiorników w ramach możliwości połączonych z wodospadami, z strumieniami.
No a czemu nie za często buduje obiekty wodne? Po pierwsze trudno utrzymać czystości. To jest problem i klienci nie chcą się tym zajmować. Potwierdzam tak samo. Sam mówię klientom, że woda ma to do siebie, że ona zawsze będzie chciała się zazieleniać i prowadzać tutaj życie, więc to jest zawsze walka z życiem i jest to intensywne zadanie, więc tak, to czysta praktyka międzynarodowa.
No i po drugie, często jest problem z budżetem. Jeśli się zaplanuje wodę, no to problem jest po prostu większy. A myślę, że woli, żeby budżet został przeznaczony na skały i na jakieś tematy ogrodowe, na piękne rośliny i wodę robi tylko wtedy, jeżeli klient naprawdę nie ma ograniczeń finansowych albo jakoś bardzo, bardzo mu zależy. Za to przez to, że układa głazy poziomując je od góry, bardzo często powstają na nich też takie mikro niecki, które stają się poidłami, kałużami.
Oczywiście stosuję to świadomie. Celowo tak układa kamień. Wynajduję to naturalne wgłębienie, żeby woda po deszczu albo po podlewaniu się tam zatrzymywała. I zauważyłem też, że jeśli w ramach przewiezionych kamieni znajdzie się taki, który może być tym głębszym poidłem, no to wtedy eksponuje go, ustawię gdzieś w honorowym miejscu. No i to oczywiście zaprasza ptaki, taka woda jest bezcenna. Ptaki, owady, owady zapraszają ptaki, to wszystko się łączy.
Na koniec budowy wszystko jest perfekcyjnie posprzątane. Na koniec tygodnia są zrobione takie rzeczy, żeby klientom było miło przez weekend. Jest skończone na maksa, wszystko bardzo czyściutko, bardzo dobrze zorganizowane. Tak jak mi właśnie mówił, no tutaj jeszcze dokończymy, żeby w weekend mieli fajnie. Albo na przykład pokazuje mi Jakub, co nie pasuje na tym obrazku. Ja tak patrzę, o narzędzia nie pasują. Dobra, sprzątamy, zbieramy.
Mistrz pracuje zespołowo. Ma swoje zadania osobiste, które obejmują tworzenie wizji, koncepcji ogrodów, bezpośrednią obsługę klienta, nadzór nad jakością prac w terenie. Może w ogóle jego najważniejszym zadaniem jest pilnowanie, aby nikt w zespole nie obniżał lotów. No i jest oczywiście twarzą, tarczą swojej firmy, ale ma też wspólniczkę Suzan, która od 25 lat odpowiada za organizację etapu wykonawczego. Ma projektantów w swoim biurze, pracowników zajmujących się administracją.
Współpracuje ze świetnymi specjalistami, wykonującymi dobory roślin, wyszukującymi najpiękniejsze egzemplarze w szkółkach. No i ma swoich pracowników oraz ekipy partnerskie. Ludzi, którzy od lat z nim pracują, są razem świetnie z grami, sprawiają, że to wszystko, co możesz zobaczyć na zdjęciach czy teraz usłyszeć ode mnie, no to po prostu staje się możliwe, powstaje w rzeczywistości, jest takie niesamowite.
Mam wrażenie, że członkowie jego zespołu są jak przedłużenia palców w jego dłoni. Sprawni, świadomi, świetnie zmotywowani, ciężko pracujący, ale też zadowoleni z tego wkładanego wysiłku, cieszący się tymi niesamowitymi efektami, które razem uzyskują. To, co robią jest tak dobre, że właściwie budzi podziw i szacunek wszystkich, no mój na pewno, na pewno klientów.
Berg uważa, to Ci mówiłem wcześniej o tym sporcie, byciu sportsmenem, że aby być dobrym ogrodnikiem, projektantem krajobrazu niezbędna jest gotowość, zdolność do podejmowania intensywnego wysiłku fizycznego. To jest naprawdę ciężka praca, no szczególnie w jego ekipie.
Tym samym potrzebna jest Ci wysoka sprawność fizyczna, a także umiejętność myślenia perspektywicznego, determinacja, zdążyć do celu i żeby szlifować takie właśnie postawy, kompetencje u swoich ludzi, no to regularnie ich szkoli, zwracają uwagę, a także na przykład organizuje wspólne wyjazdy narciarstwa biegowego w górach. Doświadczenia, które wynoszą z tych aktywności sportowych, później razem wprowadzają, przenoszą na plac budowy i jego ludzie wiedzą, że można popełniać błędy i upadać, ale zaraz potem trzeba się podnieść i poprawić to, co było słabe.
No, Berg wyznacza im poprzeczkę wysoką. Nieustannie pracować, aby być lepszym, ale na pewno nikomu nie stawia poprzeczki wyżej niż samemu sobie. Mistrza Petera Berga kochasz albo nie znosisz i on też tak do tego podchodzi. Albo klient bierze go w całości, albo w ogóle nie jest zainteresowany współpracą. Ma swoją grupę klientów, do której się kieruje, a pozostali go nie interesują.
Pewna osoba z jego ekipy mówi, że no, te ogrody są trochę zbyt nudne, że jest w nich za mało miejsca do zabawy, rozrywki, do samego poznawania świata. Ale też trzeba pamiętać, że są to drogie, luksusowe ogrody, kierowane w większości dla zamożnych, a więc starszych osób, które się dorobiły, które chcą tam odpoczywać od życia, od stresów, od rzeczywistości.
Pytałem się też mistrza, co on mnie myśli profesjonalnie. Dużo mnie testował, dawał mi różne zadania, rzucał na głęboką wodę, bez wielu wskazówek, sprawdzał, jak sobie poradzę. Różne też takie zadania terenowe, estetyczne, coś mi pokazywał i zadziornie mówił: No, a co o tym myślisz? Opowiedz mi o tym, co tu widzisz. No, ale finalnie, jak się pytałem na koniec, w ostatnich dniach, to był za mnie zadowolony. Dobrze mnie ocenił jako profesjonalistę. Podobało mu się to, że szybko się uczę, że wszystko szybko robię, że jestem dobrym kierowcą i że się zdrowo prowadzę i jestem bezkompromisowy.
Więc jestem mu też wdzięczny za wzmocnienie mojej uwagi na te obszary i postaram się nie obniżyć lotów w przyszłości, robiąc rzeczy po swojemu, korzystając z tych wspaniałych kompetencji, które podniosłem, kiedy byłem u mistrza Berga na praktyce. Ale po swojemu, tak, bo ja potrzebuję swojego stylu i chce być rozpoznawalny według takiej estetyki i takiej filozofii ogrodnictwa, jaką najlepiej czuję, jaką noszę w swoim sercu, więc ogrody naturalne, nie ogrody naturalistyczne.
Mistrz Berg jest mistrzem ogrodów naturalistycznych, chociaż oczywiście jakieś naturalistyczne fragmenty tu czy tam, gdzieś bliżej domu, właśnie bliżej tarasu, oczywiście jak najbardziej lubię układać, ale jednak mając tą świadomość, że są to rzeczy wysoko obsługowe, a ja idę ścieżką leniwego ogrodnika Lazy Gardener i ją będę doskonalił.
I to wszystko na dzisiaj, dziękuję Ci serdecznie za Twoją uwagę, mam nadzieję, że to wszystko coś wniosło wartościowego w Twój profesjonalny rozwój. Zapraszam Cię, żeby pogłębić swoje poznanie twórczości mistrza Berga, przede wszystkim przez stronę, ale też przez jego książki, przeanalizować po obrazkach szczegółowo, jak wydarzają się tutaj różne historie.
Dzięki i do usłyszenia na kolejnej Pogawędce. Cześć.
Jesteś projektantem?
Cenisz nasze merytoryczne publikacje? Zapraszamy Cię do wspólnego rozwoju, biznesu i integracji.
Jesteś właścicielem działki?
Szukasz wsparcia przy aranżacji ogrodu?
Zajmujemy się kompleksowo procesem projektowo – wykonawczym. Wypróbuj możliwości naszego zespołu.
Szukasz czegoś innego?



